Strona główna > Cywilizacja > Otwórz oczy > Ona zrobi ci dziecko
18.06.2008
Ona zrobi ci dziecko

Agnieszka Chądzyńska


Lalki Jaime kupują też matki, które nie mogą pogodzić się z tym, że ich własne dzieci tak szybko urosły. „Spełniło się moje marzenie. Nareszcie mam malucha, którego będę mogła przytulać i nosić bez końca” – dziękowała ostatnio w e-mailu do Jaime Jeanne Bernier z Miami, szkolna pielęgniarka i matka czworga dzieci. Jak prawdziwe rodzeństwo reaguje na sztuczne? Jaime, która nie przepuści żadnej okazji, aby reklamować swoje dzieła i wszędzie zabiera małą Heidi, twierdzi, że jej dzieci nie są zazdrosne o sylikonową „siostrę”. Nie protestują nawet wtedy, gdy w samochodzie siedzą ściśnięte na tylnym siedzeniu, podczas gdy lalka rozpiera się wygodnie z przodu w dziecięcym foteliku. Może dlatego, że Jaime traktuje ją jak żywego noworodka głównie w miejscach publicznych, a dzieci wiedzą, że ich mama reklamuje w ten sposób swoją pracę.

Niektóre rodziny jednak bezradnie obserwują, jak ich bliscy mylą rzeczywistość z fikcją. Mąż 64‑letniej Christine z przerażeniem patrzył, jak jego żona przytula z zachwytem lalkę do złudzenia przypominającą ich wnuczka Harry’ego z czasów niemowlęcych, którą Jaime zrobiła dla niej na podstawie zdjęcia. Christine opiekowała się synkiem swojej córki od dnia jego narodzin, podczas kiedy ta walczyła z nowotworem. Kiedy niebezpieczeństwo minęło, Harry razem z rodzicami przeprowadził się z Anglii do Nowej Zelandii, a Christine poczuła się niepotrzebna. Wtedy zamówiła sobie sylikonowe niemowlę. Wypakowując go z celofanu, mruczała: „Nikt nas już nie rozdzieli”. Gdy prawdziwy Harry przyjechał do niej z wizytą, przeżył szok. Próbował tłumaczyć babci, że to tylko lalka, ale ona uparcie twierdziła, że to prawdziwe dziecko.

Kiedy dziennikarze zapytali Jaime Eaton, czy czuje się w porządku, żerując na psychicznych skrzywieniach swoich klientek, odpowiedziała, że ma do tego podejście czysto marketingowe i nie zastanawia się, co te kobiety robią ze swoimi lalkami. Innym razem- oświadczyła jednak, że je rozumie. I można jej wierzyć na słowo. Sama cztery razy rodziła przez cesarskie cięcie. Nie może mieć więcej dzieci, a lalki są lekarstwem na cierpienie. Podobno zdarzało jej się płakać, gdy oddawała swoje lalki do „adopcji”. A zapytana przez dziennikarkę francuskiej „Marie Claire”, dlaczego nie przyjmie kogoś do pomocy, skoro ma tyle zleceń, odpowiedziała z oburzeniem: „Czy van Gogh poprosiłby kogoś o pomoc przy malowaniu swoich obrazów?”.

Agnieszka Chądzyńska
„Przekrój”, nr 25/2008
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.10.24 17:34

nie mozna traktowac lalke jak dziecko to glupie i chore.Jest tyle malych dzieci które czeka na milosc

2008.07.10 23:20

przecież to dziecko nie urośnie posiadaczka tejże zabawki bo słowa matka nie można tutaj mylić popadnie w rutyne a później w jakąś chorobę psychiczną. No bo jak można kochać zabawkę...

2008.06.21 08:22

takie lalki dobre są dla dzieci, ale nie dla osób dorosłych.

Wszystkie