|
Dziewięć miesięcy Tuska
Aleksandra Pawlicka W kampanii wyborczej głosił politykę cudu. Teraz przypomina męczennika. Tymczasem Polsce nie potrzeba miłosiernego kandydata na świętego, lecz sprawnego premiera Wyborcze obietnice rozbijają się o mur koalicyjnej niezgody – jak ustawa metropolitalna, która miała służyć decentralizacji zarządzania funduszami, czy reforma ubezpieczenia rolniczego (KRUS). Klęski spotykają rząd, także jeśli chodzi o współpracę z prezydentem. Poczynając od polityki międzynarodowej: sporu o traktat lizboński i przepychanek o tarczę antyrakietową, po wetowanie ustaw: od kominowej, która miała zachęcić menedżerów do pracy w państwowych firmach, po ustawę medialną mającą oczyścić polskie radio i telewizję z PiS-owskiego układu. Mimo to premier zbiera świetne oceny. Ufa mu 61 procent badanych. Porównywalny wynik po analogicznym okresie sprawowania władzy miał tylko Kazimierz Marcinkiewicz. Leszek Miller cieszył się już zaledwie 45-procentowym zaufaniem, a Jarosławowi Kaczyńskiemu ufało 41 procent rodaków (wszystkie dane za CBOS). Jeden za wszystkich Donald Tusk od początku przyjął zasadę, że jest parasolem ochronnym dla swoich ministrów. Owszem, jak każdy szef odpowiada za działania podwładnych, ale jednocześnie nie powinien zapominać, że w tej roli liczy się przede wszystkim konsekwencja w egzekwowaniu wykonania pracy. Tymczasem premier Tusk wszystko bierze na siebie. „Mam blisko stuprocentową pewność podpisania jeszcze tego lata umów na budowę 500 kilometrów autostrad” – mówił z okazji półrocza swego rządu. Lato jeszcze wprawdzie trwa, ale jeżeli coś z budową dróg nie wypali, to nie odpowiedzialny za infrastrukturę minister Cezary Grabarczyk, lecz Donald Tusk zrobi sobie z gęby cholewę. Podobnie z prywatyzacją. W exposé było to jedno z twardych zobowiązań premiera – uruchomienie w 2008 roku czteroletniego planu prywatyzacji. Plan, owszem, powstał, tylko jego realizacja przesłonięta została widmem upadku stoczni. Cała para poszła w zaklinanie Brukseli, by Komisja Europejska dała dodatkowy czas na prywatyzację stoczni. Dała, choć wiadomo, że odłożenie sprawy do października jest jedynie odsunięciem w czasie wykonania wyroku na stoczniach, bo prywatyzację trzeba będzie przeprowadzić najprawdopodobniej przez ogłoszenie upadłości. I znów głowę w tej świętej dla ojczyzny sprawie złożył na ołtarzu premier Tusk, a nie minister skarbu Aleksander Grad. Nie lepiej wygląda reforma finansów publicznych. Odpowiedzialny za nią minister finansów Jacek Rostowski zasłynął jak na razie niechęcią do wystąpień publicznych. Batalię o likwidację przywilejów emerytalnych firmuje więc szef rządu, choć cięcia w emeryturach pomostowych to początek niezbędnej operacji dla uzdrowienia budżetowych wydatków. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.01 17:16
artykułu? A wyrażenia jakie piękne np. ; "..z gęby cholewę" -prostactwo.A jaka egzegeza działania premiera i rządu! Proszę Pani - ble , ble ,ble itd, SURFUJ Z BLOGIEM CHACIŃSKI... ![]() ...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło! FRĄCKIEWICZ... ![]() ...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą SZUBRYCHT... ![]() ...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi najnowsze |
|