|
Tusk: nie przejdę do historii
rozmawia Piotr Najsztub Spór sporem, ale to pod pańskimi rządami powstaje w KGP nowelizacja kodeksu drogowego, która zakłada, że po trzykrotnej utracie prawa jazdy za przekroczony limit punktów karnych będzie można dożywotnio odbierać prawa jazdy. To myślenie rodem z domu poprawczego o zaostrzonym rygorze! – Jestem zwolennikiem tej wersji liberalizmu, w której rygorów jest możliwie niedużo, ale są bezwzględnie egzekwowane. Istnieje pewna kategoria spraw, co do których dyskusja, czy są złe, czy dobre, niepotrzebnie zajmowałaby nam czas. Tak jest na przykład z pełnym dostępem do hazardu, bez możliwości izolowania dzieci, tak jest z pornografią dziecięcą. Mógłbym wymieniać tutaj wiele spraw oczywistych, gdzie państwo powinno interweniować. Tak było na przykład z dopalaczami. W tej sprawie byłem radykalnie nieliberalnym politykiem, choć zdaję sobie sprawę, że w dobie obecnej trudno walczyć z takim zjawiskiem. Ale będę używał wszystkich dostępnych w ramach prawa metod i powiem bardzo otwarcie – używając forteli i podstępów, jeśli trzeba, byleby wyeliminować dopalacze czy twardy hazard wkraczający w życie dzieci. Nie słyszałem o projekcie, żeby za punkty odbierać dożywotnio prawo jazdy, ale zdaje się, że nadszedł czas, aby znaleźć dużo bardziej radykalne sposoby na pijanych kierowców. Tu nie chodzi o pijanych kierowców. – Tego projektu nie znam i wydawałby mi się przesadzony. Nigdy nie byłem i nie będę zwolennikiem nadmiernej obecności państwa w życiu obywateli. Na przykład dość długo analizuję każdy zapis ustawy antynikotynowej, która ma uwolnić niepalących od dymu papierosowego, bo rzeczywiście mają do tego prawo. Ale szukam rozwiązań właściwych też dla Polski, bo miałem okazję ostatnio tłumaczyć najbardziej radykalnym zwolennikom ustawy antynikotynowej, iż są takie kraje, w których palenie tytoniu w ogródku przed knajpą jest możliwe ze względu na klimat, a w Polsce nie, i że trzeba znaleźć taki sposób, który nie będzie rujnujący dla nieznośnych palaczy, takich jak pan, ale też będzie do zniesienia dla właścicieli małych knajp. Po emocji w sprawie dopalaczy rozumiem, że zwolennicy legalizacji marihuany nigdy nie znajdą w panu wsparcia. – We mnie nie. A czy kiedyś w Polsce marihuana będzie legalna? Póki ja będę miał coś do powiedzenia – nie. Od razu mogę uprzedzić złośliwy komentarz, między innymi dlatego, że wiem, co to znaczy. To było aż tak złe doświadczenie? – Na pewno u bardzo wielu ludzi zwiększa pole ryzyka. Nie odkrył pan czegoś w sobie dzięki marihuanie? Niektórzy odkrywają... – Ja nie. Panie premierze, trochę już jestem zdyszany tą naszą wspólną pogonią za króliczkiem, czyli za realnymi efektami pańskiej władzy. Już myślałem, że po dwóch latach rządów obejrzymy króliczka z bliska, a tu pan nam mówi, że dopiero jak wygra wybory prezydenckie, a PO kolejne parlamentarne, to wtedy już ho, ho, naprawdę pokażecie, jak pięknie umiecie rządzić! Sprytnie oddala pan moment, w którym mógłbym powiedzieć „sprawdzam”. – Nie, mówię rzecz oczywistą: ważne sprawy, które były skutecznie wetowane, będzie można załatwić dopiero wtedy, kiedy będzie inny prezydent. Tego nie kwestionuję, ale mimo świadomości realnego weta powinniście zgłaszać projekty ustaw porządkującyh kraj, żebyśmy mieli świadomość, czego i jak chcecie. – Znam ten pogląd: znudziła nas Platforma mająca 50-procentowe poparcie, marzy nam się Platforma, która ma 10 procent poparcia. Dlaczego ten Tusk nie robi tego, żeby to marzenie się zrealizowało? Otóż moim marzeniem nie jest 10-procentowa Platforma i będę podejmował działania ryzykowne oraz narażające siłę mojej formacji politycznej na szwank tylko wtedy, kiedy będę miał pewność skuteczności. Jestem i będę obiektem krytycznych uwag, szczególnie ze strony mediów. Nie narzekam, przyjmuję je z pokorą, jestem do tego przyzwyczajony. Widzę tu trochę cyniczną pokorę. – Że nie przejmuję się za