Boeing linii British Airways wylądował szczęśliwie w podkrakowskich Balicach. Za sterami samolotu siedział 49‑letni Bruce Dickinson, wokalista Iron Maiden, legenda sceny heavymetalowej. Nie była to akcja promocyjna linii lotniczych ani zespołu. W ogóle nie była to żadna akcja, tylko zwykły rejsowy lot.
Po okresie hulaszczego życia, ekscesów alkoholowych i sukcesów muzycznych Bruce Dickinson dojrzał i postanowił zrealizować swoje największe marzenie – zostać zawodowym pilotem samolotów pasażerskich. Myślał o tym od lat. Bakcyla złapał w dzieciństwie, gdy oglądał pokazy lotnicze niedaleko swego domu w angielskim hrabstwie Nottinghamshire. W dodatku jego wujek był pilotem RAF. W szkole Bruce nie był jednak orłem w naukach ścisłych, co skutecznie odebrało mu wiarę we własne możliwości. Zadowolił się składaniem modeli samolotów i zajął się muzyką.
Ambicja pchnęła go do czynu, dopiero gdy kolega z zespołu, perkusista Nicko McBrain, ukończył kurs pilotażu i z dumą schował w szufladzie dokument uprawniający go do pilotowania samolotów turystycznych. Na następne tournée Dickinson wyruszył już jako kapitan cessny 421.
Im dłużej jednak pilotował malutką cessnę, tym częściej marzył o przygodzie z wielkimi maszynami. Żartował, że mimo sukcesu finansowego, jaki odniósł z grupą Iron Maiden, nie stać go na kupienie własnego boeinga 707, jak uczynił to John Travolta.
Próbował wysyłać CV do różnych linii lotniczych, zatajając to, że jest wokalistą Iron Maiden. Bez rezultatu. Pomógł mu przypadek. W 1990 roku za namową znajomego – zawodowego pilota – Dickinson pojawił się w centrum szkolenia lotniczego na londyńskim Heathrow. Znajomy miał poddać się rutynowym testom w profesjonalnym symulatorze lotów. Bruce usiadł obok niego, aby odgrywać na niby rolę drugiego pilota. Instruktorem, który zezwolił heavymetalowcowi na tę przygodę, był doświadczony kapitan John Mahon, ówczesny dyrektor operacyjny linii British World Airlines. Dickinson poradził sobie nadspodziewanie dobrze. Po testach Mahon napomknął, że poszukuje pilotów. Wkrótce wokalista zasiadł na fotelu pierwszego oficera boeinga 757.
BWA zbankrutowały po wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Część ekipy kierowniczej postanowiła założyć nową linię. W 2002 roku powstał Astraeus, a do współpracy zaproszono również Dickinsona, bynajmniej nie w uznaniu jego zasług dla heavy metalu. Podkreślano, że w krótkim czasie Bruce wiele się nauczył i jest świetnym materiałem na kapitana. I rzeczywiście – już pięć lat później wokalista został dowódcą statku powietrznego.
Mało kto wsiadając do białego boeinga 757 z trzema złotymi gwiazdami na niebieskim ogonie, nawet gdy z głośnika padały słowa „This is your captain Bruce Dickinson speaking”, zdawał sobie sprawę, że stery dzierży legenda heavy metalu. Może to i lepiej, bo dla wrażliwszych pasażerów oddanie swego życia na kilka godzin w ręce faceta, który nagrał płytę „Life after death” i śpiewa utwór „Flight of Icarus”, mogłoby być trudne.
Pod koniec zeszłego roku zarząd linii Astraeus postanowił jednak wypromować firmę dzięki Dickinsonowi, a Dickinsona dzięki firmie. Od tego czasu flagowy boeing 757 stał się tak zwanym logojetem, czyli czymś w rodzaju latającego billboardu. Najsłynniejsze jak dotąd logojety to Austrian Airlines pomalowany w McDonalds’a, czy embraer LOT z serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wszystkich przyćmił jednak boeing Iron Maiden. Zespół nazwał go Ed Force One, nawiązując do swojej makabrycznej maskotki Eddiego oraz do samolotu prezydenta USA. Nazwę umieszczono z boku, tuż pod brytyjską flagą. Wzdłuż kadłuba widnieje niebiesko‑żółty napis z nazwą zespołu. Całości dopełnia podobny do mumii potwór Eddie gryzący łańcuch stalowych kajdan. Logo Astraeus znalazło skromne miejsce na obudowach silników.
Firma wyleasingowała tak ozdobiony samolot liniom Air Italy Polska. Bruce Dickinson zasiadł za jego sterami pod koniec kwietnia tego roku, by odbyć lot z Warszawy do Hurghady oraz kolejny – do Monastyru. Poradził sobie bez kłopotu, ale dla następnej zmiany załogi boeing okazał się pechowy – dwie awarie w ciągu dwóch dni. Polscy turyści nie dolecieli ani do Turcji, ani na Rodos. Za każdym razem piloci musieli zawrócić do Warszawy.
Fani nie widzą w tych wydarzeniach niczego nadzwyczajnego. Uważają, że samolot grupy Iron Maiden nie może zachowywać się normalnie. Jest tak samo niepokorny jak członkowie zespołu.
8 sierpnia maszyna znowu wyląduje na warszawskim Okęciu. Przylecą nią wszyscy członkowie Iron Maiden na koncert, który odbędzie się na stadionie Gwardii w ramach światowego tournée „Somewhere back in time”. Boeing 757 tym razem zostanie przemianowany na Birthday Bomber, bo w stolicy Polski Bruce Dickinson będzie obchodził 50. urodziny. Wszystkie bilety na ten lot zostały już wyprzedane. W cenę wliczone jest między innymi indywidualne zdjęcie z kapitanem Bruce’em oraz autograf muzyka.