|
Buntownik z urzędu
Karolina Pasternak Był kiedyś w amerykańskich filmach pewien typ bohatera. Pojawiał się w mieście, mordował kryminalistów i ratował uciśnionych, a potem skromnie znikał we mgle. Paweł Potoroczyn jest jego współczesną wersją, tyle że zajmuje się promocją polskiej kultury
Powiem wam, dlaczego mogliście nie słyszeć o Pawle potoroczynie: bo najpierw był mężem Grażyny Szapołowskiej, a później promotorem Leszka Możdżera, Grzegorza Jarzyny czy samego Andrzeja Wajdy. Wiadomo, trudno świecić przy gwiazdach. A dlaczego usłyszeć powinniście? Bo Potoroczyn to w wolnym tłumaczeniu rewolucja kulturalna. I ta właśnie dotarła nad Wisłę
Pomyślcie o dowolnym wielkim zagranicznym wydarzeniu kulturalnym z rodzimymi artystami w roli głównej z ostatnich kilku lat, a zapewniam was, że w znacznej ich części Potoroczyn miał swój udział – zazwyczaj kluczowy. Oscar dla Andrzeja Wajdy, „Jesień Gombrowicza” w Nowym Jorku, koncert Makowicz vs. Możdżer w Carnegie Hall, polskie zespoły na Glastonbury po raz pierwszy w 37‑letniej historii imprezy – to byłby ułamek wyliczanki. Przed miesiącem Potoroczyn został szefem promującego kulturę za granicą Instytutu Adama Mickiewicza. – Zadzwonił do nas po koncercie w Stodole i spytał, czy nie nagralibyśmy płyty z piosenkami Jacka Kaczmarskiego w stylu reggae. Od razu rzucił pomysł, by „Mury” zaśpiewać na melodię „Get Up, Stand Up” Boba Marleya. Rok później Habakuk trafił z „A Ty siej”, czyli albumem z Kaczmarskim, do Glastonbury. – Podczas trasy w Anglii Paweł poznał nas z ludźmi i jakoś to się potoczyło – opowiada Wojciech „Broda” Turbiarz z Habakuka. – Mój koncert z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall podobno mu się przyśnił – wspomina z kolei Leszek Możdżer. – Potoroczyn wymyślił, że Oscar się Wajdzie należy, i przekonał do tego znajomych z Hollywood, a w końcu Akademię – dodaje Agnieszka Holland. – Gdy przedoscarowa machina ruszyła, trzeba było podejmować decyzje, nie czekając na podpisy. Paweł płacił własną kartą. Ani przedtem, ani potem nie widziałam tak inteligentnej i skutecznie przeprowadzonej akcji urzędnika. Bo i Potoroczyn typowym polskim urzędnikiem po prostu nie jest. – Ludziom na stanowiskach, które zajmował Paweł, często zależy głównie na tym, by mieć święty spokój i porządek w papierach – tłumaczy Możdżer. Potoroczynowi wręcz przeciwnie. Tam, gdzie się pojawiał, przeprowadzał rewolucje. Instytut w Nowym Jorku zbudował od zera, wprowadzając pionierski w zagranicznej placówce model impresaryjny. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.najnowsze |
|