|
Bez magii ten czarownik
Karolina Pasternak Mierzyć zamiary wedle sił – oto mądrość, której przy kręceniu „Milarepy” zabrakło Netenowi Choklingowi Pierwsze reżyserskie dzieło urodzonego w Bhutanie jako reinkarnacja jogina Chongkyura Lingpy Netena Choklinga zaczyna się obiecująco. Piękne krajobrazy leżącej na granicy Bhutanu i Indii doliny Spiti; zawsze żywy (tu pokazany z buddyjskiej perspektywy) dylemat: mścić się za ludzką podłość czy dążyć do doskonałości drogą wybaczenia, wreszcie kojąca, kontemplacyjna muzyka. Niestety, mniej więcej w połowie „Milarepa” bardziej niż film serio zaczyna przypominać produkcję, która na festiwalu Era Nowe Horyzonty z powodzeniem mogłaby znaleźć się w cyklu „Nocne szaleństwo”. Tym, którzy nie bywają, wyjaśniam – to filmy tak nieprawdopodobne i marnie zrealizowane, że aż zabawne. Oczywiście wybujałej fantazji wymagała opowiadana tu historia żyjącego naprawdę przed tysiącem lat w Tybecie Milarepy, który posiadł wiedzę na temat czarów. Nikt nie wymagał za to, żeby opowiadać ją w stylu hollywoodzkim. W efekcie w tej taniej „superprodukcji” z Bhutanu efekty specjalne, zamiast robić wrażenie, śmieszą, a los późniejszego mistrza Buddyzmu Diamentowej Drogi, zamiast porywać – rozczula. Może reżyser za mocno uwierzył w to, że będąc wcieleniem Lingpy, może wszystko? Czarów i magii nie wystarczyło. Potrzebne były po prostu pieniądze. Karolina Pasternak „Przekrój” 36/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.09 14:10
Przyznam, ze recenzja mnie tak wzruszyla, ze musze obejrzec ten film ;D - ogia
najnowszePromocja |
|