Strona główna > Cywilizacja > Nauka > W poszukiwaniu genu bezsenności
27.09.2006
W poszukiwaniu genu bezsenności

Rozmawiał Piotr Kossobudzki

To dziwna praca: mój klient śpi, a ja muszę czuwać. Mimo że spędziłem już kilka tysięcy nocy, obserwując sen, to ciągle widzę coś nowego – mówi specjalista z Poradni Leczenia Zaburzeń Snu Akademii Medycznej w Warszawie.

Panie doktorze, jeśli szewc bez butów chodzi, to chyba badacz snu nie powinien sypiać zbyt dobrze?
– Rzeczywiście, permanentnie zarywam noce. Mam już swoje czterdzieści kilka lat, a sen z wiekiem znacząco się pogarsza. Granicą jest mniej więcej 40. rok życia – do tego czasu śpimy jak młodzieńcy. Po czterdziestce jest wyraźnie gorzej. To dotyka także i mnie, tym bardziej że jako lekarz mam sporo nocnych dyżurów. Plus te noce, które spędziłem na badaniach snu albo czytaniu i pisaniu publikacji. Dzisiaj położyłem się o 3.30, a musiałem wstać o 7, żeby zdążyć na odprawę w szpitalu. Moja higiena snu jest więc daleka od doskonałości. Ale gdy mnie ktoś pyta, czy mam problemy ze snem, mówię, że nie. Śpię różnie – raz dwie godziny, raz siedem. Ale ponieważ się tym nie przejmuję, to znaczy, że nie mam problemu ze snem.

A na jakie problemy skarżą się najczęściej pańscy pacjenci?
– Najczęstszym problemem jest niewątpliwie bezsenność. W jej obrębie wydzielono co najmniej kilkadziesiąt kategorii. Mówi się już nie o chorobach snu w ogóle, ale o zaburzeniach poszczególnych faz, na przykład: zasypiania, wybudzania, zaburzeniach snu albo fazy REM snu głębokiego. Na sen trzeba spojrzeć holistycznie. Sen jest integralną częścią naszego życia, i to częścią bardzo różnorodną. Może nie wymaga takiej aktywności mózgu jak czuwanie, ale jest od niego nie mniej złożony. A może nawet bardziej? Podczas snu mózg jest uwolniony od kontrolowania ciała (musi tylko pilnować, żeby ciało się nie obudziło) i może zająć się samym sobą: naprawą, regeneracją, zapamiętywaniem i poprawianiem pamięci. Ale im więcej się w mózgu dzieje, tym większe ryzyko, że coś się może uszkodzić, zadziałać nie tak.
Te zaburzenia możemy podzielić na dwie kategorie. Możemy mówić o tak zwanych dysomniach, czyli zaburzeniach samego przebiegu snu. Mamy tu bezsenność, gdy człowiek śpi za mało, albo nadmierną senność, hipersomnię, gdy śpi za dużo. Spotyka się też ludzi, którzy śpią w niewłaściwych porach, mają zaburzenia rytmu okołodobowego. Istnieje też druga, fascynująca kategoria – to są tak zwane parasomnie, czyli występowanie różnych chorób we śnie.

Choroby, które ujawniają się, gdy śpimy?
– Tak. Zawsze mnie dziwiło, że choroby człowieka czuwającego wypełniają kilkanaście tomów podręczników medycznych. Z tych samych książek wynika, że człowiek zasypia i nagle choroby znikają. Nieprawda. One dalej istnieją. Mało tego, są takie choroby, które się ujawniają tylko we śnie. Choćby sztandarowy bezdech – człowiek w ciągu dnia jest zupełnie zdrowy, a w momencie, kiedy zasypia, zaczyna się dusić. Badania chorób dających objawy podczas snu rozwija się bardzo dynamicznie. Kilkadziesiąt lat temu wyróżniano kilka czy kilkanaście parasomni. Teraz jest ich kilkaset.

