Strona główna > Opinie i blogi > Moskalewicz > Skryci za tarczą
9.07.2008
Skryci za tarczą

komentarz Pawła Moskalewicza

W sprawie tarczy potrzeba nam tego, czego najbardziej nam brak: pragmatyzmu

Za kilka dni okaże się, czy rząd Donalda Tuska osiągnął porozumienie z administracją George’a W. Busha w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Dowiemy się, czy staną u nas amerykańskie wyrzutnie i co z tego będziemy mieli. Tak przynajmniej wynika z deklaracji obu stron i doniesień mediów. Tylko czy to prawda?
Polsko-amerykańskie rozmowy o tarczy trwają już ponad dwa lata. Rządy PiS podkreślały, że wybór Polski jako miejsca stacjonowania amerykańskich wyrzutni to ich wielki sukces, a także dowód na silną pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej – również jako ważnego sojusznika USA. Rząd Platformy Obywatelskiej do projektu podszedł z mniejszym entuzjazmem – i dobrze. Popełnia jednakże ten sam błąd, co poprzednicy. Nie informuje bowiem obywateli zarówno o swoich rzeczywistych intencjach – co jeszcze można tłumaczyć taktyką negocjacyjną – jak i możliwych wadach i zaletach włączenia Polski w amerykański system obronny.
Sytuacja u progu podpisania ewentualnego porozumienia jest więc kuriozalna. Większość Polaków nie wie, jakie – i czy w ogóle – korzyści moglibyśmy osiągnąć, ani też czy udział Polski w projekcie może oznaczać dla nas jakieś zagrożenia, a jeśli tak, to jakie? Dodatkowe zamieszanie wprowadza też niezrozumiały dla normalnych ludzi konflikt o tarczę na linii prezydent – rząd*.
Co gorsza, dyskusyjna jest efektywność amerykańskiego systemu. Wielu specjalistów i renomowanych pism z zakresu wojskowości kwestionuje skuteczność tarczy i sensowność jej instalacji. To projekt ważny dla odchodzącej amerykańskiej administracji głównie ze względów politycznych i prestiżowych. Dlatego decyzje polskiego rządu w tej sprawie powinny być na wskroś pragmatyczne i jednocześnie zrozumiałe dla obywateli. Jeżeli z administracją Busha możemy wynegocjować rzeczywiste korzyści dla Polski, warto twardo rozmawiać, pamiętając jednak o dwóch sprawach. To nie nam zależy i jeśli Amerykanie zabiorą swoje zabawki, nic złego się nie stanie. Najważniejsza jednak wydaje się sytuacja w samych Stanach. Jeżeli wybory prezydenckie wygra kandydat Demokratów, od dawna sceptycznych wobec tarczy, projekt i tak stanie pod znakiem zapytania. Jeżeli Republikanin – zapewne ruszy, ale tak czy inaczej poważni partnerzy przy negocjacyjnym stole pojawią się dopiero za kilka miesięcy. Może więc warto poczekać, wykorzystując ten czas na poważną debatę w kraju i uświadomienie Polakom plusów i minusów ewentualnego porozumienia.  

Paweł Moskalewicz
"Przekrój" 28/2008


* - Dlatego dziś zdecydowana większość Polaków nie życzy sobie amerykańskich instalacji na naszym terytorium i fatalnie ocenia działania polityków w tej sprawie

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.07.11 23:03

Zgadzam się z autorem. Dorzuciłbym, że przespaliśmy czas i może to o to własnie chodziło Amerykanom. Prawdziwa broń już jest "przyklepana". Jest nią potężny radar i to wszystko, co...

konsekwencji Tarczy? Czy tylko glupa rzniesz ?

Dlaczego tej tarczy nie ulokować na terenie jak poligonu wojskowego z dala od duzego miasta.Nawet czeski radar nie będzie stał na przedmieściu Karlovych Warow,a skoro to taka pokojowa...

Wszystkie

_____________________________________
SURFUJ Z BLOGIEM

CHACIŃSKI...

chacinski_blog.jpg
...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło!

FRĄCKIEWICZ...
frackiewicz_blog.jpg
...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą

SZUBRYCHT...
szubrycht_blog.jpg
...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi