|
Eksperymenty na dzieciach, czyli uwaga na leki
Wojciech Mikołuszko Większość leków, które podaje się dzieciom, nie jest dla nich przystosowana. Niektóre sprzedaje się w nieodpowiedniej postaci, inne w niewłaściwych dawkach, a liczne kompletnie pozbawione są informacji o działaniu u najmłodszych
Liczby wyglądają zatrważająco. Według szacunków „Nature Medicine” od 50 do 90 procent leków dla dzieci nie zostało prawidłowo przetestowanych! Z kolei Fergal Donnelly z Komisji Europejskiej mówi „Przekrojowi”, że 46 procent substancji przepisywanych najmłodszym w szpitalach albo zostaje użyte nie w tej grupie wiekowej, dla której jest przeznaczone, lub też podawane jest niezgodnie z zaleceniami. A wśród dzieci pod intensywną opieką procent leków pediatrycznych używanych wbrew licencji wzrasta aż do 90 procent!
I nie jest to bynajmniej wina lekarzy. Oni robią, co mogą. Problem w tym, że większość specyfików jest przygotowana tak, by mogli stosować je wyłącznie dorośli. Tymczasem ich działania nie da się wprost przełożyć na dzieci. Lekarze dziecięcy wszystkich specjalności zgodnie podkreślają: dziecko to nie jest mały dorosły, jego organizm różni się od naszego nie tylko wielkością – on nieco inaczej funkcjonuje. Psucie zębów i hamowanie wzrostu „Leki na epilepsję, nadciśnienie i migrenę są najbardziej skrajnymi przykładami na to, jak odmiennie działają środki na dorosłych i na dzieci. I tak naprawdę nie rozumiemy dlaczego” – mówi Agnes Saint Raymond z Europejskiej Agencji do spraw Leków (EMEA) w rozmowie z „Nature Medicine”. Podaje też przykład steroidów, które hamują wzrost u dzieci. Gdy testowano je na dorosłych, w żaden sposób nie wykryto tego działania. Podobnie stało się z antybiotykiem tetracykliną. U osób dojrzałych nie zauważono, by wpływał na uzębienie. Nic dziwnego. Jego negatywne działanie ujawnia się dopiero u dzieci poniżej ósmego roku życia. U tych, które zażywały tetracyklinę, zęby stałe rozwijały się nieprawidłowo, miały defekty i przebarwienia. Chloramfenikol, środek przeciwbakteryjny, jest wyjątkowo toksyczny dla niemowląt. Nie potrafią bowiem go wydalać. „Niektóre środki na kaszel czy przeziębienie okazały się niebezpieczne i nieefektywne u małych dzieci – twierdzi Saint Raymond. – Kilka doprowadziło nawet do śmierci”. Profesor Gilles Vassal, francuski onkolog dziecięcy, podczas wykładu w Chicago opowiadał swego czasu o problemach, na jakie natyka się w swojej pracy. Jego zdaniem 27 leków przeciwrakowych nie ma formuły, którą da się zastosować u dzieci. Jako przykład podał cyklofosfamid. Dostępny jest on tylko w tabletkach 25 oraz 50 miligramów. Nie ma ani mniejszych pigułek, ani postaci płynnej leku. Tymczasem dla dzieci taka dawka to stanowczo za dużo. A najmniejsze w ogóle nie potrafią połknąć tabletek. Onkolodzy często jednak decydowali się podawać im cyklofosfamid. Czasem po prostu nie mieli wyjścia, jeśli chcieli uratować dziecko. Najczęściej lekarze kruszyli tabletki i mieszali proszek z jedzeniem. Trudno jednak wówczas wyliczyć, czy dawka jest właściwa. Poza tym pokruszone pigułki wchłaniają się szybciej w układzie pokarmowym, co może zmienić działanie leku lub naruszyć jego bezpieczeństwo. Wszystkie te problemy wynikają z tego, że większości leków nigdy nie testowano na dzieciach. Doktor Michael Shannon z dziecięcego szpitala w Bostonie twierdzi, że firmy farmaceutyczne nie przywiązują do tego wagi. Sprzedaż leków dla dzieci przynosi bowiem ledwie 10 procent ich dochodów. Profesor Vassal przyznaje zaś, że nowotwory u dzieci stanowią tylko jeden procent wszystkich przypadków. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2009.07.04 19:23
"Podaje też przykład steroidów, które hamują wzrost u dzieci. Gdy testowano je na dorosłych, w żaden sposób nie wykryto tego działania." No ciekawe dlaczego, prawda? ppp
Koniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Zrób to. Sam 8.03.2010Rysunki Marka Raczkowskiego z „Przekroju”, numer 10/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski polecamy numer 10/2010
|
|