Stany Zjednoczone, lata 30. od dziewiątej do piątej w dni powszednie Paul Outerbridge pracuje w reklamie. W Nyack pod Nowym Jorkiem prowadzi prawdopodobnie największe studio fotograficzne w Ameryce. Jest doskonałym technikiem, jako jeden z niewielu na świecie nauczył się pracować w kolorze. Na tym polu jest praktycznie monopolistą. Dzięki jego wysmakowanym kompozycjom butelki szampana, żarówki i krzesła zyskują formę modernistycznych dzieł sztuki. Klienci walą drzwiami i oknami.
Po godzinach Outerbridge wkłada cylinder i zmienia się w zakochanego w surrealizmie i dadaizmie egzaltowanego dandysa. Ze świata marketingowych strategii płynnie przechodzi do świata intelektualnych dysput z Marcelem Duchampem. Ze studia znikają komponenty martwych natur, w ich miejsce pojawiają się nagie modelki. Je również Outerbridge fotografuje w kolorze. Czasem klasycznie i delikatnie, czasem z lekką fetyszystyczną nutą.
Okazuje się, że kolor, który w reklamie stanowi podstawowy atut i odróżnia Outerbridge’a od konkurencji, w świecie sztuki staje się jego przekleństwem. Zleceniodawcy doceniają, że nowa technika dodaje ich produktom atrakcyjności, ale artystyczna publiczność nie jest jeszcze na takie atrakcje gotowa. W kontekście dominujących w Dwudziestoleciu owianych mgłą lub sprowadzonych do abstrakcji czarno-białych aktów zdjęcia Outerbridge’a wydają się zbyt dosłowne, prawie pornograficzne. Krytyka jest bezlitosna, odbitki w tajemnicy kupują tylko co bardziej awangardowi kolekcjonerzy.
Po kilku latach podwójnego życia fotograf nie wytrzymuje napięcia. Zwija interes i przeprowadza się do Kalifornii, gdzie próbuje sił jako fotosista. W końcu zmienia branżę – otwiera z żoną firmę odzieżową.
Kuba Dąbrowski
"Przekrój" 32-33/2008