|
Gry bez prądu
Mariusz Herma Karty i pionki zamiast klawiatury oraz myszki? Plansza zamiast ekranu? „Analogowe” gry nowej generacji są tak różnorodne i zajmujące, że bez trudu odrywają młodych od komputera, a starszych od telewizora. My wybraliśmy te najciekawsze
– Pewien socjolog popularność gier planszowych tłumaczył tym, że przy nich nie trzeba ze sobą rozmawiać. Ludzie poznają się na studiach, mija kilka lat i ich drogi coraz bardziej się rozchodzą. Każdy ma własną rodzinę, pracę, własny świat. Nie bardzo mają o czym rozmawiać. Ale nadal chcą ze sobą spędzać czas, więc spotykają się przy grze, podczas której oczywiście zawsze można zamienić parę słów. Jestem w dość podobnej sytuacji, kiedy jadę do teściów – śmieje się Artur Jedliński, redaktor serwisu GamesFanatic.pl i konsultant Rebel.pl, największego polskiego sklepu z planszówkami. I nie ma na myśli ani monopolu, ani chińczyka, z którymi wciąż kojarzą się nam gry planszowe. W ostatniej dekadzie pojawiła się nowa generacja gier: łatwych i trudnych, z planszą i bez planszy, niezobowiązujących i takich, przy których można zyskać lub stracić przyjaciela – ale zawsze tak zajmujących, że jako forma rozrywki bez trudu konkurują z wyjściem do kina czy na koncert.
Byle nie przed ekranem Przełom nastąpił kilka lat temu, kiedy zaczęły się pojawiać polskie wydania zachodnich gier. – Później proces postępował już naturalnie, ludzie zaczęli je sobie polecać. To nie jest hermetyczne hobby. Nowe planszówki są na tyle fajne, że bardzo łatwo przekonać do zabawy kogoś nowego – wyjaśnia Jedliński. – Jedną z pierwszych gier nowej generacji wydanych w Polsce byli „Osadnicy z Catanu” i podobnie jak w innych krajach to był przełom. Wcześniej takimi grami interesowali się tylko Niemcy. Reszta świata poszła w ich ślady jakieś sześć–osiem lat temu – dodaje. Organizatorzy konkursu Gra Roku przygotowują listę gier, które zostały wydane w naszym kraju. Jeszcze parę lat temu nominowanych było kilka tytułów. – W tym roku zakwalifikowaliśmy ich już 80, a następnym razem będzie znacznie więcej – ocenia Jedliński. Także miłośnicy planszówek nie są już garstką fanatyków zbierających się w akademikach, co potwierdza sprzedaż gier sięgająca kilku milionów egzemplarzy rocznie. – Obecnie wysyłamy 30 tysięcy gier w ciągu roku. Pięć lat temu było to jakieś 200 sztuk, przy czym dziś jesteśmy tylko jednym z kilkudziesięciu internetowych i stacjonarnych sklepów – mówi Jedliński. Konrad Sosiński, szef sieci sklepów Wargamer, wylicza: – Sześć lat temu mieliśmy tylko stronę internetową i kilkanaście gier w ofercie. W tej chwili mamy siedem salonów, w planach kolejne, a w katalogu kilkaset tytułów. Według Sosińskiego nagła popularność planszówek wiąże się z końcem boomu na gry komputerowe, które zdążyły nam się przejeść. Wciąż lubimy w coś pograć, ale niekoniecznie przed ekranem. – To zabawa w samotności, a poza tym komputer jest dziś głównie narzędziem pracy – mówi Sosiński. – Aspekt społeczny planszówek jest niezwykle istotny – potwierdza Jedliński i zwraca uwagę, że nawet wśród gier komputerowych najpopularniejsze są dziś „społecznościówki” typu „World of Warcraft”. – Milionom bawiących się osób nie chodzi przecież o bieganie i zabijanie potworów, ale o uczestnictwo w gildiach, klanach i drużynach. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|