|
Poznajcie Stefana
Rafał Kostrzyński My, Polacy, najbardziej kochamy tych, którzy zapisali się białymi zgłoskami na niebieskich tablicach z nazwami ulic. Na przykład Żeromskiego. A przecież są inni. Pokochajmy Themersona. Też Stefan i też umiał pisać.I nie ma jeszcze żadnej ulicy
Wśród wielu rzeczy, które stworzył stefan Themerson, jest poezja semantyczna. To przeurocza forma, w której słowa są zastępowane przez ich definicje (czyli przez dużo, dużo, dużo więcej słów). Na przykład znana niektórym piosenka:
„Jak to na wojence ładnie (bis), Kiedy ułan z konia spadnie (bis)”, w Themersonowskim przekładzie na poezję semantyczną wygląda następująco: „Jak ładnie jest w czasie tego otwartego konflikciku pomiędzy narodami Jak miło jest w czasie tych czynnych międzynarodowych wrogostek dokonywanych za pomocą siły oręża Kiedy żołnierz lekkiej kawalerii uzbrojony w oręż składający się z zaostrzonej głowicy żelaznej umocowanej na końcu tyki o długości 2 m i 74 cm do 3 m i 2 cm i używanej do zadawania i odpierania ciosów Przesunie się w przestrzeni od poziomu grzbietu swego konia do poziomu ziemi Od poziomu grzbietu swego konia do poziomu ziemi”. Fraza „Stefan Themerson” w takim tłumaczeniu to „Twórca szeroko znany w bardzo wąskich kręgach”. Kamienica w Płocku, w której się urodził, stoi przy ulicy Grodzkiej. Grodzkiej 5. Niech tylko żaden z nadgorliwych rajców nie bierze tej aluzji zbyt dosłownie. Themerson zapewne nigdy nie marzył o tym, by trafić na uliczne tablice. Ani Franciszka, jego żona, bez której nie byłby tym, kim był. 25 stycznia minęła setna rocznica jego urodzin. Żył za długo, żeby opisać to na trzech stronach tekstu. Za dużo stworzył, by to streścić. Oto więc trzy powody, dla których trzeba go lubić. Pierwszym jest Franciszka. Franciszka i Stefan Była starsza od niego o trzy lata. Spotkali się jeszcze w dzieciństwie (ich rodziny były ze sobą skoligacone, jak pisze Adriana Prodeus w wydanej niedawno bogatej biografii Themersonów), ale prawdziwą znajomość zawarli w 1929 roku w Warszawie. Ona studiowała malarstwo, on – fizykę i architekturę. „Ach, złotko, był taki nieśmiały. I strasznie mi zaimponował. Czytał mi swoje wiersze. I miał, zupełnie jak ja, fioła na punkcie kina” – wspominała po latach w rozmowie z poetką Ewą Kuryluk. Pobrali się w 1931 roku i przez 57 lat byli jedyną w swoim rodzaju parą artystów. Inspirowali się nawzajem, uzupełniali. Razem robili filmy (siedem, zachowały się trzy), razem pracowali nad książkami (Stefan je pisał, Franciszka ilustrowała), razem wyemigrowali. „Społeczeństwo, miasto, państwo chwalić się może nie tym, co wymendlowało na loterii przyrostu naturalnego (wszędzie rodzą się geniusze, talenty, zdolności), nie tymi, których urodziło, ale tymi, którym dało warunki pracy. Jeśli tę definicję przyjmiemy – w konkursie chwalenia się Paryż pobić by mógł wszystkie stolice świata” – napisał Stefan w cyklu „Z encyklopedii wieczorów rodzinnych”. A w opowiadaniu „Generał Piesc”: „Wszyscy, którzy mieli coś w sobie, osiedlali się w Paryżu.” Themersonowie wyjechali do Paryża w 1938 roku, mając nadzieję, że tam znajdą więcej inspiracji i ludzi bardziej otwartych na ich twórczość. Bo choć dziś mówi się, że ich przedwojenne filmy – w tym zachowana do dziś „Przygoda człowieka poczciwego” – zapewniły im miejsce w panteonie ówczesnej awangardy zaraz obok Luisa Buñuela, to polscy krytycy w ogóle nie byli im przychylni. W Paryżu zastała ich wojna i oboje zgłosili się wtedy do tworzącej się armii polskiej we Francji. Stefan, którego oddział został rozbity, musiał się ukrywać na południu Francji, a Franciszka odpłynęła do Londynu. Tak zaczęła się ich trwająca dwa lata rozłąka. On poświęcił ją na pisanie wierszy i miniatur w obozie Czerwonego Krzyża (wydanych później jako „Dno nieba” i „Szkice w ciemnościach”). Ona nie chciała pisać. Rysowała, a te rysunki były jak równoległa twórczość męża: pełne niepokoju i przerażenia. On pisał: „Ziemia przecięta była krwawą, płonącą linią frontu. Po o b u stronach tej linii były kościoły i kirchy i pagody”. A ona rysowała Maryję uciekającą na osiołku przed czarnymi bombowcami. On pisał: „Godzę się z Tobą, Panie Boże, świętą masz rację, rację świętą – litość nie może być jak morze bezkresna, wielka, nieobjęta. Kończyć się musi, Panie Boże, karą za winy, krwawą zemstą, czy gilotyny ostrym nożem, czy szubienicy śliską pętlą”. A Franciszka w swoim szkicowniku rysowała swój autoportret w masce przeciwgazowej i z kwiatkiem w dłoni. Ich rozłąka skończyła się latem 1942 roku. Zawsze woleli Paryż, ale już nigdy nieopuścili Londynu. Trzy lata po wojnie w pracowni na poddaszu założyli wydawnictwo Gaberbocchus Press, w którym skupili się na produkcji „bestlookerów” – książek wydanych tak, że zapierało dech w piersi. Rysunek stanowił w nich integralną część całości, był równie ważny jak treść. Kto widział choćby „Króla Ubu” ze sławnymi rysunkami Franciszki, wie, o czym mowa. W 1950 roku Themerson tak napisał w telegramie do żony: „Życie jest piękne STOP Pozwól proszę swojej twarzy nabrać wyrazu wskazującego na uradowanie rozweselenie życzliwość przyjemność itd. przez podniesienie kącików ust i generalne rozluźnienie mięśni STOP” – co po d e s e m a n t y z a c j i znaczy po prostu: uśmiechnij się. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.02.03 20:12
Ale skoro kontestowali wszystkich i wszystko,żyli dla siebie i sobą,to co nam mogą dać?Poczucie absurdu egzystencji???I bez nich istnieje. 2010.02.03 23:20
Mysle ze zupelnie cos odwrotnego. Mimo absurdu egzystencji, cos istnieje vlad.palovy
skala ocen "Przekroju"
|
|