Strona główna > Ludzie > Rozmowy Przekroju > Co jest nie do przełknięcia
5.08.2005
Co jest nie do przełknięcia

rozmawiał Piotr Najsztub

Chcemy z Polską dialogu, a dostajemy ultimatum. Nie przeniesiecie Polski na Białoruś, żeby tam prowadzić swoją kampanię wyborczą – mówi ambasador Białorusi Paweł Łatuszka.

Jak się panu podoba pomysł ekspresowego nadawania polskiego obywatelstwa Polakom na Białorusi?
– To może mieć szkodliwe skutki dla przyszłości naszego dobrosąsiedztwa, jeżeli nagle na Białorusi pojawi się w ten sposób duża grupa obywateli polskich. Myślę, że to będą raczej przypadki sporadyczne, choć z pewnością wykorzystywane medialnie i politycznie. Dodatkowym kłopotem jest to, że na Białorusi nie wolno być dwupaństwowcem.

Czy pan widzi szansę na to, żeby władze Białorusi pozwoliły Związkowi Polaków na Białorusi samodzielnie rozwiązać konflikt starych i nowych władz Związku bez „pomocy” milicji i żebyśmy jednocześnie gasili konflikt między Polską a Białorusią?
– Musimy znormalizować stosunki polsko-białoruskie, bo Białoruś i Polska są sąsiadami, mamy wspólną 400-kilometrową granicę. Mamy mniejszości – polską na Białorusi, białoruską w Polsce – wspólną historię i kulturę, dobrą współpracę gospodarczą. Nie mamy innego wyboru, jak szukać dobrego wyjścia z obecnych emocji w stosunkach polsko-białoruskich. Po pierwsze, Białoruś czy władze białoruskie w żaden sposób z własnej inicjatywy nie ingerowały w konflikt wewnętrzny Związku Polaków na Białorusi...

Wiadomo, że to stare władze ZP, kłócąc się z nowymi, wysłały do władz list z prośbą o interwencję. Ale czy możliwa jest dzisiaj sytuacja, w której władze Białorusi cofają się o krok i mówią: Członkowie Związku, załatwcie to między sobą, my nikogo nie będziemy wsadzać do aresztu, przyjdźcie nam potem powiedzieć, kto jest waszym prawdziwym przedstawicielem?
– Właśnie po to jest organizowany przez Związek Polaków na Białorusi, przez jedyne legalne władze Związku, zjazd powtórny, który ma zdecydować, kto będzie kierował tą organizacją.

Ale czy muszą temu towarzyszyć aresztowania, przesłuchania prokuratorskie?
– Jeżeli mówimy o aresztowaniach, jest mi trudno wytłumaczyć polskiej opinii publicznej, bo prasa polska o tym nie mówi, że aresztowani i przesłuchiwani przed zorganizowaniem swoich akcji wiedzieli o tym, że te akcje będą nielegalne. Kiedy zaczynali akcję w Grodnie, milicja ich uprzedzała, że to niedozwolone, ale szli na to, wiedząc, że nastąpią konsekwencje. Wszelkie akcje, protesty i mityngi na Białorusi wymagają zgody konkretnych władz miejscowych. Jeżeli jej nie ma, to następuje kara o charakterze grzywny lub aresztu administracyjnego. Wygląda na to, że mieli świadomość kary, prowokowali taką sytuację. Oczywiście ubolewam nad tym, że oni się znajdują teraz w areszcie, ale wiedzieli, co robią.

Niech się pan nie dziwi polskim mediom, bo dla nas sytuacja, w której ktoś idzie do aresztu, bo zorganizował kilkudziesięcioosobową uroczystość na placu, nie świadczy dobrze o demokracji w państwie, w którym się to dzieje.
– Nie zgadzam się z tym, myślę, że jeżeli popatrzymy na ustawodawstwo polskie, to na pewno i u was w takich sytuacjach przewidziana jest kara grzywny.

U nas za to nie wsadzają i dlatego Polacy piszą, że reżim prezydenta Łukaszenki wsadza do aresztu śpiewających na placu działaczy.
– To też jest nieprawda, bo przecież widzimy, co wydarzyło się w Szczuczynie, jaki zamiar mieli organizatorzy tej imprezy: po prostu chcieli wejść do tego budynku, gdzie dyrektorem jest zwolennik Kruczkowskiego, starego prezesa ZP. I to znów potwierdza sytuację, że tak naprawdę to jest wewnętrzny konflikt tej organizacji.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.