|
„Kołysanka”: Krwiopijcy z Mazur
Michał Burszta Juliusz Machulski pokusił się o nakręcenie polskiej „Rodziny Adamsów”. Miało być strasznie śmiesznie, jest tylko dość zabawnie Polakom horrory raczej nie wychodzą, za to komedie – przynajmniej kiedyś – i owszem. Co prawda niemal wszystkie rodzime filmy grozy śmieszyły do rozpuku (niedoścignionym mistrzem jest tu oczywiście Marek Piestrak, twórca „Wilczycy”), ale niekoniecznie zgodnie z reżyserskim zamiarem. Naprawdę bawić się (i nas przy okazji) filmowymi gatunkami potrafi w Polsce Juliusz Machulski, dlatego stał się naturalnym kandydatem do nakręcenia udanego komediowego horroru. Czy „Kołysanka” nim jest? Połowicznie. Oglądamy historię wampirzej rodziny Makarewiczów, która postanawia osiedlić się w zapadłej mazurskiej wiosce. Są podejrzanie bladzi i wyglądają jak karykatury postaci z obrazów XIX-wiecznego pejzażysty Johna Constable’a, niemniej nie budzą w mieszkańcach wsi większego niepokoju, tak jak nie budzi go nagłe zniknięcie poprzedniego właściciela chaty. Niestety, na nim się nie kończy i już wkrótce w tajemniczych okolicznościach przepadają kolejne osoby. Brzmi groźnie i na początku rzeczywiście tak jest. Jednak reżyser dość szybko wyjaśnia zagadkę i przechodzi do czystego pastiszu. Wampiry Machulskiego to zbieranina przeciętniaków znudzonych wielowiekową tułaczką i marzących o chwili świętego spokoju na zacisznej prowincji. Nie ma w nich krzty demonizmu, za to dręczą ich nieustające prozaiczne problemy w rodzaju: jak ssać krew, nie mając zębów? Na nieszczęście filmu „jadłospis” Makarewiczów stanowi zbiór sztampowych postaci: pazerny ksiądz (Michał Zieliński parodiujący polityków w programie Szymona Majewskiego), gamoniowaty policjant czy znudzona reporterka telewizyjna. Pęknięcie w scenariuszu powstaje właśnie tam, gdzie udany pastisz horroru zderza się ze średnio śmieszną, opartą na schematach komedią. Dowcipne scenki jak ta, w której najstarszy wampirzy syn próbuje dowiedzieć się, kto jest jego prawdziwym ojcem, porównując fotografię Roberta Więckiewicza i wizerunek diabła z obrazów Hansa Memlinga, sąsiadują z kiepskimi grepsami. Czy naprawdę ktoś skona ze śmiechu, widząc, jak niemiecki biznesmen paraduje w hełmie Wehrmachtu? Podobne sytuacje ratują na szczęście aktorzy ze wspomnianym Robertem Więckiewiczem, Januszem Chabiorem i Przemysławem Bluszczem na czele. Czwarta gwiazdka tylko dla nich. Michał Burszta „Przekrój”, nr 6/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuskala ocen "Przekroju"
|
|