|
Niebo prezydenta
felieton Romana Kurkiewicza Prezydent Lech Kaczyński, kontynuując swoją ofensywę kaukaską, ruszył artykułować swe racje, gdzie się da
W wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” wygłosił zdanie na temat swoich krytyków: „Nawet jeśli to powiem, że niebo jest niebieskie, też mnie spotka krytyka”. I w rzeczy samej. Spróbujmy zatrzymać się nad tym, wydawałoby się, prostym, zbudowanym z nieskomplikowanych słów zdaniem. Zacznijmy od pojedynczych słów, potem postaramy się zagłębić w sens. Lub, nie ukrywajmy tej ewentualności, owego sensu brak.
Niebo. Co to jest niebo? Czy niebo w ogóle jest? Czy niebo jest zawsze tym samym niebem? Co prezydent rozumie pod pojęciem nieba? Czy niebo jest pojęciem z dziedziny fizyki czy astronomii, historii sztuki, zabaw dziecięcych, a może teologii zbawienia? Niebo ludzi czy zwierząt? Niebo górników czy niebo kosmonautów? Niebo więźniów, niebo żeglarzy czy rekinów? Czym jest niebo dla tych, którzy nie widzą? A czy niebo niebiańskie pana prezydenta jest pełne zwierząt i drzew, czy raczej eterycznie i enigmatycznie pustawe? Wymieniliśmy kilka z brzegu wątpliwości, których jest wszak o niebo więcej... albo które są o nieba nieb liczniejsze. Każdy mówi: „niebo, niebo”, ale nikt nigdy tego nieba nie widział... Niebo nad Pietuszkami? Niebieskie. Czy niebo nad niszczonymi przez trąby powietrzne wioskami dokładnie w czasie, kiedy prezydent dzielił się swoimi przemyśleniami na temat nieba, było niebieskie? A może było niemal czarne, granatowe, sine, szare, rozświetlone, przygniatające, ciężkie, chmurne, straszliwe? A niebo nocne jest niebieskie? A niebo podczas mgły – jakie jest? A niebo nadmorskie podczas zachodu słońca – jest li, choćby w Juracie, niebieskie? A niebo zadymione nad ostrzeliwanym przez wszystkie możliwe rakiety i pociski osetyjskim Cchinwali jest niebieskie? A niebo londyńskie i niebo saharyjskie? I tak znowu można długo... Jest. Czy niebo w ogóle jest? Czy to, co czasami nazywamy niebem, nie jest powietrzem? Które jest bezbarwnym gazem? Czy nie jest złudzeniem, wrażeniem, językiem i mową dziecka w szczęśliwy, słoneczny poranek? Niebo, jeśli czymś jest kiedykolwiek i jakkolwiek – konceptem, umową, uogólnieniem, uproszczeniem, skrótem, wariacją, pomocą w komunikacji. Istnienie nieba obarczone jest sporą dozą zastrzeżeń, koniecznością uściśleń, potrzebą dookreślenia. Muszę się zgodzić z panem prezydentem, że kiedy powie, a powiedział: „Niebo jest niebieskie” – zostanie skrytykowany. I został. Można zapewne mniej krytycznie, można bardziej. Nie w tym problem jednak. Niechby i prezydent używał tego prostego, dziecięcego języka, opisując świat, w którym oczywistością jest niebieskie niebo. Problem w tym, że prezydent z podobną powagą traktuje niemal wszystkie wypowiadane przez siebie zdania. A są to zdania dotykające materii dużo bardziej skomplikowanej niż zdanie o nieistniejącym niebie, które niekiedy tylko i gdzieniegdzie bywa po prostu jakby niebieskie. I tu robi się już groźnie. Niebo jest niebieskie... Dawno nie czytałem podobnego absurdu... felieton Romana Kurkiewicza "Przekrój" 34/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.08.27 10:38
Genialnie jak zawsze :) tylko pozazdrościć lekkości pióra (ew. klawiatury) - hanutaa
2008.08.22 18:07
Przyjemnie czyta się takie analityczne rozważanie o niebieskim niebie, a w konkluzji stwierdził Pan słusznie to jest absolutny absurd! Ale to nie pierwszy i nie ostatni absurd, jaki... SURFUJ Z BLOGIEM CHACIŃSKI... ![]() ...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło! FRĄCKIEWICZ... ![]() ...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą SZUBRYCHT... ![]() ...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi najnowsze |
|