|
Chaotyczny marzyciel
Ola Salwa W sierpniu wchodzi na ekrany naszych kin dramat „Paryż”. Błąka się po nim najpopularniejszy dziś francuski aktor, Romain Duris. Ucieleśnia on nowy typ amanta: zagubionego w rzeczywistości chłopaka. Takiego, który pod wpływem okoliczności, zmienia swoje życie - Gram facetów, którzy zadają sobie pytania, szukają czegoś, są w jakiś sposób niedojrzali. - mówił w rozmowie z brytyjskim dziennkarzem Romain. Polską dziennikarkę z „Kultury TV” przekonywał z kolei, że wszystkie grane przez niego postacie są „w opozycji do panującego systemu”. Oczywiście w kinie to nic nowego, jednak bohaterowie Durisa są na wskroś współcześni, a filmy, w których gra świetnie łapią puls dzisiejszego świata. Świata, gdzie można wybrać sobie dowolny zawód, skończyć dowolne studia i mieszkać w dowolnym mieście, ale istnieje uniwersalny przymus zrobienia kariery i wyróżnienia się w jakiejś dziedzinie. Nie mniej dokuczliwy niż przymusy narzucane kiedyś przez kołtuńskie społeczeństwo lub rodziców. Ci ostatni z kolei łożą na dzieci znacznie dlużej niż kiedyś, a trzydziestolatek mieszkający z mamą i tatą, brzydzący się obowiązkami i odpowiedzialnością, nie jest wcale rzadkością. Takich właśnie chłopaków, trochę zagubionych i chaotycznych marzycieli, trochę wiecznych chłopców gra 34–letni Francuz. Sam, jak mówi, też nie należy do „najbardziej odpowiedzialnych ludzi w Paryżu”. I choć jego twarz nie zerka z okładek francuskiej „Gali” czy „Paris Matcha”, z wywiadów, jakich Duris niezbyt chętnie udziela, faktycznie wyłania się postać podobna do jego bohaterów. Romain kocha grać, choć aktorem został przez przypadek, nie znosi słowa „kariera”, ani planowania tejże, a role wybiera pod wpływem emocji lub ze względu na osobę reżysera. Jeśli do tego dodamy, że Duris ma charyzmę, niebezpieczny uśmiech, cygańską dzikość i fantazję, gra z niesamowitą intensywnością, staje się jasne czemu właśnie on jest idolem swojego pokolenia. Nie chcę walczyć z Bondem! Romain nie ma aktorskiego wykształcenia, a do kina trafił, gdy - podobnie jak Alaina Delona kilkadziesiąt lat wcześniej - na ulicy zauważył go producent filmowy. Czasem młody aktor jest zresztą porównywany do Delona lub do Jean-Paula Belmondo, jednak Duris ucieleśnia zupełnie inny typ amanta. Nie czają się za nim żadne mroczne cienie, ani widmo nieuchronnej klęski w starciu z rzeczywistością. Jest raczej typem faceta, który jeszcze nie odnalazł swojego powołania. Lub choćby celu. Xavier musi wyjechać na roczną wymianę studencką do Barcelony, żeby odnaleźć swoją pasję, czyli pisanie. W drugiej części „Smaku życia” romansuje z kilkoma niewłaściwymi kobietami by odkryć, że ta jedna jedyna była tuż obok. Jego Molier z kolei musi udawać kogoś innego, romansować z cudzą żoną, by odkryć, jakie sztuki chce pisać. Pierre, bohater „Paryża” Cedrica Klapischa musi ciężko zachorować, by docenić wartość życia. Tom, którego Duris koncertowo zagrał w „W rytmie serca” Jacquesa Audiarda, egzystuje z dnia na dzień i dopiero przypadkowe spotkanie z dawnym nauczycielem gry na pianinie uświadamia mu, że może chcieć czegoś więcej od życia. Zano w „Exils” Tony'ego Gatlifa wyjeżdża w poszukiwaniu siebie aż do dalekiej Algierii. Przykłady takich ról można mnożyć. A Duris liczy, że jego bohaterowie nie pozostaną dla widzów obojętni. - Ludzie są zafascynowani takimi postaciami, które jak Tom, dają sobie szansę na zmianę życia - przekonuje aktor. - Zawsze miło na coś takiego popatrzeć i powiedzieć sobie: „Kurcze, ja też mogę zmienić swoje przeznaczenie!”. W innym wywiadzie Romain wyznał, że kocha pracować nad czymś, co inspiruje ludzi do marzenia. Sam aktor nie marzy o tym, o czego pragnie wielu jego kolegów z branży, czyli o karierze w Hollywood. Za to amerykańska Fabryka Snów marzyła o nim - producenci „Casino Royale” widzieli w Durisie doskonałego przeciwnika Jamesa Bonda. Zresztą importowani ostatnio coraz częściej francuscy aktorzy zazwyczaj grają czarne charaktery, jak Mathieu Amalic w nowym odcinku przygód 007 lub Gaspard Ulliel, czyli młode wcielenie Hannibala Lectera, czy Vincent Cassel w „Ocean's Twelve” lub w „Wykolejonym”. Duris nie chciał dołączyć do tego łotrowskiego panteonu i odrzucił propozycję z prawdziwie francuską nonszalancją, twierdząc, że filmów z Bondem nigdy nie oglądał i szkoda mu było czasu na szlifowanie angielskiego, z którego Amerykanie wciąż byli niezadowoleni. - Dziś wielu moich kolegów chce pracować za oceanem, ale ja nie jestem tym zainteresowany. Nie umiem, grając po angielsku, dać z siebie wszystkiego - przekonuje Romain. Widać to było w dwóch anglojęzycznych filmach Durisa („Rozwód po francusku” Jamesa Ivory'ego oraz „CQ” Jamesa Camerona), które były oględnie mówiąc, słabe. Jeszcze w tym roku przekonamy się, czy w przypadku Durisa sprawdzi się powiedzenie „do trzech razy sztuka”, gdy na ekrany kin pojawi paranormalny thriller „Afterwards”, gdzie Francuz pojawi się obok Johna Malkovicha w roli... nowojorskiego prawnika. Romain nie zdecydował się na amerykański desant, ale to nie znaczy, że nie ma w Francji czym wybierać. Zamiast roli złowrogiego Le Chiffre w Bondzie (zagrał go w końcu Duńczyk, Mads Mikkelsen) wolał tę Moliera oraz skłóconego z życiem i pogrążonego w depresji Paula, bohatera dramatu „Dans Paris”, filmowego hołdu złożonemu kinu Nowej Fali, które Duris kocha. - To jedyne francuskie filmy, które mi się podobają - przyznaje z rozbrajającą szczerością. Zresztą artystyczny związek aktora z Cedrikiem Klapishem (nakręcili razem 7 filmów) jest porównywany do tego, który łączył Francois Trauffauta i Jean–Pierra Leauda. Z kolei Durisowi marzy się inny duet - z Jimem Jarmuschem. Aktor nie odważył się podejść i przestawić autorowi „Poza prawem” podczas festiwalu w Cannes, ale napisał do reżysera list pełen komplementów, licząc, że w odpowiedzi dostanie propozycję roli. Póki co Jarmush milczy, ale miejmy nadzieję, że się odezwie, bo czy można sobie wyobrazić innego amerykańskiego twórcę, do którego filmów Duris pasowałby lepiej? Ola Salwa wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowszePromocja |
|