Strona główna > Kultura > Film > Zawsze będziemy mieć Paryż
28.06.2008
Zawsze będziemy mieć Paryż

Karolina Paternak

Bracia Lumiere, kinematograf i Paryż. W takim składzie rodziło się kino. Od pierwszego publicznego pokazu nakręconego w Lionie „Wyjścia robotników z fabryki" w paryskiej Grand Cafe minęły sto trzy lata. Bracia Lumiere obrócili się w proch, kinematograf zastąpiły kamery cyfrowe. I tylko Paryż trzyma się mocno

Sezon bez choćby jednego filmu z Paryżem w tytule, w roli głównej lub chociażby drugoplanowej jest sezonem straconym. Przed rokiem oglądaliśmy miasto świateł w „Zakochanym Paryżu" i „Moim najlepszym przyjacielu”, w tym w „Podróży czerwonego balonika” i „2 dniach w Paryżu". W końcu sierpnia czeka nas jeszcze jedna filmowa podróż. Tym razem śladami Cedrica Klapischa („Paryż"). Zwabione cudowną scenerią i mitem Mekki artystów, pielgrzymki ekip filmowych ciągną do francuskiej stolicy równie tłumnie, jak w złotych dla francuskiego kina czasach Nowej Fali. W ślad za nimi ciągną zaś filmowi turyści, którzy z każdym kinowym hitem na mapę miejsc do zwiedzenia dopisują nowe kawiarenki, księgarnie czy parki (poniżej polecamy nasze typy).
Od 1988 roku istnieje nawet turystyczna opcja dla leniwych. Kinomani mają cały filmowy Paryż, miniony i współczesny, w jednym miejscu: w unikatowej wideotece poświęconej w całości filmom o tym tylko mieście, założonej z inicjatywy Jacquesa Chiraca , ówczesnego mera stolicy.

Klasyki z fabryki
„Forum des Images” (Porte Saint-Eustache, stacja metra: Chatelet) - bo tak nazywa się wideoteka  - liczy dziś ponad pięćdziesiąt tysięcy filmów i, jak podają gospodarze, co roku przybywa mu średnio sto godzin nagrań. - Dla Paryżan to poruszające móc zobaczyć, jak wyglądało ich miasto w przeszłości, jak się ubierali i zachowywali, nawet z jakim akcentem mówili ludzie - tłumaczył z dumą powstanie nietypowego zbioru Chirac. Do „Forum des Images” trafiają także filmy kręcone poza miastem. - Jeśli są historiami o Paryżu - zastrzega jednak dyrektor Michel Reilhac. I nic w tym dziwnego. Gdyby twórcy ograniczyli się do filmów kręconych tylko w autentycznej scenerii, pozbawiliby swoje zbiory dziesiątek klasyków.
- Byłem w Paryżu we Francji i w Paryżu w studiu Paramount. Ten drugi jest zdecydowanie lepszy - miał powiedzieć legendarny niemiecki reżyser Ernst Lubitsh. To właśnie w studiach filmowych powstały m.in. hity z lat 50.: „Amerykanin w Paryżu" Vincente'a Minnelliego i „Francuski kankan” Jeana Renoira. Także ekipa „Casablanki”, z której pochodzi najpopularniejsza bodaj paryska fraza - „Zawsze będziemy mieć Paryż” - nie spędziła nawet dnia zdjęciowego we francuskiej stolicy (w samej Casablance zresztą też nie). W 1942 roku, gdy powstawał film, żadna ekipa, poza wojskową, nie była po prostu pod wieżą Eiffle'a mile widziana. Z kolei w 2000 roku, gdy Baz Luhrmann zabierał się do kręcenia musicalu „Moulin Rouge" umiejętności speców od scenografii i efektów specjalnych były już na tyle zaawansowane, że autentyczne wnętrza kabaretu twórcy woleli zamienić na gigantyczne studio Foxa w Sydney, gdzie wybudowano spektakularną atrapę najsłynniejszej w dziejach dzielnicy uciech. Nawet malownicze ujęcia panoramy Paryża wyprodukowano cyfrowo. Cyfrowo została ulepszona nawet słynna „Amelia”, przez co nierealnie intensywne są w niej trzy barwy: zielona, żółta i czerwona, a na Montmartre brak śmieci, graffiti i odrapanych budynków. Reżyser filmu, Jean-Pierre Jeunet, chciał  by dzielnica była bliższa jego osobistym fantazjom, co za osobistą zniewagę odebrali jej mieszkańcy. I nic dziwnego. Zyskując bajkowość, niemal pocztówkowe piękno, Paryż zgubił charakter, który wychwytywały choćby filmy francuskiej Nowej Fali.
U Jean Luc Godarda czy Franćois Truffauta Paryż niczym kot, w jednej chwili łasi się do widza, by za moment wyciągnąć do niego pazury. I tak w „Do utraty tchu” staje się pułapką dla ściganego przez policję Michela (Jean-Paula Belmondo), a w „Czterystu batach” dla uciekającego z domu dwunastolatka Antoine. Największą pułapką Paryż jest jednak dla samego siebie. Jeśli film toczy się w Paryżu, to o czym będzie? Wiadomo - o miłości.

