|
Ojciec Amerykanów
Jacek Skolimowski Jest gruby, łysiejący, leniwy, agresywny, mało rozgarnięty i ma słabość do alkoholu. Mimo to znają go i podziwiają wszyscy Amerykanie już od 18 lat. Homer Simpson dla wizerunku swojego kraju zrobił więcej niż niejeden prezydent Znudzony Superman „Ale ja zapomniałem, co mam powiedzieć!” – przyznaje się Homer Simpson w reklamówce pierwszej pełnometrażowej produkcji o jego rodzinie „The Simpsons Movie”. Został akurat przyłapany przez kamerę podczas swojej ulubionej czynności, czyli przesiadywania na kanapie przed telewizorem. W slipach i w za małej koszulce Supermana relaksował się po „ciężkim dniu pracy”, popijając piwo Duff. W końcu nawet największemu bohaterowi należy się czasem chwila wytchnienia. Przez ponad 18 lat jego przygody śledziły z zapartym tchem tysiące Amerykanów. Odbył lot w kosmos, walczył w łodzi podwodnej na wodach rosyjskich, bronił Ziemi przed atakiem kosmitów oraz uratował rodzinne miasto przed narastającą górą śmieci. Nieraz poświęcał się dla ratowania kraju i obywateli oraz odznaczał się niebywałymi zasługami dla swoich sąsiadów. W Springfield jest bardziej popularny niż Święty Mikołaj, papież i Neil Armstrong. Do tego odchował trójkę dzieci i pozostał wierny swojej żonie Marge. Choć nie da się ukryć, że do ideału jest mu bardzo daleko. Zły przykład Zwrócił na to uwagę już na początku lat 90. ojciec George’a Busha. Podczas konwencji Republikanów powiedział: „Potrzebujemy narodu bliższego rodzinie Waltonów niż Simpsonów”. Tym samym wychwalał on popularną w latach 70. radosną rodzinę wychowującą ośmioro dzieci, która żyła w dziewiczej Wirginii w czasie wielkiej depresji i II wojny światowej. Co innego Homer, który jest typem gruboskórnego, samolubnego i pozbawionego dobrych manier przedstawiciela amerykańskiej klasy średniej. Zamiast spędzać czas z rodziną, woli chodzić do baru na piwo albo na kręgle. – Zapomina o urodzinach, rocznicach, świętach, żuje z otwartą buzią, przesiaduje w barze z lumpami, wyciera nos w ręczniki i odkłada je na miejsce, drapie się kluczem – skarży się jego żona Marge. Mimo wszystko są małżeństwem od ponad 25 lat. Co prawda zmusiła ich do tego ciąża, a na weselu Homer był zalany w trupa, ale prędko się do siebie dopasowali. Ona – spokojna, wrażliwa, odpowiedzialna, pracowita, on – wręcz przeciwnie. Kiedy po raz drugi była w ciąży, znalazł dom na przedmieściu oraz pracę w elektrowni atomowej. – Żona w ciąży i trudne dziecko to spore obciążenie, ale jakoś zdołałem znaleźć czas na osiem godzin telewizji dziennie – wspomina z dumą. Buntownik z powodu Mimo leniwego usposobienia Homer może się pochwalić niezłą liczbą zajęć: – Pracowałem na torze kręglarskim, na polu do minigolfa, byłem bokserem, maskotką, kierowcą ciężarówki, krytykiem jedzenia, znawcą filmów, artystą konceptualnym, ochroniarzem, wynalazcą, pomagałem gwiazdom, byłem zapaśnikiem, pisarzem, kosmonautą, występowałem w reklamach, projektowałem samochody. Daleko mu do ustatkowanego życia, jakie prowadził na przykład doktor Bill Cosby. Podejście Homera jest inne, ponieważ wychowywał się w latach 60. w komunie hipisowskiej. Jego matka walczyła o ochronę środowiska i brała udział w festiwalu Woodstock. Syn poszedł w jej ślady, prowadzi własną działalność antysystemową i wyłamuje się ze schematu „wzorowego ojca”. Na przykład jego świat z dnia na dzień stał się piękniejszy, kiedy na kłopoty ze