Strona główna > Cywilizacja > Nauka > Nauka się prostytuuje!
4.08.2008
Nauka się prostytuuje!

rozmawia Wojciech Mikołuszko

Prawda naukowa stała się dziś towarem, a naukowcy za pieniądze skłonni są zatajać lub fałszować dane – grzmi profesor Wiesław Sztumski, fizyk i filozof przyrody

Panie Profesorze, mam problem. Zawsze wierzyłem w obiektywizm nauk przyrodniczych...
– Nie pan jeden.

Ostatnio jednak moja wiara się zachwiała. Zauważyłem, że przy sporach ideologicznych każda ze stron znajduje naukowca i dane naukowe, które wspierają jej pogląd. Co się dzieje?
– Moim zdaniem wiara, o której pan mówi, należy już do przeszłości. Dzisiaj spostrzegamy coraz mniej obiektywizmu w nauce. W naukach humanistycznych, zwłaszcza społecznych i historycznych, to zjawisko jest już powszechnie znane. Świadczy choćby o tym ostatnie „dzieło” o Wałęsie wydane przez Instytut Pamięci Narodowej. Jednak teraz jest to też cecha nauk przyrodniczych, nawet tak, zdawałoby się, odległych od ideologii i światopoglądu jak fizyka.

Ale przecież nauki przyrodnicze wypracowały metodykę badań i weryfikacji hipotez, które pozwalają na oddzielenie ziarna od plew.
– Nauki przyrodnicze zostały wplątane w pragmatyzm. Ich przedstawiciele żyją w warunkach społecznych naszej epoki, w której dominuje ideologia konsumpcjonizmu. Wobec tego ulegają jej wpływom i za pieniądze skłonni są zatajać i fałszować dane albo interpretować je tak, jak jest korzystnie dla ich mocodawców politycznych, finansowych i religijnych. Prawda naukowa stała się dziś towarem, który podlega prawom rynku i którym można dowolnie kupczyć. Krótko mówiąc: nauka się prostytuuje!

Mocne słowa.
– Tak, wiem. Ale używam ich po to, by wywołać szok. Nawet jeśli trochę przesadzam. Jak pan widzi, sam też ulegam presji współczesnej kultury, w której bardziej chodzi o zszokowanie odbiorcy niż przedstawienie obiektywnej prawdy. To jest metoda powszechnie stosowana w sztuce. Jeśli tam daje dobre rezultaty, to może warto zastosować ją też w nauce.

Metody nauk przyrodniczych kiedyś się sprawdzały. Pan mówi, że dziś nie działają. Co się zmieniło?
– Świat się zmienił. Pod wpływem rozwoju nauki i techniki zaczęliśmy żyć zgodnie z zasadą akceleracji: chcemy coraz szybciej i coraz więcej osiągnąć naraz, już teraz. O ile kiedyś cnotą była cierpliwość, o tyle teraz stała się nią niecierpliwość. A realizacja celów „już teraz” wymaga posiadania odpowiednich środków, przede wszystkim finansowych. Stąd pogoń za bogactwem. Wszystko staje się towarem i wszystko można sprzedać.

Ale chyba prowadzenie badań jest jednym z gorszych sposobów zarobkowania. Kto chce dużych pieniędzy, idzie pracować do banku, a nie badać czarne dziury czy genetykę bakterii.
– OK. Tylko nie wszyscy mogą czy chcą pracować w bankach. Niektórzy decydują się na karierę w nauce, bo jakoś ich ona satysfakcjonuje. Ale z pewnością nie finansowo. Tymczasem rynek stwarza im możliwość uzyskiwania dobrych zarobków, często dzięki postępowaniu nieetycznemu. Ileż ekspertyz naukowych robi się na zamówienie tak zwanych sponsorów nauki, czyli elit finansowych i przemysłowych. Stąd mamy rozbieżności ekspertyz i nie wiadomo, któremu zespołowi badawczemu można ufać. To są fakty z przemysłu farmaceutycznego, militarnego czy spożywczego. A co gorsza, każdy zespół określa się samozwańczo „niezależnym”. Kupa śmiechu!

Skoro stawia pan nauce tak poważne zarzuty, to niech je pan poprze konkretnymi dowodami.
– Żąda pan ode mnie donosu na konkretnych ludzi. Gdybym chciał spełnić pana życzenie, naraziłbym się na rozprawę sądową, podczas której musiałbym udowodnić komuś winę. Odwołam się więc tylko ogólnie do różnych afer ujawnianych w mediach. Ich lista jest wystarczająco długa, bym czuł się uprawniony do formułowania mojej tezy.

Znam wielu uczciwych badaczy. Nie sądzi pan, że zarzuty nieuczciwości powinno się raczej stawiać konkretnym naukowcom, a nie całej nauce?
– Częściowo przyznaję panu rację. Też znam wielu uczciwych naukowców i chyba sam jeszcze do nich należę. Tylko widzi pan, nauka jest w pewnym sensie instytucją, która składa się z ludzi. Jeśli w danej instytucji pracują ludzie nieuczciwi, to odium nieuczciwości spada na całą instytucję. Uważam, że mam prawo oceniać instytucję przez pryzmat zachowań jej przedstawicieli. Chcę w ten sposób zwrócić uwagę na „prostytuowanie się” nauki jako instytucji w rezultacie „prostytuowania się” niektórych naukowców. Widzę w tym problem społeczny, który będzie się rozwijać, jeśli nie dokona się jego oceny i nie zacznie się go zwalczać, i który będzie poważnie zagrażać- autorytetowi nauki.

No dobrze. Ale wróćmy do sprzecznych ekspertyz. Jeśli otrzymuję od dwóch zespołów badawczych kompletnie odmienne- dane naukowe, to jak mam znaleźć prawdę?
– Otóż musimy sobie uświadomić, że klasyczne, arystotelesowskie pojęcie prawdy przeżyło się.

O nie!
– Ono nigdy nie było dostatecznie jasne i zawierało pewne niedociągnięcia. W uproszczeniu rozumiano prawdę jako „to, co zawiera się w rzeczywistości”. Ale po pierwsze: o jaką rzeczywistość chodzi? A po drugie: jak to stwierdzić? Na te pytania Arystoteles i jego następcy nie odpowiadali. Więcej mieli do czynienia z rzeczywistością dostępną zmysłowo niż z pomyślaną. Dlatego dla nich kryterium prawdy było stwierdzenie czegoś za pomocą zmysłów.
1 2

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.08.05 14:43

Panie Profesorze. Jedną z najbardziej szkodliwych dziedzin życia naszego powszedniego, dziś, jest tzw. prawda naukowa kościoła kat. Od dziecka wbija się nam do głów "prawdy objawione" -...

Wszystkie