Strona główna > Ludzie > Rozmowy Przekroju > Cleese dla "Przekroju": Anglia chamieje
19.08.2008
Cleese dla "Przekroju": Anglia chamieje

rozmawiał Jarek Szubrycht

Gdy John Cleese, filar kultowej grupy Monty Pythona, witał mnie w progu garderoby, prezentował maniery angielskiego dżentelmena

Jednak ledwie zamknęły się za nami drzwi, zwalił się na kanapę i nie podniósł – ba! nawet nie otworzył oczu – do końca wywiadu. Czułem się jak psychoanalityk wysłuchujący zwierzeń pacjenta zaskakująco dobrze czującego się ze swą chorobą

Jak często musi pan udawać, że dobrze pan się bawi?
– Każdego dnia jest inaczej. Na przykład podczas pracy nad filmem pierwsza godzina kręcenia to doskonała zabawa. Najfajniejsze jest bowiem odkrywanie, co należy zrobić, żeby wszystko zagrało, jak należy. Później jest już tylko nieskończona liczba powtórzeń, która znudzi każdego. Jeśli chodzi o wywiady, to dobrze się bawię, kiedy słyszę nowe pytania. Niestety, zwykle pytania się powtarzają, a wtedy muszę udawać rozbawienie.

Nie będę więc próbował rozbawić pana na siłę, tym bardziej że moje pierwsze pytanie wiąże się z zupełnie poważną dyskusją, która przetoczyła się niedawno przez Wielką Brytanię. Chodzi o zakończoną fiaskiem próbę oficjalnego i ostatecznego zdefiniowania angielskości.
– Bo tego nie można zdefiniować, to się zmienia z roku na rok. Kiedy dorastałem, angielskość oznaczała przede wszystkim odpowiednią edukację. Trzeba było znać Keatsa, Wordswortha, Shakespeare’a, nawet „Elegię napisaną na wiejskim cmentarzu” Thomasa Graya. Zaczytywaliśmy się w dziełach Grahama Greene’a, Oscara Wilde’a i George’a Bernarda Shawa, tych wszystkich znakomitych pisarzy. Nagle coś się zmieniło i już nie wiem, co to znaczy być Anglikiem. Wiem za to, co mi się w Anglii podobało – ta powściągliwa uprzejmość, inteligencja i zdrowy rozsądek. Choć byliśmy trochę sztywni i niewolni od uprzedzeń, to było całkiem cywilizowane społeczeństwo. Teraz jest gorzej. Schamieliśmy pod wpływem tabloidów. Nie jesteśmy już tacy powściągliwi, zniknęły nasze dobre maniery. Mam wspaniałych przyjaciół w Londynie i regularnie się z nimi widuję, ale angielska kultura już mnie nie interesuje.

Naprawdę jest tak źle?
– W konkursie na najgorszą telewizję świata zajmowaliśmy zawsze ostatnie miejsce. Dzisiaj nasza telewizja jest tak samo kiepska jak każda inna. Angielska poważna prasa kiedyś interesowała się poszukiwaniem prawdy. Dzisiaj szuka tematów z sensacyjnymi i pikantnymi wątkami, bo to podnosi sprzedaż. Myślę, że zbyt wielki wpływ na naszą rzeczywistość daliśmy imigrantom, równocześnie tracąc wiarę w staroświecką, tradycyjną kulturę angielską. Spytałem niedawno Michaela Palina, czym jego zdaniem jest dzisiaj Anglia, i powiedział mi, że angielskość oznacza tolerancję. To bardzo ładna koncepcja, ale nie sądzę, by przez samą tylko tolerancję dało się zdefiniować tożsamość wielkiego narodu. Dzisiaj Anglicy nie wiedzą, kim są, lecz mnie to nie dotyczy, bo wiem, kim ja jestem. Zresztą nieźle się napociłem, wliczając w to rozmaite terapie, by stać się mniej angielskim… Znajomi mówią, że się zamerykanizowałem, ale ja myślę, że się odangielszczyłem.

Nie ma pan poczucia, że trochę przyłożyliście się z Monty Pythonem do tej demolki staroświeckiej angielskiej kultury?
–  Natrząsaliśmy się wyłącznie z tych aspektów angielskiej kultury, które wydawały nam się albo głupie, albo nazbyt drętwe.

Czy do kategorii głupich aspektów kultury narodowej można zaliczyć wysokie odznaczenia państwowe? W 1996 roku nie przyjął pan Orderu Imperium Brytyjskiego.
– To nie dla mnie, wolę trzymać się z dala. Innym razem chcieli zrobić ze mnie lorda i posadzić w Izbie Lordów, lecz to oznaczałoby spędzanie zimy w Anglii. Tak wysokiej ceny nie byłem gotów zapłacić.

Czy tego chcieliście, czy nie, częścią dziedzictwa Monty Pythona jest postrzeganie Anglii i Anglików przez pryzmat waszych numerów. Jak bardzo przekłamany to obraz?
– Monty Python to krzywe zwierciadło, które odbija kulturę tamtego czasu, a więc lat 1969–1972. Oczywiście od tamtej pory to wszystko żyje własnym życiem i nabiera nowych znaczeń, których nie mogliśmy przewidzieć. Nie mam pojęcia, jak odbierany jest „Latający cyrk Monty Pythona” przez ludzi, którzy dzisiaj stykają się z nim po raz pierwszy. Ich musiałbyś zapytać.

A jak odbierają go inni angielscy komicy? Pythonowskie piętno odcisnęło się niemal na wszystkich, których pokazuje nam dzisiaj BBC.
– Nie byłbym tego taki pewien. Hugh Laurie, wspaniały scenarzysta i aktor, powiedział mi kiedyś, że jego pokolenie omijało Monty Pythona szerokim łukiem. Doszli bowiem do wniosku, że w tym temacie wszystko zostało powiedziane. Dziwne, prawda? Zwykle gdy ktoś odnosi sukces, natychmiast pojawia się stado naśladowców. Programy satyryczne, które dzisiaj są nadawane przez BBC, również nie przypominają Monty Pythona. Nie możesz powiedzieć, by „Mała Brytania” zawdzięczała nam wiele, a „Biuro” to już zupełnie inny świat.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.09.01 14:04

To przykre, że wydawca Przekroju naciąga czytelników sprzedając płyty z "Latającym cyrkiem Monty Pythona" w cenie dwukrotnie wyższej, niż dokładnie takie same wydanie dostępne w normalnej...

- Jarek Obważanek
2008.10.03 19:21

BOGU DZIĘKI ZA TEGO PANA!!!

2008.08.24 22:54

That must be rather tiring, but what won't you do for England? Manuel!!!

2008.08.21 15:11

To musi być bardzo przykre robić całe życie za 'rozśmieszacza'. Pewnie wszyscy od pana Cleese'a na każdym kroku oczekiwali tryskania humorem i dowcipami.

Wszystkie