Strona główna > Kultura > Komiks > Pod pantoflem grafiki
16.06.2008
Pod pantoflem grafiki

Sebastian Frąckiewicz

Szwajcarscy autorzy świetnie budują nastrój, gorzej z fabułą

++++ Thomas Ott „Numer 73304-23-4153-6-96-8”, Kultura Gniewu, Warszawa 2008, s. 144, 42,34 zł
++++ Nicolas Robel „Józek”, Ladida Books, Warszawa 2008, s. 48, 19,90 zł


Dwie powieści graficzne – „Józek” i „Numer 73304‑23‑4153‑6‑96‑8” – mają ze sobą wiele wspólnego nie tylko dlatego, że ich autorzy pochodzą z jednego środowiska. Zarówno Nicolas Robel, jak i Thomas Ott nie tworzą przezroczystych graficznie opowieści. Warstwa wizualna odgrywa bardzo istotną rolę w konstruowaniu ich obrazkowych światów, których fundamentami są emocje i nastrój. Nie mamy jednak do czynienia z plastikowymi emo‑komiksami. To pełnokrwiste relacje z bolesnych doświadczeń śmiertelników.
Znany już doskonale polskim czytelnikom autor „Exit” po raz kolejny posługuje się techniką scratchboardingu*, żeby pokazać los człowieka, który pewnego dnia znajduje w pracy tajemniczy numer. A że pracę ma dość niecodzienną (jest katem), cyfry zmieniają całe jego życie. Najpierw w serię spektakularnych sukcesów, potem w pasmo klęsk. Klimat stworzony przez Otta jest porażający. Efektowna gra światła i cienia powoduje, że jawa miesza się ze snem, choć bohaterowie wciąż są zadziwiająco prawdziwi. Każdy kadr wydobywa ich cielesność, ułomności i żądze. „Numer…” jest w dodatku komiksem niemym, więc narracja opiera się na grze sekwencji, symboli i umiejętnego dawkowania informacji. Takie subtelne, obrazkowe puzzle. Problem jednak w tym, że mniej więcej w połowie albumu, po kluczowym zwrocie akcji, jesteśmy już w stanie domyślić się dalszego ciągu, a co najgorsze – finału. Szwajcar ewidentnie postawił na nastrój oraz delektowanie się mroczną atmosferą. Wszystko to chwyta za serce i porządnie wbija ostre szpile w naszą wyobraźnię, ale kiedy pomyślimy, że fabułę można sprowadzić do starego przysłowia o toczącej się kołem fortunie, pozostaje lekki niedosyt.
Podobny niedosyt odczujemy po lekturze skądinąd doskonałej graficznie książeczki „Józek”. Jej autor Nicolas Robel ma wspaniały dar ilustrowania świata dziecięcej wyobraźni za pomocą celowo niedojrzałej i swobodnej kreski. Dzięki temu komiks wygląda, jakby wyszedł nie spod ręki autora, ale tytułowego Józka – chłopca o ogromnych dłoniach. I tak jak Ott częstuje nas mrokiem, tak Robel karmi symbolami i metaforyczną opowieścią o dziecku żyjącym w wewnętrznym, niedostępnym dla innych świecie. Nie dość, że śmieją się z niego rówieśnicy; on sam nie jest w stanie zaakceptować swojego ciała, choć to właśnie nienaturalnie wielkie dłonie pozwalają mu na niezwykłe zabawy. Towarzysząc Józkowi w dramatycznej walce ze swoimi lękami, trudno nie zadać sobie pytania, dokąd to wszystko prowadzi i jaka rysuje się puenta. Bo mam wrażenie, że jej zwyczajnie zabrakło. Robel, przy całej swej oryginalności i wrażliwości, wyraźnie się zagubił. Czyżby to efekt zbytniego utożsamienia się ze swoim bohaterem?
Obaj artyści stwo-rzyli rozpoznawalne i jedyne w swoim rodzaju albumy, ale gdzieś po drodze zapomnieli- chyba, że komiks to przede wszystkim opowieść obrazkowa, w której grafika i fabuła powinny tworzyć zgraną parę. Tymczasem- fabuła ewidentnie znalazła się pod pantoflem warstwy wizualnej.    

* - Scratch-boarding: bierzemy białą kartkę, pokrywamy ją czarnym tuszem. Rysujemy na niej igłą, wydobywając biel na powierzchnię. W tej technice pracował również polski animator Piotr      
Dumała

Sebastian Frąckiewicz
„Przekrój” 24/2008

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.