|
Za mały dla dużych
Sebastian Frąckiewicz Komiksowa adaptacja „Małego Księcia” Saint-Exupéry’ego jest jak wypracowanie grzecznego ucznia Dawno nie miałem tak mieszanych uczuć po lekturze komiksu. Zatem pozwolę sobie na dwugłos: z jednej strony przemówią emocje, a z drugiej rozsądek. Zacznijmy od emocji: trudno oprzeć się wrażeniu, że słynący z komiksów autorskich Joann Sfar tym razem postanowił stworzyć po prostu rynkowy produkt, który doskonale sprzeda się w krajach frankofońskich. Rozpisał zatem tekst książki na strony, kadry, wypowiedzi narratora i bohaterów, jak najwierniej trzymając się oryginału. Po czym do pomocy nad warstwą graficzną zatrudnił rewelacyjną kolorystkę Brigitte Findakly, której nazwiska na okładce albumu nie znajdziemy (a powinniśmy, bo kolorystyka to w tym komiksie kawał świetnej roboty) – i oklaski gwarantowane. Ośmielę się trzymać dłonie w kieszeniach, bowiem od artysty tej klasy można było oczekiwać czegoś ciekawszego. Błyskotliwy Sfar, znany z literackiego zacięcia i zabaw konwencjami, tym razem zachował się jak uczniak. Grzecznie odrobił zadanie domowe, zamiast przedstawić własną wizję „Małego Księcia”, która wchodziłaby z dziełem Saint-Exupéry’ego w spór, a przynajmniej w dialog. Nic z tych rzeczy. Oczywiście możemy doszukać się kilku smaczków. Na przykład w sposobie przedstawienia narratora lub Róży, pełnej delikatnego erotyzmu. Ale dla starszych czytelników gloryfikacja dzieciństwa i zbyt łatwe mądrości z dialogów bohaterów będą brzmieć naiwnie, chyba że ktoś na zawsze ukochał sobie ten sposób opisu świata. Większości dorosłych pozostaje jednak jedynie podziwianie warstwy graficznej. Kreska Sfara, lekka, stylizowana na niedbałą i dziecięcą (to jego znak rozpoznawczy), w naturalny sposób pasuje do opowieści Saint-Exupéry’ego i do jego szkiców. Obaj panowie prezentują podobny sposób myślenia o rysunku, który nie musi być dopieszczony w każdym detalu, ale powinien poruszać wyobraźnię niedopowiedzeniem. Osobną wartością jest kolorystyka Findakly: bogata, złożona z doskonale zestawionych pastelowych barw. Na koniec oddam głos rozsądkowi. Podpowiada mi on, że „Mały Książę” to komiks dobry. O ile sięgną po niego młodsi czytelnicy. Dla nich będzie to świetna okazja do spotkania z ciekawszą konwencją rysunkową niż albumy spod bandery Disneya i disnejopodobnych klonów, które zdominowały i tak bardzo mały w Polsce rynek komiksów dla dzieci. Sebastian Frąckiewicz „Przekrój” 49/2009 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|