Strona główna > Galerie > Multimedia > Jak oni ściągają
22.08.2008
Jak oni ściągają

Mariusz Herma

Fala pozwów o plagiat zalała branżę muzyczną. Dlaczego po cudze sięgają nawet wielcy? Bo wiedzą, że dla przeboju warto ryzykować. A nauczyli się tego od jeszcze większych

Lil’ Wayne bezprawnie przerobił utwór „Play with Fire” z repertuaru The Rolling Stones – oświadczyła ostatnio firma Abkco Music dysponująca nagraniami Stonesów z lat 60. i podała rapera do sądu.
Wayne króluje dziś na listach przebojów w USA, jego nowy album kupiły już dwa miliony Amerykanów. Ewentualna przegrana nie zaszkodzi więc ani pozycji, ani finansom gwiazdy. Nowicjuszem nie jest jednak także Abkco. Dla brytyjskiej grupy The Verve zapożyczenie partii orkiestry od Stonesów oznaczało utratę praw do przełomowego „Bitter Sweet Symphony”. Nie dość, że utwór wbrew woli muzyków trafił do reklam, to jeszcze jego autorstwo (łącznie ze słowami!) przypisano Mickowi Jaggerowi i Keithowi Richardsowi. – To najlepsza piosenka, jaką ta dwójka napisała w ciągu ostatnich 20 lat – komentował gorzko Richard- Ashcroft, lider The Verve. Niektórzy w sądowej porażce dopatrywali się przyczyny rychłego rozpadu grupy, lecz po ubiegłorocznej reaktywacji Brytyjczycy regularnie bisują słodko-gorzkim przebojem na festiwalach muzycznych.
Niesprawiedliwy los oszczędził w tym zamieszaniu samych Stonesów. 29 września 1997 roku, dokładnie w dniu premiery pechowej płyty The Verve, album wydali także weterani rocka. Promujący go hit „Anybody Seen My Baby?” zawdzięczał refren kanadyjskiej piosenkarce k.d. Lang. Singiel poszybował na szczyty list przebojów po obu stronach Atlantyku, ale samej Lang wystarczyło umieszczenie jej nazwiska przy tytule utworu.
Choć skala zjawiska rośnie – w końcu dysponujemy jedynie 12-tonową skalą muzyczną – procesy o plagiat rzadko kończą się skazującym wyrokiem. – Mimo istniejących wytycznych plagiat w muzyce jest trudno definiowalny – mówi profesor Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej. – Już sama melodia powinna pokazać wtórność, a przecież sąd i biegli muszą zająć się także kwestią rytmu czy harmonii.
Jednakże podobieństwa przebojów nie zawsze bywają przypadkowe, czasem artyści sięgają bowiem po cytaty. – Tak jak w przypadku literatury, polska ustawa zezwala na cytowanie niewielkich fragmentów muzycznych, zazwyczaj do trzech taktów. Warunkiem jest jednak podanie źródła cytatu – dodaje profesor Nowak-Far. Trochę ostrzej takie zapożyczenia traktuje się w USA, gdzie dodatkowo wymagana jest zgoda autorów.

Przegrana sprawa, wygrana sława
Gordon Jenkins potrzebował kilkunastu lat, by odkryć, że jego kompozycją posłużył się w jednej z najsłynniejszych piosenek sam Johnny Cash. W „Folsom Prison Blues” sławny bard wykorzystał nie tylko muzykę, lecz także spore fragmenty tekstu Jenkinsowego „Crescent City-Blues”. Jenkins o swoje prawa upomniał się dopiero w 1968 roku, po sukcesie więziennej koncertówki Casha „At Folsom Prison”, a sprawę szybko załatwiono ugodą.
Amnezja, którą usprawiedliwiano Casha, pachnie tanią wymówką, lecz w zupełnie innym przypadku na poważnie potraktował ją nawet sąd: – Podświadomość George’a Harrisona przetworzyła piosenkę, o której świadomość zdążyła zapomnieć – głosiło orzeczenie kończące spór eks-Beatlesa z grupą The Chiffons. Harrison uniknął hańby i stracił tylko część tantiem za słynne „My Sweet Lord”. Inny wielki przebój dekady „Do Ya Think I’m Sexy?” pobrzmiewał brazylijskim hitem „Taj Mahal”. Rod Stewart wykazał się podwójną bezczelnością, bo zanim sąd stwierdził plagiat, Szkot cały dochód z tantiem kazał... przelać na konto UNICEF. Jeszcze dalej poszedł Michael Jackson, wykazując się znajomością szachowej zasady mówiącej, że najlepszą obroną jest atak. Na początku lat 90. orzeczono identyczność bestsellerowego „Will You Be There” z piosenką Ala Bano z lat 80. Brygada prawników Jacksona stwierdziła wówczas „całkowitą niekompetencję sędziego w kwestiach dotyczących muzyki” i zmieniła strategię. W ciągu kilku lat Jackson przekonał sąd apelacyjny, że – tak jak Al Bano – zainspirował- się standardem z 1939 roku. Do tego czasu singiel kupiło milion Amerykanów, a nakład albumu „Dangerous” przekroczył już 30 milionów egzemplarzy.
1 2 3 4 5 6 7 8

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.