|
Sen lepszy niż seks
Olga Woźniak Przeczytaj także: Tymczasem ta senna strata czasu bywa złudna. Robert Stickgold komentuje to tak: ci, którzy śpią cztery godziny na dobę, chełpią się, że działają przez kolejnych 20 godzin. Ci zaś, którzy śpią osiem godzin, mają „tylko” 16 godzin na aktywność. Jednak u osób śpiących krócej wydajność spada o blisko 20 procent. Często więc potrzebują na wykonanie tego samego zadania więcej czasu od swych wyspanych kolegów. – Z długiem sennym jest tak jak z długiem w banku – komentuje doktor Skalski. – Jest pewna granica naszej wypłacalności. Jeśli znajdziemy się poniżej niej, popadamy w ruinę. Od snu wyzwoleni? Trudno się zatem dziwić, że dużym zainteresowaniem na całym świecie cieszą się próby całkowitego wyrugowania snu z naszego życia. Pierwsze farmakologiczne doświadczenia w tej dziedzinie doprowadziły do stworzenia w latach 70. leku zwanego modafinilem. W latach 90. w Europie i USA zaczęto go stosować w leczeniu chorych na narkolepsję, jednak w dość krótkim czasie zorientowano się, że może posłużyć także osobom, których jedyną dolegliwością jest chroniczny brak czasu. Mechanizm działania tego leku nie jest do dziś dobrze znany, nie przeszkadza to jednak temu, że na Zachodzie staje się „pigułką nowego stylu życia”. Od 1998 roku jego sprzedaż rośnie – w 1999 roku szacowano ją na 25 milionów dolarów, a w 2005 było to już 575 milionów dolarów (w Polsce lek jest nierefundowany i miesięczna kuracja może kosztować tysiąc złotych). Jedno jest pewne – najbardziej zainteresowane tą sprawą jest wojsko. Szerokie badania w dziedzinie wymazania snu z naszego życia prowadzi amerykańska agencja wojskowa DARPA. Dzięki temu badaczom z Uniwersytetu Wisconsin udało się wyhodować mutanty muszek owocowych, które śpią jedną trzecią tego co niezmutowane muszki. Ze zmutowanymi muszkami był tylko jeden problem: umierały młodo. Może jednak to właśnie jest cena bezsenności? Sen zamiast seksu Jak na razie brak snu odciska piętno na innych dziedzinach naszego życia. W wielkich miastach Ameryki i Japonii miejsce hoteli na godziny, w których można było uprawiać płatną miłość, zajmują przybytki, w których za drobną opłatą możemy uciąć sobie drzemkę w przerwie na lunch. Swoją szansę w tej sytuacji wietrzą firmy, które – tak jak MetroNaps – oferują zaspanym praco-holikom drzemkomaty. To automaty do spania w biurze albo innym publicznym miejscu. Tak oto w naszym zwariowanym, rozpędzonym świecie sen staje się pomału bardziej pożądany niż seks. Tego drugiego mamy wokół nawet w nadmiarze, ten pierwszy zaś to prawdziwy rarytas. Trzeba przyznać, że w tym kontekście zupełnie inaczej czyta się historie takie jak powieść amerykańskiej pisarki Nancy Kress, w której świat dzieli się na tak zwanych Śpiących – czyli ludzi takich jak my, którzy do normalnego funkcjonowania potrzebują snu – i Bezsennych – genetycznie modyfikowanych, którzy sen znają tylko z opowiadań innych. Mając dwa razy więcej czasu od Śpiących na naukę i pracę, Bezsenni osiągają większe sukcesy. Opanowują kolejne gałęzie gospodarki. Stają się bogaci. Bajka? Dziś tak. Ale jutro? Przecież chyba właśnie w tej intencji ciągle mniej śpimy. Olga Woźniak "Przekrój" 27/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.11.24 16:51
Sen jest niezbędny, ale odżywienie własnego organizmu to baza w oparciu o którą realizujemy aktywność życia. Problem nadwagi i otyłości (również cukrzycy typu 2) rozwiązuje przekaz ze... najnowszePromocja |
|