Strona główna > Ludzie > Sylwetki > Buntownik z urzędu
7.07.2008
Buntownik z urzędu

Karolina Pasternak

Był kiedyś w amerykańskich filmach pewien typ bohatera. Pojawiał się w mieście, mordował kryminalistów i ratował uciśnionych, a potem skromnie znikał we mgle. Paweł Potoroczyn jest jego współczesną wersją, tyle że zajmuje się promocją polskiej kultury

Powiem wam, dlaczego mogliście nie słyszeć o Pawle potoroczynie: bo najpierw był mężem Grażyny Szapołowskiej, a później promotorem Leszka Możdżera, Grzegorza Jarzyny czy samego Andrzeja Wajdy. Wiadomo, trudno świecić przy gwiazdach. A dlaczego usłyszeć powinniście? Bo Potoroczyn to w wolnym tłumaczeniu rewolucja kulturalna. I ta właśnie dotarła nad Wisłę

Pomyślcie o dowolnym wielkim zagranicznym wydarzeniu kulturalnym z rodzimymi artystami w roli głównej z ostatnich kilku lat, a zapewniam was, że w znacznej ich części Potoroczyn miał swój udział – zazwyczaj kluczowy. Oscar dla Andrzeja Wajdy, „Jesień Gombrowicza” w Nowym Jorku, koncert Makowicz vs. Możdżer w Carnegie Hall, polskie zespoły na Glastonbury po raz pierwszy w 37‑letniej historii imprezy – to byłby ułamek wyliczanki. Przed miesiącem Potoroczyn został szefem promującego kulturę za granicą Instytutu Adama Mickiewicza.

– Zadzwonił do nas po koncercie w Stodole i spytał, czy nie nagralibyśmy płyty z piosenkami Jacka Kaczmarskiego w stylu reggae. Od razu rzucił pomysł, by „Mury” zaśpiewać na melodię „Get Up, Stand Up” Boba Marleya. Rok później Habakuk trafił z „A Ty siej”, czyli albumem z Kaczmarskim, do Glastonbury. – Podczas trasy w Anglii Paweł poznał nas z ludźmi i jakoś to się potoczyło – opowiada Wojciech „Broda” Turbiarz z Habakuka.

– Mój koncert z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall podobno mu się przyśnił – wspomina z kolei Leszek Możdżer. – Potoroczyn wymyślił, że Oscar się Wajdzie należy, i przekonał do tego znajomych z Hollywood, a w końcu Akademię – dodaje Agnieszka Holland. – Gdy przedoscarowa machina ruszyła, trzeba było podejmować decyzje, nie czekając na podpisy. Paweł płacił własną kartą. Ani przedtem, ani potem nie widziałam tak inteligentnej i skutecznie przeprowadzonej akcji urzędnika.

Bo i Potoroczyn typowym polskim urzędnikiem po prostu nie jest. – Ludziom na stanowiskach, które zajmował Paweł, często zależy głównie na tym, by mieć święty spokój i porządek w papierach – tłumaczy Możdżer. Potoroczynowi wręcz przeciwnie.
Tam, gdzie się pojawiał, przeprowadzał rewolucje. Instytut w Nowym Jorku zbudował od zera, wprowadzając pionierski w zagranicznej placówce model impresaryjny.
1 2 3

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.