Strona główna > Kultura > Film > Barczyk cacy, Barczyk be
12.11.2008
Barczyk cacy, Barczyk be

Dwugłos redakcyjny

„Nieruchomy poruszyciel” Łukasza Barczyka prowokuje skrajne oceny, zdecydowaliśmy się więc na recenzencki dwugłos

Mnie to nie rusza!

2.gif „Nieruchomy poruszyciel”, reż. Łukasz Barczyk, Polska 2008, Vision, 100’, premiera 14 listopada

Film Barczyka może wydać się nowatorski tylko tym, którzy przespali lata 80., nie widzieli „Mechanicznej pomarańczy”, „Blue Velvet” czy „Lśnienia”. Barczyk nie tylko się nimi inspiruje, ale wręcz je cytuje, jak choćby w scenie, gdy chłopcy z fabryki, w której toczy się akcja, jak paczka Aleksa DeLarge’a wychodzą w miasto w poszukiwaniu ultraprzemocy. Co jest złego w naśladowaniu mistrzów? Niby nic. Tak jak niby nie ma nic złego w mnożeniu scen agresji. Gwałt zbiorowy, gwałt klamką, lanie żony – oto co zobaczycie w „Poruszycielu”.
Wszystkie te chwyty byłyby dozwolone, gdyby służyły powstaniu dobrego filmu. Niestety, poza efektowną scenografią wszystko tu leży, a w oczy rzuca się głównie brak konsekwencji. W jednym momencie szef, rzekomo z miłości, znęca się nad swoją pracownicą, chwilę później, niby z tej samej miłości, klęka pod jej oknem i wznosi modły do Boga, którego istnienie dopiero co kwestionował. Aktorzy grający wciąż na najwyższych tonach są groteskowi. W efekcie dramatyczna historia zaszczutej dziewczyny z prowincji nie wzrusza, choć powinna.
Irytujące jest też to, że Barczykowi sceny nie służą do konstruowania opowieści, ale do wygłaszania tez. Tego filmu nie można po prostu oglądać, w nim trzeba szukać znaczeń. Najdziwniejszych doszukuje się sam reżyser. „Nasza rzeczywistość zmienia się w wielopoziomowy szum – pisze w komentarzu. – Ten szum to rzeka, która ma zaspokoić ludzkie pragnienia. Mój film jest o tym, że nie da się ich zaspokoić”.
Fakt, robiąc takie filmy, pragnień widzów nie zaspokoi się na pewno.
Karolina Pasternak


Poruszyciel, a nawet wstrząsacz

6.gif „Nieruchomy poruszyciel”, reż. Łukasz Barczyk, Polska 2008, Vision, 100’, premiera 14 listopada

W pewnym miasteczku pewien facet ma: hutę szkła, hojnych inwestorów, dom, żonę, dziecko, nawet własną drużynę straży pożarnej. Żeby nad tym wszystkim panować, trzeba być nieobliczalnym, budzącym strach potworem. I nasz facet jest. Nawet miłość w jego wykonaniu budzi grozę.
Ale to zawsze miłość. W potworze pod jej wpływem mikroskopijna odrobina dobra pojawia się... i zostaje poddana potwornej egzekucji. Świat potrzebuje potworów. „Nieruchomy poruszyciel” dzieje się w Polsce i pokazuje ją tak, jak jeszcze nikt jej nie pokazywał. Prawdziwie. Wielki pokaz wieczorowych ciuchów z lumpeksu. Wielkie cmentarzysko dogorywających mercedesów. Prowincja, na której władzę po upadku komuny przejął nie ksiądz, nie ubek, tylko największy miejscowy psychopata. Ale to nie jest film o Polsce. Zrobiony na chłodno, bez patriotyczno-publicystycznego sosu- „Och, Polska ojczyzna, och, Polska nasz problem” – to jest film o ludziach. O ich ludzkiej potworności, która w małym, parszywym zakątku świata jest jeszcze bardziej kosmiczna.
Byłem na premierze „Nieruchomego poruszyciela”. Kilkanaście oburzonych osób wyszło w trakcie filmu. Potem szacowni krytycy chcieli oswoić wstrząs, „lynchując” Barczyka. Ja nie widzę żadnych podobieństw: Lynch robi sobie jaja, a Barczyk jest śmiertelnie poważny. Jeśli już szukać mu poprzednika, mógłby nim być Witkacy – gdyby umiał płakać.
Tomasz Piątek

„Przekrój”, nr 46/2008

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.11.12 13:55

Dwie skrajne opinie na jeden film, no fajnie ale to chyba pierwszy raz od kąd co czwartek kupuję Przekrój już od dwóch lat i zaglądam na stronę ulubionej Gazety aby była Ona...

Wszystkie