Single, marsz na Paryż!
- Paryż od innych miast różnią tylko dwa szczegóły: ludzie jedzą tu lepiej i kochają się... no, może nie lepiej, ale z pewnością dużo częściej - takim wstępem opatrzył „Miłość po południu” amerykański spec od komedii Billy Wilder. Paryż od samego początku (którym był bodaj pierwszy, zrobiony w Niemczech film o Moulin Rouge z 1898 roku) był dla zagranicznych filmowców scenerią historii miłosnych. Wśród najpopularniejszych paryskich love story są na pewno „Zapomnij o Paryżu” Billy'ego Crystala, „Sabrina” Billy' ego Wildera, „Przed zachodem słońca” Richarda Linklatera, skandalizujące „Ostatnie tango w Paryżu” Bernardo Bertolucciego czy „Marzyciele” tegoż. Nawet twórcy laurki dla Nowego Jorku „Seksu w wielkim mieście” w finale serialu wysłali symbol Nowego Jorku - Sarah Jessicę Parker pod wieżę Eiffle'a. Bo gdzież by indziej mogła rozegrać się miłosna scena, w której Big mówi do Carrie: „Jesteś tą jedyna!” {CMS_PAGE_BREAK]
Ba, i sam Woody Allen, którego do niedawna z Nowego Jorku trzeba było wyciągać dźwigiem, po kilka romantycznych scen do „Wszyscy mówią kocham cię” bez większego bólu udał się wprost nad Sekwanę, nad którą w pamiętnej scenie z Goldie Hawn tańczy przy świetle księżyca do „I'm Thru with Love”.
 - Ludzie mają w głowie obrazek Paryża miasta miłości i miasta świateł. Zapominają o tym, że tam, gdzie jest miłość jest też nienawiść, tam gdzie jest światło, jest też ciemność - stwierdził Mathieu Kassovitz, aktor i reżyser francuski, z racji swych odważnych, zaangażowanych w opisywanie drastycznych sfer życia społecznego filmów, nazywany białym Spikem Lee.