wzrokiem doktor przepisał mu marihuanę. Śmieszyły go nawet żarty gburowatego szefa, pana Burnsa. Zamykał się w pokoju, włączał „Smoke on the Water” i wspominał dawne czasy, kiedy grał w zespole Be Sharps. „Sława była wtedy jak narkotyk – mówi. – Ale jeszcze większym narkotykiem były narkotyki”. Stanął nawet na czele kampanii na rzecz legalizacji marihuany, kiedy próbowano zakazać jej leczniczego użycia. Telewizyjna rodzina W obronie swobód obywatelskich wystąpił jeszcze raz – gdy w Springfield próbowano wprowadzić prohibicję po przyłapaniu pijanego Barta. Zamiast ukarać syna, Homer razem z nim zajął się przemytem alkoholu i zyskał sobie przydomek „Piwnego Barona”. To zresztą jeden z niewielu momentów, gdy potrafił czymś zaimponować synowi, który wyrósł na zwykłego rozrabiakę. Jego córka Lisa jest z kolei typem nieśmiałej intelektualistki, a do tego wegetarianką i buddystką. Homer niewiele ma z nią wspólnych tematów. – Więc wierzysz w reinkarnację, na przykład że kula śnieżna odrodzi się w wyższej formie jako bałwan? – zastanawia się. Przydał jej się jednak w sprawie sądowej „Lisa Simpson przeciwko Bogu”, kiedy broniła teorii ewolucji przed wycofaniem ze szkoły. Świadkowie zobaczyli na sali Homera szamoczącego się z puszką piwa. Po tym zdarzeniu nikt już nie miał wątpliwości, kto jest „brakującym ogniwem”. Walczącym zwolennikiem teorii kreacjonizmu był sąsiad Homera Ned Flanders, głowa przykładnej protestanckiej rodziny. Jego dzieci nie przeklinają, nie biją się i całe dnie bawią się w misje religijne. Kiedy Bart z siostrą Lisą i małą Maggie trafiają pod ich opiekę, są przerażeni, że muszą słuchać opowieści biblijnych, modlić się i chodzić spać o siódmej. A kiedy okazuje się, że mali Simpsonowie nie zostali ochrzczeni, Ned o mało nie dostaje zawału. Homer nie lubi sąsiada i cały czas sobie na nim używa. – A co, jeśli wybraliśmy złą religię? Co tydzień tylko coraz bardziej wkurzamy Boga – zastanawia się. Sam woli w niedzielę rano dobrze się wyspać, a potem zapalić cygaro i poczytać pismo „Playdude”. Do swojego sposobu na modlitwę potrafi przekonać samego Boga, któremu we śnie wytłumaczył: „Jestem dobrym mężem, ciężko pracuję i kocham dzieci. Dlaczego mam spędzać pół niedzieli, słuchając o tym, że i tak pójdę do piekła?”. Homer ma jednak w sobie coś z konserwatysty. – Będę za tobą tęsknił! I nie chodzi tylko o seks! Chodzi również o gotowanie – mówi, czule żegnając się z żoną. A gdy Marge chce zostać policjantką albo otwiera warsztat stolarski, jest przerażony. Telewizja wyrobiła w nim też typową niechęć do homoseksualistów i imigrantów. Nowy prezydent Jego doświadczenie i silne zasady sprawiają, że uznanie dla Homera ciągle rośnie. Dwa lata temu ogłosił nawet, że będzie kandydował w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wśród swoich 10 atutów Homer wymieniał: „Jestem mądrzejszy niż ten poprzedni koleś”; „W Owalnym Pokoju na nic nie wpadnę”; „Fox News już jest po mojej stronie”; „Mam duże poczucie odpowiedzialności za błędy, które popełniłem”. Wygląda na to, że Ameryka wreszcie doczekała się właściwego ojca całego narodu, czyli Homera Simpsona. Jacek Skolimowski Przekrój Nr 33/2007 „Simpsonowie – wersja kinowa”, polska premiera 3 sierpnia. Recenzja filmu w kolejnym numerze „Przekroju”. „Simpsonowie” – codziennie, od poniedziałku do piątku, Canal+, 20.10 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.
najnowsze |
|