|
To miasto kręci
Ola Salwa Nowy Jork to chyba jedyne miasto na świecie tak dobrze znane ludziom, którzy nigdy tam nie byli. A wszystko za sprawą filmów. Co kino daje tej metropolii, a co jej zabiera?
Po nowym jorku najlepiej poruszać się żółtą taksówką. Jeśli się zgubisz, o drogę zapytaj gliniarza, o ile akurat nie wcina pączka lub bajgla. Na zakupy idź do sklepów przy Piątej Alei, a jeżeli kochasz modę, to także do butików w West Village. Na spacer do Central Parku, skąd widać panoramę Manhattanu, albo nad brzeg rzeki Hudson, by podziwiać w pełnej krasie Most Brooklyński. Śniadanie zjedz, oglądając wystawę sklepu z biżuterią. Za to lepiej unikaj Bronksu, spelun w okolicach Małej Italii, facetów o imieniu Travis i neurotycznych rudzielców, którzy zagadają cię na ładnych parę godzin, opowiadając absurdalne historyjki. Skąd to wszystko wiemy? Oczywiście z filmów, które w przypadku Nowego Jorku bywają znacznie lepszym źródłem informacji o topografii miasta niż niejedna solidna mapa. To miasto doczekało się niezliczonej liczby kinowych portretów: Nowy Jork bywa romantycznym miejscem z bajki, artystyczną mekką, piekielnym tyglem i niebezpiecznym gniazdem zepsucia. Gdyby był człowiekiem – miałby pewnie schizofrenię.
Cosmopolitana łyk – Jeśli w życiu faktycznie trafia się tylko jedna wielka miłość, moją może być Nowy Jork – słowa te padają z ust Carrie Bradshaw, głównej bohaterki serialu oraz debiutującego na naszych ekranach filmu „Seks w wielkim mieście”, tej samej, która przekonywała, że uwielbia chodzić na randki ze swoim miastem. Emitowany przez sześć lat serial wykreował nie tylko typ seksownej singielki po trzydziestce, ale przede wszystkim kuszący obraz metropolii. Każdy fan serialu wie, że w Nowym Jorku (czyli na Manhattanie) jada się w najlepszych restauracjach, chodzi na najmodniejsze imprezy, a tam sączy różowe drinki. Natomiast drogę na zawodowy i towarzyski szczyt pokonuje się lekko w szpilkach Manolo Blahnika i w designerskich ciuchach. I właśnie tam, gdzieś między łykiem cosmopolitana a polowaniem na kieckę w stylu retro, można znaleźć miłość swojego życia. Serial*, według biura turystycznego NYC and Company, stał się najlepszą reklamówką miasta w historii. A miłosna relacja między fikcyjną Carrie i jej metropolią pokazała też, że kino i telewizja, tworząc miejsce jak z marzeń, mogą całkiem realnie zmienić miejski krajobraz. To właśnie dla wielbicieli filmowego Nowego Jorku firmy turystyczne organizują wycieczki tematyczne po mieście. Wybierać można spośród wielu ofert, jest na przykład spacer dedykowany konkretnemu filmowi, serialowi albo miejscu (jak dwugodzinny wypad do Central Parku, gdzie powstały „Kevin sam w Nowym Jorku”, „Okup” czy filmy Woody’ego Allena). Niektóre budynki bądź lokale zostały wręcz przejęte przez turystów i odebrane Nowemu Jorkowi, jak choćby piekarnia Magnolia Bakery, która przez pierwsze lata po otwarciu serwowała różne śniadaniowe przysmaki, jak bułeczki i bajgle. Odkąd bohaterki „Seksu w wielkim mieście” zjadły tam babeczkę, fanki serialu ustawiają się w kilometrowych kolejkach, a właściciele lokalu pieką głównie owe popularne ciastka. Sielankowa i ciasna Perry Street (to tam mieści się ganek Carrie) bywa bardziej ruchliwa niż Marszałkowska w godzinach szczytu, natomiast artystyczna dzielnica West Village zamienia się w centrum handlowe na świeżym powietrzu. W końcu na magii kina przyciągającej turystów do Nowego Jorku można nieźle zarobić. On Location, jedna z firm oferujących wędrówki śladami bohaterek „Seksu...”, wyciąga średnio 40 tysięcy dolarów tygodniowo. Tuż przed amerykańską premierą filmu magazyn „Time Out New York” wypunktował zresztą, co Carrie i jej przyjaciółki zrobiły miastu („West Village oraz część zwaną Meatpacking oddziela od reszty Nowego Jorku fasada przypominająca plan serialu”), i sporządził listę barów oraz kawiarni, do których trzeba się migiem wybrać, bo pojawiają się w filmie, więc wkrótce trafią na trasę „seksownych” wycieczek i z pewnością zatracą swój charakter. Tak było w przypadku innej filmowej miejscówki, słynnej Rosyjskiej Herbaciarni, w której przesiadywali bohaterowie „Manhattanu” Woody’ego Allena, a także sam reżyser. Wkrótce po premierze filmu przerodziła się ona w obciachowe i odpustowe miejsce dla snobów. Ucieczka z Nowego Jorku Istnieją setki filmowych wariacji na temat Nowego Jorku, na przykład taka: w mieście ląduje młoda kobieta i tu odnajduje miłość lub przeznaczenie. Tytuły? „Niezapomniany romans”, „Sabrina”, a z nowszych: „Diabeł ubiera się u Prady”, „Zaczarowana”, „Niania w Nowym Jorku”, „Pokojówka na Manhattanie”. Żadna inna metropolia nie ulega też tak malowniczej zagładzie jak właśnie Nowy Jork (patrz ramka). Kolejna wersja tego miasta to neurotyczno‑intelektualna stolica świata, gdzie miłość jest równie idealna, co niedostępna, a życie pełne zbiegów okoliczności i absurdów. Chodzi oczywiście o Nowy Jork według Woody’ego Allena (z filmów takich jak „Manhattan”, „Annie Hall” czy „Życie i cała reszta”), który zwyczajnie nadał miastu swoje cechy. To on jest autorem zdania, że „Nowy Jork to stan umysłu”. Całkiem niedawno przyznał też, że przestrzeń, którą stworzył na celuloidzie, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.06.28 13:21
Nad Hudson river nie zobaczymy mostu brooklyńskiego, zrobimy to nad brzegami East river. Co do panteonu reżyserów nowojorskich rzuca się brak wzmianki o Spiku Lee. - Moccoto qxxx@go2.pl
najnowszePromocja |
|