Ogień w niebie
Kassovitz pokazał płonące na paryskich przedmieściach samochody długo przed tym, jak faktycznie zaczęły płonąć i przed tym jak za rozliczanie się z francuską ksenofobią zabrał się Michael Haneke. W „Nienawiści” zabrał widza w samo oko cyklonu - podparyskie blokowiska. Wyklęte jak brazylijskie fawele albo nowojorski Harlem, dzielnice zamieszkane przez imigrantów są poza prawem. Kassovitz krok po kroku pokazał jak niegrzeczni chłopcy w minucie przeradzają się tam w mordujących z zimną krwią kryminalistów. Co Kassoviz zarejestrował z niemal dokumentalną pieczołowitością, Haneke powiedział w przenośni. Bohater jego głośnych „Ukrytych”, kulturalny Paryżanin Georges, zamienia się w ksenofoba, gdy tylko w jego poukładane mieszczańskie życie wkrada się strach. W końcu nienawiść arabsko-francuska podsycana była latami, nie można pozbyć się jej na zawołanie, tym bardziej, że każda strona nosi w sobie żal. - W Paryżu zawsze ktoś wytknie ci, że jesteś obcy. Jeśli źle zaparkujesz samochód, problemem nie będzie to, że stoi na chodniku dla pieszych, ale to, że masz podejrzany akcent - tłumaczył kiedyś Roman Polański. Choć akurat polscy filmowców Paryż przyjmował zawsze z otwartymi ramionami. Azyl znaleźli tam poza Polańskim, Andrzej Seweryn, Agnieszka Holland czy Krzysztof Kieślowski*.
Nieustannie szukają go tam też Amerykanie. - Na udział w „Zakochanym Paryżu” zgodziłem się bez najmniejszego zastanowienia. W końcu kto zrezygnowałby z tygodniowego pobytu w sercu Europy - opowiadał jeden z reżyserów biorących udział w projekcie Alexander Payne. By uciec przed natrętnymi dziennikarzami w Paryżu zamieszkali w 2006 roku Angelina Jolie i Brad Pitt. Na stałe mieszka tam też Monica Belucci. Dla tych zaś hollywoodzkich gwiazd, którym nie dane było jeszcze pożyć w mieście miłości, mamy coś na pocieszenie. - Gdy dobry Amerykanin umiera, idzie do Paryża - żartował, nomen omen pochowany na Pere-Lachaise, Oscar Wilde. Pozostaje jednak pytanie, gdzie po śmierci idą dobrzy Paryżanie?

Karolina Pasternak

* Wielbicieli Kieślowskiego wysyłamy na wycieczkę śladami mistrza. Jak podaje w „Ważne, żeby iść” Stanisław Zawiśliński reżyser mieszkał w narożnej kamienicy przy rue Caulaicourt. W restauracji La Coupole regularnie zamawiał zupę ze szparagów i tatara. Ze znajomymi dziennikarzami  lubił umawiać się na kawę w Le Wepler przy placu Clichy.

Gdzie przewodnik nie może, tam was „Przekrój” pośle:

- „Les 2 Moulins”, Rue Lepic, Paris 18 - kafejka z „Amelii”

- lotnisko Orly Sud, „Do utraty tchu” - scena, w której odbywa się konferencja prasowa z pisarzem Pervulesco

- sklep Diora, 30 Avenue Montaigne, sklep, w którym Patricia (Jean Seberg) z „Do utraty tchu” kupuje słynną paskowaną sukienkę

- Hotel Ritz, gdzie spotykają się kochankowie z „Miłość po południu” Billy'ego Wildera

- Sheakespeare& Company, 37 Rue de la Bucherie, Paris 5 - księgarnia, w której spotykają się Julie Delpy i Ethan Hawk, bohaterowie „Przed zachodem słońca”

- stacja metra „Tuileries”, gdzie bohater noweli braci Cohenów grany przez Steve'a Buscemiego amerykański turysta przekonuje się, że to co radzą przewodniki w kwestii patrzenia Paryżanom w oczy jest najprawdziwszą prawdą

Julie Delpy poleca czytelnikom „Filmoteki” swoje ulubione miejsca w Paryżu:

Z pewnością wyspę świętego Ludwika (Ile-St. Louis). Uwielbiam też 11 dzielnicę, okolice Bastylii i dworca Gare de Lyon. Polecam też Cafe de Fleurs na Saint-Germain-des-Pres. Niestety nie mogę polecić innych kawiarni, bo ostatnio dużo pracuję i rzadko wychodzę z domu.

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.