|
Ofensywa Kaczyńskiego
komentarz Pawła Moskalewicza Od kilku tygodni trwa prezydencki festiwal. Lech Kaczyński obudził się z letargu i rozpoczął ofensywę, w której cały czas jest o kilka kroków przed rządem Donalda Tuska
Zaskoczeniu i pewnej dezorientacji rządu PO trudno się dziwić. Przez długie miesiące prezydent zamknięty w pałacu, wyśmiewany w kraju i za granicą nie był żadną konkurencją dla niezwykle popularnego premiera. Wizerunkowi prezydenta nie służyły też agresywne wypowiedzi czy rozmaite niedyspozycje uprawniające do pytań o stan zdrowia głowy państwa.
Zaczęło się od batalii o ustawę medialną. Odrzucenie prezydenckiego weta byłoby nie tylko prestiżową porażką Kaczyńskiego, ale też zniszczyłoby wpływy PiS w ostatnim bastionie tej partii – publicznym radiu i telewizji. Kaczyński jednak aktywnie włączył się do gry i przekonał Grzegorza Napieralskiego z SLD do poparcia weta. Kolejne punkty obóz prezydencki zdobył w kwestii tarczy antyrakietowej. Rząd i premier publicznie prezentowali sceptycyzm, a prezydent, który w promocję tarczy zaangażował cały swój autorytet, pienił się z bezsilnej złości. Jednak pozornie samobójczy wywiad Witolda Waszczykowskiego* dla „Newsweeka” ujawniający – prawdziwe bądź nie – kulisy negocjacji postawił premiera i ministra Sikorskiego w bardzo trudnej sytuacji. Rząd znowu musiał się bronić, a część publiczności zapewne uwierzyła, że Tuskiem i jego ministrami kieruje cyniczna interpretacja sondaży, nie zaś „dobro Polski”. I wtedy wybuchła Gruzja. Kaczyński – wbrew ostrożnemu stanowisku premiera i szefa MSZ – zaangażował się, a więc także Polskę, w maksymalnym stopniu, a kiedy minister Sikorski, chcąc nie chcąc, dołączał do kaukaskiej wycieczki prezydenta, nie było wątpliwości, kto tu rozdaje karty, a kto nadrabia miną. Lecąc do Tbilisi, Kaczyński upiekł dwie „krajowe” pieczenie przy jednym ogniu. Odbudował swoją popularność wśród części polskiego społeczeństwa i postawił rząd pod ścianą w sprawie dokończenia negocjacji w sprawie tarczy. Gruzińska inicjatywa i parafowanie umowy z USA pokazują, że Kaczyński przejął inicjatywę w kwestii polityki międzynarodowej. Co więcej, ma on w ręku jeszcze jeden atut, bo wyłącznie od jego decyzji zależy, kiedy zechce ratyfikować traktat lizboński. Rząd może co najwyżej przekonywać unijnych partnerów, że jest „za”, ale tej kompetencji prezydentowi nikt odebrać nie może. A to – podobnie jak gruzińska krucjata – sygnał dla stolic Europy, że z polskim prezydentem muszą się liczyć i że uroczy Europejczyk Tusk nic tu nie może. Wszystkie te wydarzenia mają wspólny mianownik. Polityka prezydenta jest szkodliwa. Naraża nas na konflikty zarówno z Rosją, jak i naszymi partnerami z UE. A to nie koniec. Lewicowe poglądy prezydenta w kwestiach socjalnych czynią go naturalnym patronem zapowiadanych na jesień masowych protestów rozmaitych grup zawodowych. Jeśli rząd nie chce przegrać na całej linii i miesiącami jedynie reagować na kolejne posunięcia głowy państwa, powinien skupić się na konsekwentnej realizacji i jasnej komunikacji swoich planów. Żeby Polacy wiedzieli, kto tu jest „psujem”. Paweł Moskalewicz "Przekrój" 34/2008 * - Zdymisjonowany wiceszef MSZ, w rządach Kaczyńskiego i Tuska negocjator umowy w sprawie tarczy wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁuBrak opinii.SURFUJ Z BLOGIEM CHACIŃSKI... ![]() ...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło! FRĄCKIEWICZ... ![]() ...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą SZUBRYCHT... ![]() ...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi najnowsze |
|