Strona główna > Kultura > Muzyka > Jak oni ściągają
22.08.2008
Jak oni ściągają

Mariusz Herma


W powrocie na listy przebojów plagiat pomógł także Madonnie. Kradzież kilku taktów Salvatore Acquavivie ukarano jedynie zakazem rozpowszechniania piosenki „Frozen”. Rok temu prawdziwe larum podnieśli The Rubinoos, oskarżając Avril Lavigne o plagiat w ubóstwianym przez nastolatków „Girlfriend”. Artystka uparła się, że w życiu nie słyszała oryginału („I Wanna Be Your Boyfriend” z 1979 roku), i mogła mówić prawdę, ponieważ współautorem przeboju był jej producent. – Podobieństwa opierają się na pewnych popularnych zwrotach, dlatego wycofujemy nasze zarzuty – niespodziewanie oświadczyli w styczniu The Rubinoos bez wątpienia zachęceni sowitym czekiem, a promowany przez „Girlfriend” krążek okazał się jednym z czterech najpopularniejszych albumów ubiegłego roku.
Największą przychylnością losu może pochwalić się Britney Spears. Gwiazdce zarzucano, że na debiutanckiej płycie „Baby One More Time” ukradła piosenkę Stevena Wallace’a z wczesnych lat 90. Wprawdzie piosenkarz zarejestrował utwór dopiero w 2003 roku, ale wcześniej wysłał zapis piosenki sam do siebie. – To znana strategia. Nie otwiera się takiej paczki, lecz zachowuje oryginalne stemple do celów dowodowych – tłumaczy profesor Nowak-Far. Po oddaleniu pozwu serwis Music-Reg.com na pociechę zaoferował Wallace’owi darmową rejestrację utworów.

To nie ja skradłam przebój
Ugody zawierane poza salą rozpraw to tylko jedna z przyczyn, dla których skazujące wyroki w sprawach o plagiat są rzadkością. Ostrożność sądu wynika także z nagminnego dla świata muzyki zwyczaju pasożytowania na cudzym sukcesie.
– Popełniamy plagiat za plagiatem. Do każdej płyty powinniśmy dołączać bibliografię – wyznał kiedyś Chris Martin. Następnym razem wokalista Coldplay ugryzie się w język, gdyż jego słowa okazały się inspiracją dla mało znanej kapeli z Brooklynu. – W ubiegłym roku Chris Martin wpadł na nasz koncert. Zrobiliśmy na nim duże wrażenie. Chyba nawet zbyt duże – oświadczył w czerwcu Andrew Hoepfner, lider Creaky Boards, i opublikował na YouTube analizę porównawczą „Viva la Vida” Coldplay oraz piosenki zatytułowanej, o ironio, „The Songs I Didn’t Write” („Piosenki, których nie napisałem”). Filmik obejrzało już ponad 700 tysięcy osób, ale ostatecznie to Coldplay zrezygnował z wytoczenia Amerykanom sprawy, ponieważ „przypominałoby to pojedynek Goliata z Dawidem”. Za to Creaky Boards kosztem Martina przez dobę okupowało portale muzyczne, a licznikowi wizyt na ich profilu MySpace przybyły dwa zera.
Bliźniaczo podobną sytuację przerabialiśmy w połowie lat 90. po sukcesie Edyty Górniak na festiwalu Eurowizji. Izraelski muzyk Joni Nameri w zaśpiewanej przez Polkę piosence rozpoznał swoje dzieło z 1988 roku. – Melodię „To nie ja” wymyśliłem w 1984 roku i mam na to świadków – ripostował nasz kompozytor Stanisław Syrewicz. – Sukces ma wielu ojców i zawsze znajdą się chętni, by się do niego przykleić – mówi Dariusz Krupa, menedżer Edyty.
Plagiatowe kontrowersje nie ominęły też ani naszych polityków (hymn Samoobrony „Ten kraj jest nasz i wasz” okazał się kalką czeskiej piosenki), ani utworów szczególnie bliskich Polakom. Do dziś emocje budzą podobieństwa między „It’s a Man’s World” króla soul Jamesa- Browna i klasykiem Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”. O ile Niemen, podobnie jak Cash czy Harrison, osiągnąłby obecny status i bez zewnętrznych inspiracji, o tyle Jeden Osiem L swoje pięć minut sławy zawdzięcza wyłącznie „Overcome” grupy Live. Na wysamplowanej z utworu frazie pianina zbudowano największy przebój 2004 roku „Jak zapomnieć”. – Fakt, zajebaliśmy ten fragment, ale kompletnie nieświadomie – przyznali szczerze muzycy (znów amnezja?!). Pop-folkowa grupa Brathanki ma z kolei dług wobec kompozytora Ferenca Sebö, bo Węgrowi zawdzięcza przełomowe „Czerwone korale”. Tym razem historia zakończyła się nie tylko ugodą, lecz także prawdziwym happy endem: Brathanki zaprosiły Sebo na występy w Polsce i wspólnie z nimi agrały album. Plagiat sposobem na łatwą karierę? - no to już wiemy. Przepisem na przyjaźń? - czemu nie.

Mariusz Herma
"Przekrój" 34/2008


Porównaj:

Gordon Jenkins ("Crescent City Blues", 1953)  vs Johnny Cash ("Folsom Prison Blues", 1955) - na ugodę nie jest za późno nawet po kilkunastu latach






1 2 3 4 5 6 7 8

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.