Strona główna > Kultura > Film > Recenzje > „Kołysanka”: Krwiopijcy z Mazur
11.02.2010
„Kołysanka”: Krwiopijcy z Mazur

Michał Burszta

Juliusz Machulski pokusił się o nakręcenie polskiej „Rodziny Adamsów”. Miało być strasznie śmiesznie, jest tylko dość zabawnie

Powiększ zdjęcie

fot. Monolith
4.gif  „Kołysanka”, reż. Juliusz Machulski, Polska 2010, Monolith Films, 95’, premiera 12 lutego

Polakom horrory raczej nie wychodzą, za to komedie – przynajmniej kiedyś – i owszem. Co prawda niemal wszystkie rodzime filmy grozy śmieszyły do rozpuku (niedoścignionym mistrzem jest tu oczywiście Marek Piestrak, twórca „Wilczycy”), ale niekoniecznie zgodnie z reżyserskim zamiarem. Naprawdę bawić się (i nas przy okazji) filmowymi gatunkami potrafi w Polsce Juliusz Machulski, dlatego stał się naturalnym kandydatem do nakręcenia udanego komediowego horroru. Czy „Kołysanka” nim jest? Połowicznie.

Oglądamy historię wampirzej rodziny Makarewiczów, która postanawia osiedlić się w zapadłej mazurskiej wiosce. Są podejrzanie bladzi i wyglądają jak karykatury postaci z obrazów XIX-wiecznego pejzażysty Johna Constable’a, niemniej nie budzą w mieszkańcach wsi większego niepokoju, tak jak nie budzi go nagłe zniknięcie poprzedniego właściciela chaty. Niestety, na nim się nie kończy i już wkrótce w tajemniczych oko­licznościach przepadają kolejne osoby.

Brzmi groźnie i na początku rzeczywiście tak jest. Jednak reżyser dość szybko wyjaśnia zagadkę i przechodzi do czystego pastiszu. Wampiry Machulskiego to zbieranina przeciętniaków znudzonych wielowiekową tułaczką i marzących o chwili świętego spokoju na zacisznej prowincji. Nie ma w nich krzty demonizmu, za to dręczą ich nieustające prozaiczne problemy w rodzaju: jak ssać krew, nie mając zębów? Na nieszczęście filmu „jadłospis” Makarewiczów stanowi zbiór sztampowych postaci: pazerny ksiądz (Michał Zieliński parodiujący polityków w programie Szymona Majewskiego), gamoniowaty policjant czy znudzona reporterka telewizyjna. Pęknięcie w scenariuszu powstaje właś­nie tam, gdzie udany pastisz horroru zderza się ze średnio śmieszną, opartą na schematach komedią. Dowcipne scenki jak ta, w której najstarszy wampirzy syn próbuje dowiedzieć się, kto jest jego prawdziwym ojcem, porównując fotografię Roberta Więckiewicza i wizerunek diabła z obrazów Hansa Memlinga, sąsiadują z kiepskimi grepsami. Czy naprawdę ktoś skona ze śmiechu, widząc, jak niemiecki biznesmen paraduje w hełmie Wehr­machtu? Podobne sytuacje ratują na szczęście aktorzy ze wspomnianym Robertem Więckiewiczem, Januszem Chabiorem i Przemysławem Bluszczem na czele. Czwarta gwiazdka tylko dla nich.
Michał Burszta
„Przekrój”, nr 6/2010


wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2010.02.19 15:31

nędza

2010.02.14 22:56

Film jest beznadziejny!!! Strata pieniedzy i czasu!!!

Wszystkie

skala ocen "Przekroju"

6.gif    wybitne 

5.gif    bardzo dobre

4.gif    warto

3.gif    przeciętne

2.gif    słabe

1.gif    dno

Koniecznie przeczytaj







„Przekrój” 30/2010 

okladka_mala_29.jpg W sprzedaży od wtorku, 27 lipca 2010 roku

• Stenka wołałaby być...
• Żuławski kocha...
• Prawdę o Tu-154 poznają....

Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści