|
Zupełnie źle urodzeni
Olga Woźniak Właśnie zakończył się pierwszy w Polsce proces o „złe urodzenie”. Czy teraz będzie można żądać odszkodowania za to, że żyje się nie tak, jak by się chciało?
"Być albo nie być?" – to pytanie częściej teraz zaprząta głowy sędziów niż teatralnych widzów. No bo czy życie z chorobą może być uznane za szkodę, za którą powinna się należeć rekompensata? Albo czy czasem lepiej byłoby się w ogóle nie urodzić, niż wieść życie w bólu i cierpieniu?
Jeden z pierwszych procesów o odszkodowanie dla upośledzonego dziecka odbył się w USA w 1967 roku. Spawa nie zakończyła się sukcesem dla wnoszących ją osób: odrzucono pozew przeciw lekarzowi, który nie poinformował matki, jak poważne konsekwencje dla płodu może mieć różyczka, na którą zachorowała ciężarna kobieta. Sąd uznał, że nie można zrekompensować komuś tego, że jego życie jest „niższej jakości” (mówi się o tym „złe życie”). Nie istnieje przecież coś takiego jak prawo do urodzenia się zdrowym – argumentował sędzia. A jednak był to początek nowej ery w przepisach prawa. Terminy „złe życie”, „złe urodzenie”, „złe poczęcie” weszły do sądowych akt i rozpanoszyły się na dobre. W Polsce właśnie zakończył się pierwszy taki proces: małżeństwo Wojnarowskich kontra szpital w Łomży. Szkodą są koszty, a nie życie W 1999 roku lekarze z tego szpitala odmówili Barbarze Wojnarowskiej, matce chłopca cierpiącego na achondroplazję (chorobę genetyczną objawiającą się między innymi karłowatością), badań prenatalnych w kolejnej ciąży. Wojnarowska urodziła córkę z takim samym schorzeniem. Wojnarowscy domagali się od szpitala pokrycia kosztów leczenia dzieci i zrekompensowania utraty zarobków. Sąd pierwszej instancji uznał, że przez odmowę badań prenatalnych naruszone zostały prawa małżeństwa do planowania rodziny i uniemożliwiono Wojnarowskim podjęcie decyzji o aborcji. Przyznano im 60 tysięcy złotych odszkodowania. Od tego wyroku złożono odwołanie. Ostatecznie małżeństwo wywalczyło 200 tysięcy odszkodowania i 2 tysiące złotych comiesięcznej renty. Procesy takie jak ten zawsze budzą emocje i pytania, na które odpowiedzi mogą udzielić jedynie etycy bądź filozofowie. Nic dziwnego, że w USA, gdzie narodził się pomysł rekompensat za „złe urodzenie”, tego typu procesy zostały prawnie zakazane w dziewięciu stanach. Także we Francji nie rozstrzyga się już na drodze sądowej, czyje życie ile jest warte. Tam – kiedy przed kilku laty sąd konstytucyjny przyznał odszkodowanie rodzicom dziecka z wadami genetycznymi, którym zła diagnoza uniemożliwiła przeprowadzenie aborcji – zaprotestowali inni rodzice chorych dzieci. Nie chcieli, by przez takie procesy przypinano im łatkę „niepełnowartościowych”. Sprawę rozwiązała ustawa, na mocy której wszystkim rodzicom ciężko chorych dzieci wypłaca się „z urzędu” zapomogi. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.08.09 18:31
Jeśli już otrzymają takie odszkodowanie, albo co więcej - jak domagają się rekompensaty za to ze to dziecko żyje, to powinni mieć odebrane prawa rodzicielskie a dziecko trafić do... 2008.08.03 00:23
Nie buloby tego problemu gdyby w Polsce tak w jak kazdym ucywilizowanym kraju byla dostepna aborcja bez tych sztucznych ograniczen. Dopoki t,zw, koltunski katolicyzm bedzie sie panozsyl w Polsce... 2008.08.02 20:01
Cóż, jak się rodzi pierwsze dziecko dziecko z chorobą genetyczną, to po co ta druga ciąża. Rozumiem że odmówiono badań genetycznych na koszt państwa ... a rodzice nie mogli odwołać... - nastolatek darwin@evolution.org
najnowszePromocja |
|