|
Parszywa czwórka
Rafał Belke Fabularny tryb jednoosobowy plus niewielki moduł multiplayer – nowatorska firma DICE tym razem gra konserwatywnie sensem Żołnierze z jednostki karnej karność zostawili w innej parze spodni. Rzucani przez dowództwo do najbardziej parszywych zadań, lekceważeni, gdy potrzebują pomocy, nie wahają się urwać ze sznurka i pogonić na zakazane tereny za ciężarówką pełną złota. Scenariusz gwarantuje, że wynikną z tego zaskakujące, doprawione lekkim humorem sytuacje, w których białe niekoniecznie jest białe, a czarne czarne. A wojna? Fikcyjna, w niedalekiej przyszłości, z Rosją i przypomina harcerskie podchody. „To wojna o ropę?” – pyta kolega z oddziału. „Nie, to było poprzednio, ta jest chyba o gaz” – pada odpowiedź. W trybie solo dominują proste chwyty. Miejsce akcji niby rozciąga się po horyzont, ale nie można wyjść poza zaznaczony na mapie korytarzyk. Bohater to niesubordynowany dezerter, ale gdy postawi nogę w niewłaściwym miejscu, radiokoordynatorka krzyczy do ucha, że ma kilka sekund na powrót. Trójka towarzyszy biega samopas (brak opcji dowodzenia), ma niewielką skuteczność bojową, ale za to jest niezniszczalna, bo kto by potem wystąpił w dialogowych przerywnikach. Dostępny w późniejszych etapach śmigłowiec ma po prostu gaz i wsteczny, a jego prędkość nie zależy od przechyłu. Szczęście, że w tych ramkach dzieje się wiele dobrego: od szalonych rajdów pojazdem opancerzonym wśród wrogich czołgów po system zniszczeń pozwalający rozwalać ściany budynków do tej pory uchodzące za pewne osłony przed ogniem nieprzyjaciela. Jedyny tryb wieloosobowy* jest prosty, ale czynnik ludzki dodaje mu wartości. Rafał Belke "Przekrój" 34/2008 * - Gold Rush: jedna drużyna stara się wysadzić skrzynie ze złotem, druga ich broni wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowszePromocja |
|