|
Mądrość stada
Wojciech Mikołuszko Porównywanie zwierzęcych stad do tłumu ludzi jest co najmniej obraźliwe. Dla zwierząt oczywiście Więcej zdjęć: Spójrzmy choćby na ławicę ryb – zwykłych śledzi, sardynek bądź płaszczek. Wszystkie płyną elegancko w jednym kierunku. Nie zderzają się ze sobą, nie przepychają. Gdy napadnie je wróg, to choć ogarnia je strach, nadal trzymają się równo, zgodnie skręcają, wspólnie robią zwroty i uniki. Nie ma bezładnej „pływaniny” i chaosu paniki. Albo karibu. – Trudno to opisać słowami, ale kiedy stado było w ruchu, wyglądało jak cień chmury przemykający nad krajobrazem lub masa kostek domina przewracających się w tym samym czasie i zmieniających kierunek – opowiadał magazynowi „National Geographic” biolog Karsten Heuer. – To było tak, jakby każde zwierzę wiedziało, co zamierza zrobić jego sąsiad, sąsiad sąsiada i sąsiad sąsiada sąsiada. Nie było żadnego przewidywania ani reakcji. Żadnej przyczyny i skutku. Po prostu było. Kiedy do stada karibu podszedł wilk, uwaga zwierząt wzrosła. – Każde zwierzę po prostu się zatrzymało, w pełni czujne i wpatrzone – mówił Heuer. – Gdy wilk podszedł bliżej, najbliższe mu karibu odwróciło się i pobiegło. A ta odpowiedź przeszła jak fala przez całe stado aż do chwili, gdy wszystkie zwierzęta zaczęły biec. Manewry stada wykazywały nie panikę, lecz precyzję. W jeszcze większe zdumienie wprawiają naukowców mrówki. Doktor Iain Couzin, biolog matematyczny z uniwersytetów Princeton i Oksford, wyprawił się aż do Panamy, by je obserwować. Jego szczególną uwagę zwróciły mrówki ogniowe. Kiedy podróżują i natrafią na trudny do ominięcia dół, budują most. – Tworzą go ze swych żywych ciał – opowiadał reporterowi „The New York Times”. – Budują go, gdy jest potrzebny, i rozbierają, gdy nie jest używany. Być może ta sprawność wspólnoty wynika z tego, że ewolucja ich kolonii trwała dość długo. – My nie wyewoluowaliśmy w społeczeństwach, w których obecnie żyjemy – tłumaczy problemy naszego gatunku doktor Couzin. Uczony zajął się odcyfrowaniem zasad rządzących zgodną wspólnotą zwierząt. Liczył na to, że kiedy je poznamy, zastosujemy w naszym życiu. (Mrówki uczą oszczędności) Na pierwszy ogień poszły jednak nie mrówki, tylko szarańcza. Zazwyczaj te owady żyją samotnie i nie kwapią się do życia w stadzie. Niekiedy jednak tworzą gigantyczne chmary, które lecą razem i zżerają wszystko, co stanie na ich drodze. Dlaczego ta sytuacja wymyka się czasem spod kontroli? – zastanawiał się Couzin. W 2006 roku jego zespół opublikował w „Science-” raport, który wyjaśnia te reguły. Szarańcza reaguje jedynie na tych sąsiadów, którzy znajdują się bardzo blisko. W normalnych warunkach owady żyją w wystarczająco dużym rozproszeniu, by nie wpływać na siebie nawzajem. Każdy osobnik porusza się więc po swojemu. Jeśli jednak zagęszczenie przekracza pewien poziom, sąsiedzi przybliżają się i automatycznie zaczynają synchronizować swoje ruchy. Wtedy tworzą chmary. Bardziej praktyczne znaczenie miało odkrycie reguł, którymi kierują się mrówki, kiedy decydują, ile osobników wysłać do źródła pożywienia. Arizońskie żniwiarki z gatunku Pogonomyrmex barbatus zastanawiają się nad tym rano. Pierwsze ruszają zwiadowczynie. Gdy wracają, dotykają czułkami czekających w gnieździe zbieraczek. – Dla nich jest to stymulacja do wyjścia – wyjaśniała „National Geographic” Deborah Gordon, która badała zwyczaje tych mrówek. – Zbieraczka potrzebuje jednak kilkunastu kontaktów w odstępie nie dłuższym niż 10 sekund, żeby opuścić mrowisko. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowszePromocja |
|