Tylko jak można dotrzeć do ich przyczyn? Czy w ogóle możemy dowiedzieć się, co się dzieje w śpiącym mózgu?
– Ludzi zawsze interesowało, co się dzieje w organizmie człowieka i w jego świadomości. Sny interesowały medyków już w starożytnej Grecji, ale sam sen jako zjawisko naukowe w ogóle medycyny nie obchodził – i to aż do czasów I wojny światowej. Dlaczego? Mam swoją teorię: przez kilka tysięcy lat, począwszy od starożytnych Greków, a może nawet Egipcjan, sen uważano za zjawisko bierne. Panowało przekonanie, że mózg jest aktywny w ciągu dnia, gdy odbiera bodźce, światło, dźwięki. A gdy nadchodzi noc, mózg traci aktywność. Gdy zamykamy oczy, zatykamy uszy, to naturalnym stanem mózgu będzie zaśnięcie. Były to więc tak zwane bierne koncepcje snu.
Jednym z pierwszych, który myślał inaczej, był austriacki lekarz, neurolog, pułkownik lotnictwa i baron w jednej osobie – Constantin von Economo. Podczas I wojny światowej zajmował się pacjentami ze śpiączkowym zapaleniem mózgu. Wtedy panowała epidemia tej choroby prowadzącej do stanów zapalnych w naszym „centrum oblizeniowym”. Część chorych umierała i von Economo, robiąc sekcje, spostrzegł, że przyczyną śpiączki było pewne powtarzające się uszkodzenie określonych struktur w mózgu. Dziś uważamy, że to było pierwsze naukowe spojrzenie na sen. Dowiedzieliśmy się, że zasypiamy nie dlatego, że jest ciemno, tylko dlatego, że aktywują się wybrane ośrodki w mózgu.

Dziś wiemy już dużo więcej. Jakimi metodami posługują się współcześni badacze snu?
– Nie wiedzielibyśmy tyle, gdyby nie użycie elektroencefalografii i badania EEG. Zawdzięczamy je Hansowi Bergerowi – niemieckiemu psychiatrze, którego fascynowało przekazywanie myśli na odległość. Ostatecznie telepatii nie odkrył, ale w latach 20. ubiegłego wieku odkrył zjawisko encefalografii. Zauważył, że elektroda przyłożona do głowy pozwala na rejestrowanie fal mózgowych. 10 lat później Amerykanie przeprowadzili badanie EEG we śnie. W latach 50. ekipa badaczy z Chicago po raz pierwszy przeprowadziła badanie polisomnograficzne.
Na podstawie zmian odczytu EEG można było domniemywać, czy i jak jest zmieniona tkanka mózgowa. Tak stawiano diagnozy różnych guzów, płytkich, głębokich, ognisk. W ten sposób wyglądała rzeczywistość przed około 30 laty. Potem zaczęło się piorunujące przyśpieszenie. Przełomem była tomografia komputerowa, o której dziś możemy powiedzieć, że w mózgu wykryje co najwyżej spory guz i niewiele więcej. Potem pojawił się rezonans magnetyczny, czyli jeszcze czulsza metoda obrazowania mózgu. A potem, z 10 lat temu, narodziły się już zupełnie fascynujące metody, czyli tak zwane obrazowanie czynnościowe. Dzięki niemu można nie tylko zobaczyć, jak wygląda struktura w mózgu, ale także, jak ona pracuje. Podobne możliwości daje nam jeszcze dokładniejsze badanie PET, czyli emisja pozytronowa. Gdy mamy już takie narzędzia, to pozostaje tylko badać, badać, badać... Badać mózg zdrowych, chorych, w czuwaniu i we śnie.

Czy wszystkie te metody trafiły już do praktyki klinicznej?
– Na razie najczęściej korzystamy z zaawansowanego badania fal mózgowych. 20 lat temu zapisy EEG były jeszcze na papierze. Pamiętam noce spędzone przy aparacie, z którego snuło się po 560–580 metrów papieru! Potem liczyło się fale mózgowe, podkreślając je z ołówkiem w ręku. Teraz już są komputery, a powszechną metodą jest rezonans neurofizjologiczny, czyli przestrzenne opracowanie rozkładu sygnału elektrycznego.
Ale prawdziwy postęp dokonał się dzięki zestawieniu wyników badań neurofizjologicznych, metod obrazowania czynnościowego, oraz metod wykorzystujących EEG.
Mam to szczęście, że w ciągu swojej kariery mogę obserwować pojawianie się i rozwój tych technik. To dzięki nim zaledwie 27 lat temu pojawiła się pierwsza klasyfikacja zaburzeń snu. Ale ocean odkryć jeszcze ciągle przed nami. Moją idée fixe jest znalezienie ludzkiego genu bezsenności. Znaleziono już gen warunkujący sen u muszki owocowej i istnieje wiele danych, że człowiek też ma taki gen. Trzeba tylko znaleźć ludzi, którzy są jego nosicielami – cierpiących na bezsenność od wczesnego dzieciństwa. Jeśli tych pacjentów wyodrębnię, zrobię u nich badania genetyczne, to znajdę gen bezsenności.

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.