|
Szerokie plecy Petera G.
Jarek Szubrycht Po czym poznać artystę naprawdę dużego formatu? Że nawet z płyty z cudzesami potrafi zrobić coś własnego Nie należę do licznej w Polsce sekty oddającej Peterowi Gabrielowi boską cześć. Bardziej niż za muzykę cenię go za pozytywistyczną pracę u podstaw. Za odkrycie dla Zachodu wybitnych artystów z Afryki i Azji, twórcze podejście do Internetu (był współzałożycielem OD2, jednego z pierwszych serwisów legalnie sprzedających muzykę), za działania na rzecz praw człowieka. Szanuję go też za to, że mimo srebrnych skroni nie daje się nostalgii – nie dołączył do wspominkowej trasy Genesis, nie wybiera się też na uroczystość wprowadzenia jego macierzystej formacji do Rock’n’roll Hall of Fame. Peter Gabriel nie żyje przeszłością, bo wciąż ma pełne ręce roboty. Jego najnowszy projekt to album z przeróbkami piosenek innych wykonawców – od gigantów (David Bowie, Neil Young, Lou Reed) po wybitnych przedstawicieli młodej generacji (Bon Iver, The Magnetic Fields, Arcade Fire). Co ważne, wokalista nie ograniczył się do nagrania zestawu ulubionych piosenek, ale namówił ich autorów do odbicia piłeczki. „Scratch my Back” to dopiero pierwsza część projektu, którego uzupełnieniem będzie album „I’ll Scratch Yours”, gdzie cała ta muzyczna śmietanka zmierzy się z utworami z repertuaru Petera Gabriela. Sprytne. Na początek krążka skok na głęboką wodę. Artysta wielkiego formatu, ale i utwór pomnikowy, czyli „Heroes” Davida Bowiego. Peter Gabriel wyczuł, że dodanie choćby nutki do tej pięknej kompozycji może jej tylko zaszkodzić, więc… kilka odjął. Taki zresztą był pomysł na te interpretacje. Miały być minimalistyczne, bez instrumentów perkusyjnych i gitar. Ton całości nadają smyczki, czasem puls podtrzymuje fortepian, z rzadka z tła na plan pierwszy wychodzą groźne dęciaki. Gdyby Peter Gabriel zdecydował się nagrać ten album z Kronos Quartet, mógłby brzmieć podobnie. Ale niekoniecznie lepiej, bo John Metcalfe (znany między innymi ze współpracy z Michaelem Nymanem i Morrisseyem), odpowiedzialny za aranżacje, wykonał tu tytaniczną pracę i błysnął nieprzeciętnym talentem. To jemu głównie należą się brawa za „Scratch my Back”, chociaż Gabriel jako wokalista też świetnie się spisał. Nie forsował interpretacji na siłę udziwnionych czy przesadnie dramatycznych, pierwszeństwo oddając kompozycjom. Nie ze wszystkimi utworami poradził sobie równie dobrze (w zbyt wycofanym i zwolnionym „Street Spirit” dotkliwie brakuje szaleństwa Radiohead), ale za „Scratch my Back” wypada z szacunkiem poklepać go po plecach. Jarek Szubrycht „Przekrój” 09/2010 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.skala ocen "Przekroju"
|
|