Strona główna > Cywilizacja > Otwórz oczy > Ona zrobi ci dziecko
18.06.2008
Ona zrobi ci dziecko

Agnieszka Chądzyńska

Nie mają kolek i nie potrzebują niani. Kurier dostarcza je wprost do domu. Aby nie spoglądać z zazdrością na życie rodzinne koleżanek, coraz więcej kobiet kupuje lalki przypominające żywe niemowlęta

Czy chcą państwo kupić dziecko? – ze słodkim uśmiechem młoda blondynka zagaduje małżeństwo emerytów stojące obok niej w supermarkecie. Ci z zaskoczeniem odrywają wzrok od sklepowych półek i przyglądają się ślicznemu maleństwu, które śpi w foteliku przymocowanym do stojącego obok koszyka na zakupy. – Proszę je dotknąć – zachęca kobieta. Starsza pani, zastanawiając się zapewne, czy nie ma do czynienia z wariatką, wyciąga mimo woli rękę w stronę stópki w białej skarpetce. – To nie jest prawdziwe dziecko! – krzyczy za chwilę, cofając się z przerażeniem. – Nie, to lalka – tłumaczy, uśmiechając się jeszcze szerzej, blondynka. – Sama ją zrobiłam. Chce pani potrzymać?
Ale starsza pani ma dosyć wrażeń. Za to mąż zafascynowany wyciąga ręce. Za chwilę czule podtrzymuje maleńką główkę, a korpus lalki układa się w jego ramionach miękko jak ciało żywego noworodka. Ze sklepu wychodzą z wizytówką sympatycznej blondynki, która rzuca na odchodne: – Gdybyście chcieli taką lalkę, wiecie, gdzie mnie znaleźć!
Tak zaczyna się reportaż brytyjskiego kanału Channel 4 o 30‑letniej Brytyjce, producentce lalek do złudzenia przypominających żywe noworodki.

Kiedy cztery lata temu Jaime Eaton, policjantka z Werrington w Staffordshire w zachodniej Anglii, chcąc sprawić oryginalny prezent swojej córce, zapisała się przez Internet na kurs upodabniania zwykłych lalek do żywych noworodków, nie przypuszczała nawet, że niebawem stworzy całą armię sztucznych dzieci. I dobrze na tym zarobi. Córka była zachwycona lalką, więc Jaime zabrała się do robienia następnej. Kolejne zabawki dawała w prezencie znajomym i współpracownikom. Wkrótce zamówień zaczęło przybywać i obliczyła, że produkowanie sztucznych dzieci opłaca się bardziej niż ściganie przestępców. W 2006 roku rzuciła pracę i założyła jednoosobową firmę Babybuntins Nursery. – Moje mieszkanie zaczęło wyglądać jak dom z horroru. Wszędzie walały się maleńkie nóżki i rączki, a w kuchennym piekarniku pełno było dziecięcych głów – opowiadała w jednym z wywiadów.

Przerobienie zwykłej lalki tak, aby przypominała żywego człowieka, zajmuje zwykle cztery tygodnie. Jaime zamawia najczęściej wszystkie części ciała „dziecka” w Azji. Po usunięciu z głowy i rąk fabrycznego koloru tak długo nakłada kolejne warstwy farby na plastik, z którego są zrobione, aż zaczyna on do złudzenia przypominać ludzką skórę. Następnie rysuje zmarszczki przy oczach i maleńkie, wykrzywione usta. Podczas kiedy głowa i ręce schną w rozgrzanym do czerwoności kuchennym piekarniku, Jaime wypycha korpus zabawki 2,5 kilograma sylikonu. Dzięki temu lalka waży tyle co noworodek, a jej sztuczne ciało staje się tak miękkie jak prawdziwe. Na koniec Jaime przyprawia jej do głowy włókna moheru, które wyglądają jak włosy malutkiego dziecka, i dla większego efektu dodaje jeszcze małe znamię na jej ciele. Swoje lalki wystawia potem na sprzedaż na e‑Bayu. Przyjmuje też telefoniczne zamówienia. Na życzenie robi lalki na podstawie zdjęć z dzieciństwa, wmontowuje im specjalny mechanizm, dzięki któremu wydaje się, że oddychają, ślinią się albo płaczą. A potem wystawia rachunek, który zwykle waha się między 350 a 1000 euro. Nie pamięta, ile sztucznych dzieci już wyprodukowała, ale mówi, że pracuje jednocześnie nad sześcioma lalkami naraz. Po jej „dzieci” trzeba się już ustawiać w kolejce, bo notes z zamówieniami ma wypełniony na dwa lata naprzód.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.10.24 17:34

nie mozna traktowac lalke jak dziecko to glupie i chore.Jest tyle malych dzieci które czeka na milosc

2008.07.10 23:20

przecież to dziecko nie urośnie posiadaczka tejże zabawki bo słowa matka nie można tutaj mylić popadnie w rutyne a później w jakąś chorobę psychiczną. No bo jak można kochać zabawkę...

2008.06.21 08:22

takie lalki dobre są dla dzieci, ale nie dla osób dorosłych.

Wszystkie