|
Nic, którego nie ma, i nic, które jest
Marcin Sendecki Wallace Stevens po polsku Garść wierszy w czasopismach, mikroskopijny tomik tłumaczeń Jarosława Marka Rymkiewicza w latach 60. – tyle było, do dziś, polskiego Stevensa. Książka Jacka Gutorowa przynosi wreszcie obszerniejszy wybór wierszy autora, który dość powszechnie uznawany jest za najwybitniejszego twórcę XX-wiecznej amerykańskiej poezji, wciąż nie do końca przeniknionego i stale inspirującego, czym dystansuje tak potężnych rywali jak Eliot czy Pound. W tytule tej notki cytuję zakończenie klasycznego wiersza „The Snow Man” (czyli „Bałwan”, nie umiem dociec, czemu tłumacz dał w przekładzie „Bałwana ze śniegu”) ze sławnego, debiutanckiego tomu „Harmonium” (1923) – i zdaje mi się, że tych parę słów udatnie zapowiada trudną i piękną przygodę, jaką dla każdego może się okazać lektura Amerykanina. Gutorow, którego przekłady – na moje ucho – brzmią bardzo dobrze po polsku, w instruktywnym posłowiu ładnie pisze o przygodzie nie tylko lekturowej, lecz także i prawdziwie egzystencjalnej. Wielce prawdopodobne. Wallace Stevens (1879–1955), w cywilu szacowny menedżer firmy ubezpieczeniowej w Hartford w stanie Connecticut, był bowiem jednym z tych szamanów słowa, którzy spożytkowali talent, badając świat i ludzką naturę. I jest. Marcin Sendecki „Przekrój” 32-33/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.08.20 12:47
Panie Marcinie, spiesze z odpowiedzia na Panskie watpliwosci dotyczace tlumaczenia tytulu wiersza Snow Man. Gazeta Wyborcza opublikowala wiele lat tamu wdzieczny rysunek satyryczny autorstwa...
najnowsze |
|