bardzo krytycznymi uwagami? I że mówi pan: krytykanci albo nie do końca odrobili lekcje, albo mają złe intencje, albo... – Każdy robi swoją robotę tak, jak potrafi, tylko że marzy mi się jakieś elementarne przywiązanie do faktów. Dlatego muszę w sobie zbudować ten rodzaj pancerza, który daje mi odporność na krytykę. Szczególnie wtedy, gdy jest ona nieuzasadniona. Czemu pan zwleka z decyzją, czy będzie kandydował? – A co mi każe się spieszyć w tej sprawie? Wiedzielibyśmy, co nas czeka. I mógłbym wtedy zadać pytanie: a co będzie, jeśli pan przegra, co się stanie z Platformą? – To jest jeden z wielu, ale już wystarczający powód, żebym z tą decyzją się nie spieszył, bo chroni mnie to przynajmniej przed odpowiadaniem na tego typu pytania. Dopuszcza pan jeszcze możliwość, że nie wystartuje? – Oczywiście. Do wyborów jest jeszcze wiele miesięcy. Zaczął się pan obawiać Palikota, odkąd zaczął opowiadać na wiecach, iż chciałby być premierem i byłby premierem doskonałym? – Nie, ja nie boję się moich współpracowników. A rywali? Bo Palikot tak ogłosił się pańskim rywalem? – Tak, ale ja się czuję... Pan też go lekceważy?! – Nie, byłbym głupcem obdarzonym jakąś dramatycznie krótką pamięcią, gdybym dzisiaj – z tego tytułu, że trochę talentu i szczęścia dało mi pozycję, jaką mam – kogokolwiek lekceważył. Trzeba raczej starać się, na ile to jest możliwe, szanować każdego rywala... Przez szacunek rozumiem taki zdrowy respekt. Jest gdzieś granica między powiedzeniem: szanuję rywala, to jest poważny gracz, a lękiem czy strachem. Olechowski budzi szacunek czy lęk? – Respekt, bo nie chcę wartościować, ale też nie będę udawał, że jest mi obojętne, z kim bym konkurował w tych przyszłych – domniemanych, jeśli chodzi o mój udział – wyborach prezydenckich czy teraz, kiedy jestem szefem Platformy, bo jako premier dzisiaj nie mam rywala. Ale w każdej chwili to się może zmienić. Niektórzy podnoszą głowy, już Komorowski zaczyna pana krytykować... – Zauważyłem, że często w jednym akapicie autor pytań potrafi sformułować dwa tak radykalnie sprzecznie ze sobą poglądy: raz, że Platforma jest partią wodzowską nie do wytrzymania, a potem, w drugim zdaniu, że w Platformie widać poważne rysy, bo tam Palikot mówi coś, Komorowski... A ja jestem autentycznie dumny, że przewodniczę formacji politycznej, w której mój autorytet nie jest podważany, a równocześnie jest cała duża grupa ludzi, którzy mają cywilną odwagę formułować poglądy zupełnie inne. Mówię o poglądach politycznych, bo ideowo jakoś staramy się jednak ten szeroki bardzo korpus trzymać w ryzach. Głównie niemówieniem o sprawach ideowych. – Nie jestem ideologiem. Nie uważam, żeby naczelną cnotą polityka była ideologia. Ideologiem rzeczywiście nie... A jest pan dobrym piłkarzem? – Na tle polityków wybitnym, na tle piłkarzy kompletnym amatorem. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2010.02.14 19:22
Np. co propozycją Tuska o odłączeniu Kaszub od Polski? Kiedy w 1987 roku napisał w miesięczniku "Znak", że "polskość to nienormalność", a "Piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski -... Zak
2010.02.14 19:16
jeleń z olbrzymim porożem, dorobionym przez media Stach
2010.01.29 13:10
Nie podoba mi sie forma, jaka p. Najsztub posługuje sie w rozmowie z Premierem-tak to mozna rozmawiać z jakims grajkiem, ale nie z tak poważnym człowiekiem jak Premier. Premier i tak potrafi... 2010.01.19 13:16
szczęśliwa trzynastka :) wszystkiego dobrego panie premierze! ola
2010.01.12 22:33
albo Pana Premiera żona nie czytała albo Przekrój nie ma dobrego adjustatora - w Millenium bohater nazywał się Blomkvist przez em a nie - jak w wywiadzie przez en najnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarzePromocja„Przekrój” 36/2010 W sprzedaży od wtorku, 7 września 2010 roku • Henryka Krzywonos - ikona uczciwości • Kto uwierzy w pandemię? • Mazurek kontra Migalski Kliknij tutaj, aby zobaczyć spis treści |
|