+++ „Królowie ulicy”, reż. David Ayer, USA 2008, 107’, Imperial/Cinepix, premiera 4 lipca
Policjant z Los Angeles Ludlow (Keanu Reeves), działa brutalnie, ale skutecznie. Najgorszych bandytów od razu traktuje serią, pomniejszych wali w głowę książką telefoniczną. Podobno nie ma „genu strachu”, nie zadaje więc sobie pytań typu: „być albo nie być?”. Gdy jednak padnie na niego podejrzenie o zastrzelenie byłego partnera po fachu, Ludlow zada parę pytań kolegom i przełożonym. Uzyskawszy na nie wymijające odpowiedzi, ruszy do akcji, bo nie lubi, jak coś jest ambiwalentne.
Przedzieranie się wraz z bohaterem przez zagmatwane układy (łatwo stracić w nich orientację) prowadzi do jasnego jak słońce nad Los Angeles wniosku, że wszyscy są skorumpowani. Cóż, twórcy skorumpowanej Ameryki to tu nie odkrywają. Warto jednak rozważyć ich sugestię, że łeb hydrze można urwać, jedynie stosując jej metody. Tylko czy wtedy sami nie stajemy się hydrą?