|
Surmacz i inni
komentarz Pawła Moskalewicza Prezydent, pokazując, że wszystko wolno, bierze moralną odpowiedzialność za zdziczenie swych zwolenników
Rocznica wybuchu powstania warszawskiego to jedna z najważniejszych polskich dat. Niezależnie od oceny decyzji o rozpoczęciu walk w Warszawie w sierpniu 1944 roku i realnych szans powodzenia tego zrywu Polacy od zawsze czczą pamięć bohaterskich powstańców.
Kilka dni temu obchodziliśmy 64. rocznicę powstania. Przemawiając do powstańców, Lech Kaczyński po raz kolejny nie powstrzymał się od załatwiania swych bieżących politycznych porachunków. Ogłosił, że „w imię określonych interesów tak zwana III Rzeczpospolita miesza dobro ze złem”. Dodał, że dziś po raz pierwszy można należycie obchodzić rocznicę powstania, choć widzi niebezpieczeństwo powrotu strasznych lat 90., kiedy policyjnymi metodami niszczono prawdziwych patriotów walczących o polskie interesy. Trudno po raz kolejny komentować androny wygłaszane przez głowę państwa. Ale słowa prezydenta padają na podatny grunt. Gdy kwestionuje się dorobek 20 lat wolnej Polski, zakwestionować można każdy demokratyczny standard, każdy autorytet. Z zażenowaniem oglądałem relację z uroczystości na Cmentarzu Powązkowskim, gdy tłum wybuczał Władysława Bartoszewskiego, bohatera powstania, opluł i wygwizdał Stefana Niesiołowskiego, za to owacją przywitał Antoniego Macierewicza, zakłócając minutę ciszy na cześć poległych. Prezydent, pokazując, że wszystko wolno, bierze moralną odpowiedzialność za zdziczenie swych zwolenników. Cóż, jaki prezydent, tacy doradcy. A do ich grona właśnie dołączył niejaki Marek Surmacz, sławny, a raczej niesławny bohater przynajmniej kilku afer. Jak podaje radio RMF FM, jeszcze w latach 80. jako funkcjonariusz MO został przyłapany na kradzieży prądu. Nie przeszkodziło mu to jednak zasiąść w komisji weryfikującej byłych esbeków. Potem, już w policji, po raz kolejny został ukarany dyscyplinarnie, a w końcu wyrzucony z niej za polityczne zaangażowanie w kampanię wyborczą Hanny Gronkiewicz‑Waltz. Nie utonął jednak – w 2006 roku już jako wiceszef MSWiA zaangażował się w obronę Tomasza Serafina, jednego z dyrektorów w resorcie, którego po nocnej libacji policyjny radiowóz odwoził do domu w Siedlcach*. A Surmacz pozostał życzliwy ludziom. Gdy jego zgłodniała koleżanka wiceminister pracy Elżbieta Rafalska dojeżdżała pociągiem do Wrocławia, Surmacz piorunem wysłał na peron policyjny patrol zaopatrzony w hamburgery dla głodnej minister. Dusza, nie człowiek, prawda? Na pewno dobrze doradzi panu prezydentowi. „Przekrój”, nr 32-33/2008 wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.SURFUJ Z BLOGIEM CHACIŃSKI... ![]() ...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło! FRĄCKIEWICZ... ![]() ...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą SZUBRYCHT... ![]() ...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi najnowsze |
|