|
Być jak Cristiano Ronaldo
Marcin Cichoński Masz szybkie samochody i gigantyczną pensję. Jesteś najdroższym piłkarzem w dziejach sprzedanym właśnie do Realu za 93 miliony euro. Ale czy jesteś pewien, że tego chcesz? Sprawdź…
Grasz właśnie mecz. Mimo 76. minuty twoja starannie ułożona fryzura na wystudiowany luz trzyma się mocno. W końcu złośliwcy twierdzą, że najcięższy z całej twojej głowy jest żel, więc żaden włosek nie ma prawa się ruszyć. Sędzia podyktował rzut wolny. Piłka będzie ustawiana jakieś 25 metrów od bramki przeciwnika.
Cały stadion zamiera i czeka, aż zawodnik z numerem 7, czyli ty, wykona rytualny teatr gestów. Podchodzisz do piłki, wybierając starannie ten kawałek ziemi, z którego najlepiej będzie kopnąć. Potem cofasz się o trzy–cztery dokładnie odmierzone kroki. Idziesz tyłem, to ważne, byś cały czas był skoncentrowany na bramce, by nikt nie mógł cię rozproszyć. Czekając na gwizdek sędziego, czasem spluniesz (zawsze na prawo, bo jesteś przesądny – z tego samego powodu, wchodząc na boisko, starasz się na początek dotknąć murawy krawędzią prawego buta). Czasem ruszasz nozdrzami jak byk na korridzie. To, co następuje potem, to pestka: bierzesz pod uwagę ustawienie bramkarza, muru, wysokość zawodników w murze, wysokość trawy, w końcu to, czy jest wilgotna, czy nie, czy wieje wiatr i z którego kierunku, czy piłka jest twarda od deszczu, czy raczej miękka, dobierasz odpowiednią rotację i siłę uderzenia. Potem strzelasz bramkę. Często piękną, w samo okienko. Będę brał to auto Po meczu wracasz jednym ze swoich eleganckich aut. Żadnym z nich nie jeździsz dłużej niż sześć miesięcy. W końcu jesteś Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro i od lipca będziesz zarabiać 13 milionów euro rocznie. Nieźle jak na 24-latka, co? Czasem, gdy poniosą cię rytmy nagrań twoich ulubionych artystów – Ricky’ego Martina albo Jennifer Lopez – rozbijesz w tunelu swoje ferrari. Ale nie przejmujesz się tym. Stać cię na to. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pismaki z tabloidów. Oni w takich sytuacjach zawsze zrobią ci jakieś kompromitujące zdjęcie. Ponieważ żyjesz w stresie, lubisz dobrze się zabawić. Musisz jakoś odreagować, nie? Jesteś jednak profesjonalistą, alkoholu (poza rzadkimi wpadkami) nie nadużywasz. Zresztą w lidze angielskiej z małego piwka żaden paparazzo afery nie robi. Ale co innego, jeśli chodzi o kobiety. Możesz nie wiedzieć, co się wokół ciebie dzieje, ale o tym, że widziano cię z prostytutką, na pewno dowiesz się nazajutrz z „The Sun”. Cały świat pozna dzięki brukowcowi cenę usług niejakiej Farnandy Brags . Ale co tam – stać cię w końcu na dwa tysiące funtów. A dziennikarze nie wiedzą, że od dziecka jesteś bardzo uczuciowy. I potrzebujesz cholernie dużo ciepła. Przyjaciel potrzebny od zaraz Wszystko przez dzieciństwo. Dopóki mieszkałeś z rodzicami na Maderze, wszystko było w porządku. Rodzice wiedzieli, że marzeniem każdego chłopaka jest gra w piłkę, i pozwalali ci je spełniać w lokalnym klubie. Potem ktoś zobaczył twoje dryblingi i zdecydował, że pójdziesz do szkółki piłkarskiej Sportingu Lizbona. Nie było lekko. Wszyscy wokół nabijali się z twojego wyspiarskiego akcentu. Nawet gdy strzelałeś efektowne bramki, twoi rówieśnicy wymawiali słowo „gratulacje”, charakterystycznie sepleniąc, tak jak to robią twoi ziomkowie na Maderze. wpisz swój komentarznajnowszeKoniecznie przeczytaj![]() ![]() ![]() Felietony, opinie, komentarze 8.03.2010Rysunki Marka Raczkowskiego z „Przekroju”, numer 10/2010Wymyślił i narysował Marek Raczkowski polecamy numer 10/2010
|
|