Strona główna > Kultura > Film > Agnieszka Holland mówi
28.08.2008
Agnieszka Holland mówi

Małgorzata Sadowska

Agnieszka Holland wspomina pracę nad swoimi czterema filmami, które ukazały się właśnie na dvd

„Zdjęcia próbne” (1976)
To był dla mnie przełomowy film, przede wszystkim dlatego, że miałam wówczas szlaban na reżyserowanie. To skomplikowana historia - dość, że Wajda zatrudnił mnie jako asystentkę przy „Człowieku z marmuru”, na co władze nie chciały się zgodzić. Wówczas on zastrajkował i dopiero wtedy oni zgodzili się puścić mi jakieś scenariusze. Tak na warsztat trafiły „Zdjęcia próbne”, dzięki nim również moi koledzy, którzy czekali na możliwość zrobienia filmu - Paweł Kędzierski i Jerzy Domaradzki, mogli wreszcie reżyserować. Mam miłe wspomnienie związane z tym filmem: premierowy pokaz dla widzów odbywał się w kinie Luna, przed którym stała gigantyczna kolejka. Z tej kolejki szczęśliwi zadzwoniliśmy do Wajdy, mówiąc mu, że ludzie chcą iść na na „Zdjęcia próbne”!. Za komuny było to naprawdę niezwykłe, bo nikomu nie zależało na tym, żeby filmy takie jak nasz były oglądane.

„Aktorzy prowincjonalni” (1978)
„Aktorów prowincjonalnych” napisałam i dałam do zrobienia Januszowi Zaorskiemu, a sama chciałam wyreżyserować film „Nie zależy mi na dużym mężczyźnie” o dwójce młodych kochanków z ludu. Ona uciekła z domu, on był złodziejaszkiem. Wtedy szefem kinematografii był niejaki pan Wilhelmi, który wziął mnie na rozmowę, i wyłuszczył, że robiąc film o bohaterach z ludu to tak, jakbym o psach robiła, a „Aktorzy...” wprawdzie są niecenzuralni, ale on mi to zatwierdzi. Tak doszło do realizacji.
Być może jesienią będę reżyserować w Opolu „Aktorów prowincjonalnych”, jako sztukę. Zwrócił się do mnie z tym pomysłem dyrektor tamtejszego teatru. Okazuje się, że dla nich ta historia jest ciągle bardzo aktualna, mimo, że tyle czasu minęło, że zmienił się ustrój i kontekst polityczny. To naprawdę miłe widzieć, że film wciąż żyje.

„Gorączka” (1980)
Odtwórczynię głównej roli Barbarę Grabowską wypatrzyłam w krakowskim teatrze. W tym czasie miała narzeczonego, który później zresztą został jej mężem, i który strasznie histeryzował, że Grabowska ma się w filmie pokazywać nago. Strasznie ją stresował, groził nawet samobójstwem. Kręciliśmy w  Łodzi, a  znajomi go szukali po Krakowie, żeby sprawdzić, czy czasem niczego sobie nie zrobił z tego powodu, że narzeczona pokazała na ekranie kawałek piersi. Pamiętam to jako traumatyczne doświadczenie, również dla Grabowskiej. Ostatecznie za rolę Kamy dostała Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie, ale na planie do samego końca była straszliwie spięta.

„Kobieta samotna” (1981) powstała z przekory. Podczas karnawału Solidarności wszyscy moi koledzy byli hurraoptymistyczni i niemal socrealistyczni w postrzeganiu świata klasy robotniczej. A mi się wydawało, że tym ludziom wciąż żyje ciężko, i że ich kłopoty związane z codzienną egzystencją nie dadzą się załatwić za pomocą rewolucji. Że polscy „skrzywdzeni i poniżeni” żyją faktycznie w zapomnieniu i nie biorą udziału w tym karnawale.
W Paryżu mieliśmy „podziemną” kopię i wciąż przychodzili znajomi, którzy chcieli ten zakazany w Polsce film zobaczyć. Oglądając go po raz enty, pomyślałam, że owszem, to jest czarne na czarnym, ale właśnie tak, jako krzyk, chciałam „Kobietę samotną” zrobić.

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.