|
Oto Ameryka
Jarek Szubrycht The Hold Steady prą pod prąd - za nic mają alternatywne wynalazki i wolą się radować, niż smucić Dobry mamy rok dla rocka, we wszystkich jego odsłonach. Tacy The Hold Steady na przykład – piszą fajne teksty i chwytliwe refreny, grają z rozmachem i radością. A przy tym bez wahania pożyczają patenty od wielkich kolegów sprzed lat, bo mają w sobie tyle świeżości i prawdy, że wiedzą, iż ujdzie im to płazem. Pochodzą z Brooklynu, ale brzmią, jakby dorastali w niedalekim New Jersey. Konkretnie - w sypialni Bruce’a Springsteena lub garażu E Street Band. Jest w tym graniu nutka romantyzmu, ale podbita gitarowym mięchem i poczciwymi, oldskulowymi solówkami oraz silnym kopniakiem sekcji rytmicznej i mocno akcentowanymi partiami fortepianu. Ważną składową stylu The Hold Steady jest śpiew Craiga Finna. W dynamicznych numerach przypomina zaangażowanie Bossa, ale ballady śpiewa głosem, który z jednej strony przypomina krakanie znającego życie Boba Dylana, a z drugiej przywodzi na myśl ciepły, gawędziarski ton Brada Robertsa z Crash Test Dummies. Takie to amerykańskie, takie bardzo na stadion, takie do słuchania w kabriolecie, na highway’u, z azymutem na zachód słońca. Wszystko to już było? No było. Niby też szukam w muzyce głównie nowych wyzwań i nieznanych wrażeń, ale co tam, jeśli ktoś potrafi mi zagrać starego, dziarskiego, jankeskiego rocka, to nie zaprzeczę - serce żywiej bije. Jarek Szubrycht Przekroj.pl wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowszePromocja |
|