Strona główna > Cywilizacja > Nauka > Od Wilhelma do Wall-E
4.08.2008
Od Wilhelma do Wall-E

Piotr Stanisławski

Jak brzmi krzyk człowieka pożeranego przez aligatora? Dokładnie tak samo jak kowboja ranionego strzałą i żołnierza Imperium ustrzelonego z blastera. Zapytajcie Bena Burtta, speca od efektów dźwiękowych

Gdy w 1951 roku kręcono dawno zapomniany film „Distant Drums”, potrzebny był dobry, dramatyczny krzyk do sceny, w której człowiek wciągany jest pod wodę przez aligatora. Nie każdy umie dobrze krzyknąć, więc o nagranie kilku przeraźliwych wrzasków poproszono aktora i piosenkarza Sheba Wooleya. Krzyknął trzy razy, a w filmie użyto drugiej wersji dźwięku trwającej ledwie sekundę.
Dwa lata później kręcono western „The Charge at Feather River” i znowu potrzeba było dobrego krzyku – tym razem cierpiał niejaki Wilhelm trafiony strzałą. Wykopano z archiwum stary dźwięk i użyto go ponownie. „Krzyk Wilhelma”, jak zaczęto go nazywać, powracał – zwykle w podrzędnych produkcjach typu „wielkie mrówki mutanty pożerają ludzkość”.
Jednak prawdziwa kariera krzyku rozpoczęła się, gdy w połowie lat 70. trafił na niego Ben Burtt. Mało wtedy znany twórca filmowych efektów dźwiękowych trochę dla żartu uczynił z niego swój znak firmowy i upychał w każdym filmie, nad którym pracował. Wkrótce potem Burtt trafił do mocno eksperymentalnej produkcji –  „Gwiezdnych wojen”. Wyzwanie było ogromne – stworzyć wszystkie dźwięki dla nowego wszechświata. W czasach gdy cyfrowa obróbka dźwięku nie istniała, Burtt musiał tak miksować nagrania rzeczywistych odgłosów, by pasowały do fantastycznej rzeczywistości.
Tak właśnie powstał słynny ryk Chewbacki zmontowany z ryku niedźwiedzia i lwa oraz warczenia i skomlenia psa. Ostateczny efekt dało dołączenie jęczenia morsa, któremu w kalifornijskim Marinelandzie wypuszczono na czas czyszczenia wodę z basenu.
Podczas pracy nad „Gwiezdnymi wojnami” Burtt nie rozstawał się z mikrofonem. Dzięki temu powstał najbardziej znany dźwięk serii – brzęczenie miecza świetlnego. Burtt przechodził koło włączonego telewizora, gdy mikrofon sprzągł się z kineskopem i zarejestrował niskie buczenie. Do tego dodano dźwięk projektora kinowego i efekt był gotowy.
Wyjątkowo trudne okazało się wymyślenie głosu R2-D2. Pół roku trwały przymiarki i próby, aż wreszcie zdesperowany Burtt nagrał samego siebie wydającego piśnięcia i brzęczenia, które uzupełnił dźwiękami z syntezatora.
A „krzyk Wilhelma”? Oczywiście też się pojawia. Można go usłyszeć w scenie, w której żołnierz imperium spada w przepaść trafiony promieniem blastera.
Po „Gwiezdnych wojnach” współpraca Burtta ze studiem Lucasa trwała. W  „Poszukiwaczach zaginionej Arki” „wilhelmem” krzyczą niemieccy żołnierze, a Burtt tworzy dźwięk toczącego się głazu, nagrywając swoją hondę civic toczącą się wolno po żwirowym podjeździe. Burtt dostarczał też dźwięk do wszystkich części „Indiany...” i  „Gwiezdnych wojen”, filmów „Willow”, „E.T.” czy „Monachium”. W  „Inwazji porywaczy ciał” z 1978 roku wykorzystał bicie serca swojej nienarodzonej córki jako dźwięk wydawany przez wyjątkowo niesympatycznych obcych. A w międzyczasie zarobił cztery Oscary i sześć nominacji.
Oczywiście we wszystkich tych produkcjach przemycał Wilhelma. Z czasem krzyk stał się tak sławny, że powstały jego fankluby, a rozmaici maniacy odnaleźli go już w prawie 150 filmach.
Jednak Burttowi najwyraźniej ta sława nie odpowiada, bo w ostatnim filmie, nad którym pracował –  „Wall-E” – Wilhelma po raz pierwszy nie słychać. Zresztą mało tam ludzkich głosów, bo najważniejsza jest para zakochanych robotów. Burtt mówi, że przydały mu się doświadczenia z R2-D2, jednak zadanie było zupełnie inne, bo film pełen jest wydających rozmaite dźwięki maszyn, które widz musi odróżniać „na ucho”. I znowu podstawą stały się mocno przetworzone ludzkie głosy, bo zdaniem Bena Burtta tylko one są w stanie oddać emocje. Poza elektroniką powracają też sprawdzone metody – a to ciąganie po podłodze ciężkiego worka, a to drgająca sprężyna czy kupiona na eBayu stara prądnica.
A Burtt, choć niechętnie o tym mówi, ma nowy znak firmowy. To dźwięk starego radia jego dziadka. Ciekawe, jak szybko ktoś go rozpozna i znowu uczyni kultowym.

Ranking 10 najlepszych dźwięków z „Gwiezdnych Wojen"


Podróż przez efekty dźwiękowe z „Wall-e"


Historia krzyku Wilhelma


Zbiór krzyków ze znanych filmów

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.08.04 11:11

Czy ktoś zwrócił też kiedyś uwagę na wszechobecny w filmach i innych nagraniach dźwięk niemowlęcia? Pojawia się on na przykład w piosence Toola "Third Eye" i w wielu innych miejscach....

Wszystkie