|
Paweł Korzeniowski: Korzeń w wodzie
Judyta Sierakowska Gdy Korzeń staje na słupku, najważniejsze są ranga zawodów i adrenalina.
Gdy Korzeń staje na słupku, najważniejsze są ranga zawodów i adrenalina. Im pierwsza wyższa, tym drugiej więcej, a pływak gotów jest do nadludzkiego wysiłku. Gdy wypływa po zakończeniu wyścigu i zerka na tablicę wyników, cyfry zapadają mu głęboko w pamięć – co do setnych sekundy. – Paweł zawsze był dobry z przedmiotów ścisłych – potwierdza Jan Korzeniowski, ojciec olimpijczyka.
Gorzej z przedmiotami humanistycznymi, Paweł nigdy nie był mistrzem oracji. – Godziny spędzone w wodzie, gdzie nawet z rybami nie pogadasz, te same, monotonne ruchy. Trudno wymagać od pływaka potoku słów – mówi Przemek Ptaszyński, pierwszy trener Korzenia, gdy siedzimy przy oświęcimskim basenie, tam gdzie przed laty Paweł zaczął swoje treningi. Rodzinne pływanie Basen lekarze zalecili Pawłowi Korzeniowskiemu już w wieku przedszkolnym – miał wadę kręgosłupa i wystające żebra. Potem pływanie było w planie lekcji podstawówki, a w Oświęcimiu, jeśli masz predyspozycje, w kolejnych klasach pływasz coraz więcej. Miasto przez wielu zwane jest pływackim zagłębiem Polski. I Paweł pływał, bo sport ma w genach. Ojciec był bramkarzem trzecioligowej Unii Oświęcim (teraz inżynier w Zakładach Chemicznych „Dwory”), matka – najpierw pływaczką, potem płetwonurkiem i ratowniczką WOPR. Starsza siostra Magda, młodsza Marta, ciotka i wujkowie też pływali. Między siódmą a ósmą klasą lekarz zabronił Pawłowi pływać, bo w jedne tylko wakacje Korzeń urósł o 10 centymetrów. Kości stały się za słabe na wysiłek. Rodzice tak długo jeździli po lekarzach, aż znalazł się taki, który na pływanie pozwolił. Wkrótce posypały się medale. 15-latek na mistrzostwach Polski w Drzonkowie w 2000 roku w swojej kategorii wiekowej zdobył jeden złoty medal, dwa srebrne, jeden brązowy. W szkole średniej przejęli go nowi trenerzy: Piotr Woźnicki i Marek Dorywalski. – Siedliśmy przy piwku i Piotrek miał wybór: wziąć mistrza Przemka Chodackiego lub zaledwie początkującego Korzeniowskiego. Powiedziałem mu, żeby brał Pawła, bo to materiał na olimpijczyka – wspomina Ptaszyński. Między zawodami Korzeń napisał maturę, po czym pojechał do Aten na olimipiadę. Tam w wieku 19 lat zdobył czwarte miejsce. Polski Komitet Olimpijski dał mu za to 20 tysięcy złotych i Paweł kupił sobie auto. Rok później mistrzostwa świata w Montrealu. Cała rodzina warowała pod ogromnym telewizorem w salonie Korzeniowskich. Przyjechała nawet Magda, która mieszka w Oksfordzie. – Wrzaski, jedni uciszali drugich, klęczeliśmy na podłodze. Magda tak wstrzymała oddech, gdy brat płynął, że gdy podano wyniki, zasłabła z emocji – wspomina Jan Korzeniowski. Gruby dał popis – na koronnym dystansie 200 metrów stylem motylkowym zdobył złoto. Trzeci polski mistrz świata. Wcześniej sztuka ta udała się tylko Otylii i Rafałowi Szukale. Od zabawy do klasztoru – Amerykańscy specjaliści przeprowadzili analizy. Okazało się, że nikt inny na świecie w tak krótkim czasie nie robi takich postępów jak Paweł – chwali Korzenia Piotr Woźnicki, bo co zawody, to nowy rekord. W efekcie: dwa medale mistrzostw świata (złoty i brązowy) oraz 15 mistrzostw Europy (cztery złote, pięć srebrnych, sześć brązowych). A przecież Korzeń miesiąc temu skończył zaledwie 23 lata. Na treningi spóźniał się od zawsze, bo za niczym tak nie przepada jak za długim snem. A na basenie Warszawianki musi być już o 5.20. Potem pięć, sześć godzin zajęć na uczelni, obiad i znowu trening. Jak są ostre treningi, Paweł dziennie przepływa 15, zdarza się, że nawet 20 kilometrów. Wolny czas dopiero po 20. Uwielbia horrory i filmy akcji. Woda sodowa uderzyła mu do głowy na chwilę, gdy po maturze wyemigrował z Oświęcimia na warszawską AWF. Wielkie miasto, on piękny, młody i słynny. – Przez kilka miesięcy odwiedził więcej klubów niż ja przez 20 lat – mówi trener kadry Paweł Słonimski. Z czasem Korzeń odpuścił życiu nocnemu, bo trener postawił warunek: sto procent frekwencji na treningach. Ostatnie treningi, zwłaszcza w hiszpańskim paśmie Sierra Nevada, to pobyt niemal klasztorny: basen, pokój, basen, pokój. Kontakt ze światem tylko przez Internet. Pięć kilo medali Najwierniejsi fani Korzenia to rodzina. Założyli fanklub, mają koszulki z jego podobizną, flagę, jeżdżą na zawody. W rodzinnym pokoju Pawła ściany obwieszone są medalami – w sumie ponad pięć kilogramów. Trener Pawła twierdzi, że Korzeń nigdy nie pływał szybciej. O medal jest spokojny. Olimpiadę sportową rodzina Korzeniowskich będzie oglądać razem. A dziewczyna Korzenia? Ma jakąś? – Jego jedyna dziewczyna to woda chlorowana – odpowiada matka. Judyta Sierakowska Pływanie 200 metrów stylem motylkowym mężczyzn. Finały 11.08 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.08.17 19:33
fajnie piszesz; pozdrowienia dla Oli O. najnowsze |
|