Strona główna > Kultura > Książki > Dobry z języka polskiego
26.07.2010
Dobry z języka polskiego

Darek Foks

Henryk Bereza mówi prozą, chociaż od lat najbliższa jest mu poezja

4.gif Adam Wiedemann, Piotr Czerniawski „Końcówki. Henryk Bereza mówi”, Ha!art, Kraków 2010, s. 178, 39 zł

Wypada chyba pochwalić korporację Ha!art za pomysł serii wywiadów rzek, w której na pierwszy ogień poszedł krytyk literacki Henryk Bereza, a w kolejce czeka prozaik Marian Pankowski. Obaj panowie już dawno przekroczyli osiemdziesiątkę. Obaj pamiętają czasy, kiedy literatura miała jeszcze jakieś znaczenie. Obaj mówią rzeczy, które mogą nam się przydać, kiedy pewnego dnia zabraknie prądu i będziemy zmuszeni sięgnąć po kartkę papieru i ołówek, żeby ze łzami w oczach odtworzyć zawartość pamięci martwego laptopa.
Adam Wiedemann zauważa w pewnym miejscu, że jego rozmówca nie pokusił się nigdy o napisanie historycznoliterackiej syntezy. Historycznoliteracką syntezę Berezy możemy sobie skomponować z jego tekstów rozproszonych lub zebranych w książkach. Zajęcie to żmudne, ale warte zachodu, a czytelnik, który miał styczność z „Wypiskami”, wie, że nawet przyjemne. Podobnie jak z ową syntezą ma się sprawa z życiem krytyka. Na razie nikt nie wpadł na pomysł napisania jego biografii. Bereza zauważa w swoich fundamentalnych „Pryncypiach”: „Pamięć o przeszłym życiu jest przydatna w procesie życia, zastąpić życia nie powinna i nie może”. Stąd pewnie te trudności, bo owoce pracy Wiedemanna i Czerniawskiego (skądinąd wykonanej ponad 10 lat temu) tylko w pewnym stopniu przybliżają nam Berezę prywatnego, podobnie jak on sam robi to w zapisach snów w „Oniriadzie”, trójwierszach w „Miarach” czy dwuwierszach w przygotowywanych do druku „Względach”.

„W moim pierwszym świecie Bolimów był najgorszym końcem świata. Lepszy był za Kamionem nad Rawką, tam słońce wschodziło. Końca, gdzie słońce zachodzi, jakby w ogóle nie było, bo musiałby być za cmentarzem w Skierniewicach, który sam w sobie jest końcem. Na południu, pod słońcem w ruchu, przestrzeń ziemi nie mogła się kończyć. Stronie południa szkodziła ropna narośl Lasu Miejskiego, bagnista resztka po puszczy, z Przepaś-cią, w której topili się ludzie. W Przepaści zaginął byk, znaleziono go w bagnach pod Bolimowem, wyniosły go tam podziemne wody” – ten fragment tekstu „Bolimów” w najlepszy sposób pokazuje, jak Bereza myśli o przeszłości. Wiedemann i Czerniawski chcą więcej, upierają się przy konkrecie. I dostają więcej, konkretniej, o czym świadczy obszerny indeks nazwisk czy spory zestaw nieznanych fotografii. Zderzenie tego konkretu z poetyckimi czy onirycznymi zapiskami uświadamia nam, jak skomplikowaną i wciąż tajemniczą osobą jest Bereza. Tutaj może pomóc już tylko regularna biografia.

A co z podupadającą w ostatnich latach krytyką literacką? Bereza daje w „Końcówkach” dobrą radę tym, którzy mieliby ochotę temu upadkowi przeciwdziałać: „Muszę być zawsze gotów na to, żeby coś zrozumieć i ustosunkować się do tego, co rozumiem, dopiero wtedy, kiedy rozumiem”. Rada niby prosta, ale jakoś trudno wprowadzić ją w życie.

Darek Foks
„Przekrój” 28/2010

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.