|
Bajki nie z Jamajki
Marcin Flint Do usłyszenia, cyzli trzy albumy, które pokazują, że reggae powoli wypiera w Polsce modę na hip-hop
Reggae powoli wypiera w Polsce modę na hip-hop. Bez tarć, bo między tymi muzycznymi światami jest wiele wspólnej przestrzeni, o czym przekonaliśmy się choćby za sprawą Natural Dread Killaz. Z formacji tej wywodzi się Mesajah, autor płyty „Ludzie prości”. Choć bardzo się stara, rastafariańskie terminy i tematyka rozpięta między miłością a wojną nie tuszują banału, brakuje też własnego stylu. O sile krążka decyduje jego upstrzony gośćmi środek – „Moc Słowa” ucieszy fanów dancehallu, a „Freedom Fighters” zwolenników hymnów reggae. Wyżej, czy raczej szerzej, mierzy Jamal na „Urban Discotheque”. Oprócz jamajskich inspiracji znajdziemy tu elektronikę, hip-hop, echa world music, smaczki retro, a wszystko zalane fajnie brzmiącym potokiem niewiele znaczących słów. Przebojowy, profesjonalny album, choć mam wrażenie, że Papa Dance odcisnęli na nim równie mocne piętno, co Bob Marley. Kto natomiast natchnął Raganę? Najpewniej U-Roy i Lee Perry, bo „So Many Reverbs To Cross” to wzorcowy dub: niespieszne utwory naszpikowane dziesiątkami niecodziennych dźwięków i podszyte głębokim basem. Activator i Smok fundują zabawę brzmieniem na nieosiągalnym dla innych poziomie, a wokalistka Jahga im nie przeszkadza.
Marcin Flint „Przekrój”, 47/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowszePromocja |
|