|
Bij, zabij! Albo pomyśl
komentarz Pawła Moskalewicza Uczestnictwo Prezydenta Kaczyńskiego w tej zmowie jest oburzające! – unosi się na łamach „Rzeczpospolitej” Rafał Ziemkiewicz. O co chodzi?
O nieobecność głowy państwa na organizowanych przez Kresowiaków obchodach 65. rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu w 1943 roku, kiedy to bandyci z UPA wymordowali kilkadziesiąt tysięcy Polaków, a Wołyńska Dywizja Piechoty AK – w odwecie – kilkanaście tysięcy Ukraińców. Ziemkiewicz oburza się, że w debacie publicznej, a także w liście prezydenta do uczestników imprezy, nie padają słowa „zbrodnia” i „ludobójstwo”, co oczywiście jest wynikiem zmowy zdradzieckich elit, do której – o zgrozo! – dołączył teraz Lech Kaczyński. Ten „reprezentant tradycji niepodległościowej (...) unieważnia i pozbawia sensu działania swoje, a także PiS, na rzecz prawdy historycznej”. Nic tylko usiąść i płakać, więc publicysta „Rz” płacze nad „peerelowską nowomową” w liście głowy państwa dyktowaną oczywiście fałszywie pojmowaną polityczną poprawnością nakazującą dobre stosunki z Ukrainą. Ziemkiewicz walczy zresztą nie tylko o słowa, ale kwestionuje też historyczną prawdę, pisząc o „kłamliwych frazesach na temat wzajemnych win”.
Można by te bzdury skwitować wzruszeniem ramion, gdyby nie to, że opublikowała je ogólnopolska, poważna ponoć gazeta w dniu, w którym do Polski przyjechała Julia Tymoszenko, premier Ukrainy. Nie wiem, dlaczego „Rz” próbuje w tak nieelegancki sposób psuć stosunki z naszym sąsiadem, ale sugestie Ziemkiewicza warto odkłamać. Słowa, których dziś domaga się publicysta „Rz”, padły już dawno. Już pięć lat temu o ludobójstwie mówił nie tylko Jarosław Kaczyński, ale też Aleksander Kwaśniewski podczas wizyty na Wołyniu. Odnosząc się do zbrodni UPA, polski prezydent mówił: „Żaden cel nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów”. W tym roku odbyły się już polsko-ukraińskie konferencje naukowe, gdzie historycy z obu krajów zgodzili się, że działania UPA na Wołyniu to hańba. O „zbrodni i ludobójstwie” przeczytać można w encyklopedii, pamięć Polaków honorują pomniki po obu stronach granicy. Czegóż chcieć jeszcze? Na szczęście w relacjach polityków polskich i ukraińskich zwycięża rozsądek. Relacje naszych krajów są coraz lepsze, co pokazuje wizyta Julii Tymoszenko. Jak zgodnie potwierdziły obie strony, dogadujemy się w sprawie małego ruchu granicznego, wspólnych inwestycji*, dywersyfikacji dostaw gazu oraz wsparcia atlantyckich aspiracji Ukrainy. Pani premier zadeklarowała też pomoc ukraińskich władz w pracach polskich historyków. Zaś wspólna organizacja Euro 2012 zbliży nas jeszcze bardziej. Od kilkuset lat pomiędzy Warszawą i Kijowem nie było tak dobrze – i niech tak zostanie. Paweł Moskalewicz "Przekrój" 29/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.SURFUJ Z BLOGIEM CHACIŃSKI... ![]() ...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło! FRĄCKIEWICZ... ![]() ...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą SZUBRYCHT... ![]() ...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi najnowsze |
|