|
Rozwodniony smak życia
Igor Kościelniak Z „Nieba nad Paryżem” może i widać więcej, ale mniej dokładnie Przeczytaj także: Film Cédrica Klapischa ma prosty francuski tytuł – „Paris”. Polski dystrybutor zmienił go na „Niebo nad Paryżem”. Abstrahując od właściwie zerowego podobieństwa do filmu Wendersa (tego o Berlinie), tytuł przemyca istotną informację. Reżyser, a my za nim, patrzy na bohaterów filmu z góry. Oglądanie „Nieba nad Paryżem” przypomina trochę zwiedzanie miasta balonem: niewiele miejsc zachwyca, bo z takiej wysokości może i widać więcej, ale za to mniej dokładnie. A kogo widać? Tancerza Pierre’a, który czeka na przeszczep serca, jego siostrę Elise, która ma serce zamknięte. Handlarzy z targu, których kiedyś łączyła miłość, a teraz tylko interesy. Profesora historii romansującego ze studentką, jego brata architekta, który niedługo zostanie ojcem. Młode snobki wałęsające się po pokazach mody. Czyli po prostu przekrój warstw i klas współczesnego Paryża, film o wszystkich, ale trochę dla nikogo. Podobnie było w „Smaku życia”, gdzie Klapisch opowiadał o studentach z kilku krajów Europy. Tyle że tam historie były zgrabnie połączone, tu wspólnym mianownikiem jest tylko świadomość, że życie ma cierpki smak. Na osłodę mamy Paryż, zdecydowanie najciekawszego bohatera filmu. Igor Kościelniak "Przekrój" 35/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowsze |
|