|
Slalomem przez labirynt
Małgorzata Sadowska „Incepcja” to jeden z najbardziej imponujących filmów roku. Christopher Nolan stanowczo odrywa nas od ziemi Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się reżyserom – dopóki nie pojawił się Christopher Nolan. Twórca genialnego „Memento”, niezłej „Bezsenności” czy ostatnich dwóch bardzo dobrych „Batmanów” nakręcił właśnie jeden z najbardziej imponujących filmów roku. Scena, w której paryska ulica eksploduje wokół bohaterów spokojnie siedzących przy kawiarnianym stoliku; scena, w której to miasto, z domami i ulicami, zagina się i składa jak pudełko; ta, w której bohaterowie płyną w powietrzu przez hotelowe korytarze; czy wreszcie ta z walącymi się do oceanu domami – zapierają dech w piersiach* i przynoszą emocje, jakie czuliśmy, oglądając dekadę temu „Matriksa”. „Incepcja” jest jak slalom gigant między fikcją a rzeczywistością, tak szybki, że łatwo zgubić się na którymś z poziomów historii – zresztą w tym wypadku chodzi właśnie o to, byśmy czuli się oszołomieni, skołowani i niepewni, gdzie jawa, gdzie sen – tak jak bohaterowie. Grupka złodziei, której przewodzi Cobb (Leonardo DiCaprio stracił chłopięcy urok, ale zyskał rys tragiczny, z którym bardzo mu do twarzy), specjalizuje się w szczególnym fachu: wykradaniu sekretów podczas snu. Pewnego dnia od japońskiego biznesmena dostają specjalne zlecenie – mają zakraść się we śnie do umysłu młodego milionera, dziedzica przemysłowego imperium i zaszczepić w nim myśl, która ma doprowadzić do upadku fortuny. Brzmi niezbyt prawdopodobnie, ale w końcu Nolan stanowczo odrywa nas od ziemi. Nieprzypadkowo większa część filmu rozgrywa się w samolocie, gdzie członkowie szajki wspólnie śnią, schodząc na kolejne poziomy sennego marzenia, próbując zeń wrócić, czekając na śmierć, która pomoże im się obudzić. Cała eskapada wymaga precyzji, jest jednak ktoś, kto może zniszczyć misterny plan – to żona Cobba, a raczej jej cień, projekcja, natrętne wspomnienie, od którego bohater nie może się uwolnić. Na pewnym poziomie „Incepcja” jest opowieścią o jego prywatnej wędrówce po labiryncie własnego umysłu, terapeutycznym procesie, w którym wspiera go i prowadzi młoda architektka imieniem – jakżeby inaczej! – Ariadne (Ellen Page). Jej pierwszym zadaniem jest narysowanie labiryntu, a potem pomoc Cobbowi w zabiciu jego pięknego Minotaura. Nolan sięga do mitologii, do literatury („Alicja w krainie czarów”, ale także klimat książek Harukiego Murakamiego), filmowej klasyki (echa „Obywatela Kane’a”), do popkultury (nawiązania do serii bondowskiej i logiki gier komputerowych), czerpie, przetwarza, bawi się (poza wszystkim innym to film dowcipny – jednym z „budzików” jest piosenka Edith Piaf „Non, je ne regrette rien”, a żonę Cobba gra Marion Cotillard, ta sama, która niedawno wcielała się w Piaf właśnie. Niezależnie od tłumaczeń reżysera, że to czysty przypadek, efekt jest zabawny). Nolan gra czasem i przestrzenią, dając nam przeszło dwie godziny (mijają niezauważalnie) czystego kina. To film o filmie właśnie, o kreowaniu nowych światów, opowiadaniu historii, zmianie tożsamości, wspólnym śnie widzów na sali kinowej. Rzecz o technologii, która niemal nie ogranicza wyobraźni filmowców. W tym sensie koresponduje z „Avatarem”. O ile jednak dla Camerona gładkie przechodzenie z rzeczywistości do fikcji, zatarcie granic między światami i tożsamościami jest marzeniem i nadzieją, o tyle Nolan widzi jego niebezpieczeństwa. Inwigilacja, kontrola umysłu, manipulacja pragnieniami – już dziś żyjemy na granicy wirtualnego i prawdziwego świata, w przestrzeni, w której łatwo się zgubić. Życie jest snem – napisał Calderon, a Nolan odwrócił te słowa, by stworzyć świat, w którym sen staje się życiem. Kino jest snem – powiedział kiedyś Kurosawa, a Nolan sprawił, że już dawno w kinie nie spaliśmy tak głęboko. I paradoksalnie trudno o większy wobec jego filmu komplement. Małgorzata Sadowska „Przekrój” 30/2010 * - Jeśli kiedykolwiek istniał naprawdę dobry argument przeciwko ściąganiu filmów, to jest nim „Incepcja”. Oglądanie jej na monitorze komputera to po prostu robienie sobie wielkiej krzywdy „Przekrój” 36/2010 W sprzedaży od wtorku, 7 września 2010 roku • Henryka Krzywonos - ikona uczciwości • Kto uwierzy w pandemię? • Mazurek kontra Migalski Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() |
|