Strona główna > Galerie > Stopklatka > Wietnam, spółka z o.o.
29.09.2009
Wietnam, spółka z o.o.

Kuba Dąbrowski

Wojenny reportaż Philipa Jonesa Griffithsa, czyli fotografia jako wypowiedź polityczna

Powiększ zdjęcie

fot. Philip Jones Griffiths/Magnum/EK Pictures
W Waszyngtonie stoi mur. Wypisano na nim nazwiska wszystkich Amerykanów, którzy zginęli na wojnie w Wietnamie. Mur ma 150 metrów. Gdyby analogiczny pomnik postawić w Sajgonie, musiałby mieć 14 kilometrów. Takie są fakty

Philip Jones Griffiths

Rok 1966. philip jones griffiths trafia do wietnamu jako pracujący na zlecenie brytyjskich gazet fotograf agencji Magnum. – Przez parę lat jeździłem od wojny do wojny. Robiłem dobre zdjęcia, ale płynący z nich przekaz był powierzchowny. Kiedy wylądowałem w Wietnamie, stwierdziłem, że przyszedł czas, by się zatrzymać i zrobić duży materiał. Wybranie jednego konfliktu i opowiedzenie o nim możliwie dogłębnie – wspominał. Dlaczego Wietnam? – Po pierwsze, lubię błoto i wilgoć, a pustynnego piachu nienawidzę – żartował fotograf. – Po drugie, szybko odnalazłem się w prostocie tamtejszego życia. Poczułem się jak u siebie, w rodzinnej Walii.
Griffiths patrzy na konflikt jak na kolejny odcinek serialu o egzotycznych koloniach wybijających się na niepodległość po latach europejskiej dominacji. Z miejsca przyjmuje krytyczny w stosunku do Amerykanów punkt widzenia. Na własną rękę podróżuje po całym kraju i fotografuje obie strony konfliktu – żołnierzy i cierpiących cywilów. Zdjęcia opatruje wymownymi podpisami. Kadr przedstawiający prostytutkę na ulicach Sajgonu: „Amerykanie odnoszą sukcesy. Wietnamczycy przejmują niektóre elementy ich stylu życia”.
Reportaże Griffithsa są tak mocne, że Magnum nie jest w stanie ich sprzedawać. Fotograf przynosi agencji finansowe straty, centrala chce odesłać go do domu. Jak z nieba spada plotkarski cud. Griffithsowi – jako jedynemu reporterowi – udaje się sfotografować Jacqueline Kennedy zwiedzającą Angkor Wat. Zarobione na marginalnym newsie pieniądze pozwalają mu zostać na miejscu i pracować nad poważnym dokumentem. Jego efektem jest wydana w 1971 roku wstrząsająca książka „Vietnam Inc.”. Biorący narkotyki i odwiedzający prostytutki żołnierze, nastoletni partyzanci, zagubieni w wojennej rzeczywistości zwykli amerykańscy chłopcy, przepełnione szpitale, palenie wiosek... „Nikt od czasów Goi nie pokazał wojny w taki sposób” – tak o zdjęciach Philipa Griffithsa wyraził się Henri CartierBresson.

Kuba Dąbrowski
„Przekrój” 37/2009


„Vietnam Inc.” staje się ważnym elementem publicznej dyskusji o wojnie w Wietnamie. Philip Jones Griffiths do końca życia fotografuje południowowschodnią Azję. Po wojnie koncentruje się na jej ofiarach i „zwykłym” etnograficznym reportażu. Umiera w 2008 roku w Londynie

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.

Zobacz koniecznie







 

„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści