Strona główna > Opinie i blogi > Moskalewicz > Był prezio, jest szefunio
2.09.2008
Był prezio, jest szefunio

komentarz Pawła Moskalewicza

Wyszło jak zwykle: z dużej chmury mały deszcz, który na Kremlu na nikim nie zrobił wrażenia

To miło ze strony Europy, że z brukselskiej wyprawy prezydenta i premiera pozwoliła nam wyjść z twarzą. To wprawdzie oczywista oczywistość, że Polska na szczycie UE niczego nie przeforsowała, ale po jego zakończeniu nasi politycy mogli zwołać konferencję prasową i – nadrabiając miną – ogłosić, że jego przebieg zasługuje na ocenę „dobrą”. To prezydent, a premier dodał równie optymistycznie i konkretnie, że szefom państw UE „udało się wypracować stanowisko jednolite, rozsądne i stanowcze”. Czyli wyszło tak, jak można było przewidywać: z dużej chmury mały deszcz, który na Kremlu nie zasługuje nawet na wzruszenie ramion.
Dziarskie komentarze naszych przywódców nie przykryją jednak całkowitej porażki polskiej polityki zagranicznej, której zwieńczenie miało miejsce właśnie w Brukseli, gdzie już nawet sama Polska nie broniła swej koncepcji antyrosyjskich sankcji. Minister Sikorski podkreśla wprawdzie, że  „sam fakt odbycia szczytu jest polskim sukcesem”, ale jaki to sukces? Jedynym wygranym jest Rosja, która otrzymała sygnał, że jeśli będzie umiejętnie rozgrywała argumenty gospodarcze i odpowiednio naciskała na swych europejskich sojuszników, może sobie pozwolić na wiele. Jedynym zaś poważnym rozgrywającym po  „europejskiej” stronie okazał się prezydent Sarkozy*.
Lista naszych grzechów jest długa. Trudno powiedzieć, czym bardziej Polska zgrzeszyła – arogancją czy naiwnością – wierząc, że jest w stanie przeforsować antyrosyjską inicjatywę na forum UE. Na nieszczęście Lech Kaczyński nie tylko w to uwierzył, ale też głośno swe stanowisko prezentował. Żądamy sankcji – grzmiał Pałac Prezydencki, miast choćby spróbować podjąć dyplomatyczne starania w liczących się europejskich stolicach. A ogłaszanie ważnych, kontrowersyjnych inicjatyw bez zapewnienia im poparcia to prosta droga do ośmieszenia. Trudno też zgadnąć, czym kierował się Donald Tusk, dając się wciągnąć w prezydencką rozgrywkę i usztywniając rozsądne, dość powściągliwe stanowisko polskiego rządu.
Polską reputację nadszarpnęła też kilkudniowa publiczna rozgrywka pomiędzy prezydentem a premierem, kto będzie „szefem” naszej delegacji na szczyt. Osiągnięto zgniły kompromis i pozorną zgodę, ale różnice nie znikły i widać je nawet w komentarzach obu polityków. Gdy Donald Tusk zauważył, że „uniknęliśmy nieskutecznego nierealizmu”, Lech Kaczyński cieszył się, że „sukcesem jest odsunięcie kolejnej rundy negocjacji pomiędzy Rosją a UE”.
Jaki jest bilans tej zabawy? Po raz kolejny mamy zdewastowane stosunki z Rosją, ale za to dyplomatyczny sukces na miarę szefa. Albo raczej – zachowując właściwe proporcje – sukcesik na miarę szefunia.

Paweł Moskalewicz
"Przekrój" 36/2008

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Edipresse Polska S.A. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

2008.09.03 10:41

Jak nie lubiłem Kwaśniewskiego za umizgi do Kuczmy, ZSRR i pogrobowców,tak podziwiam za kunszt dyplomatyczny na styku z premierami różnych opcji. panowie Kaczyński i Tusk to jednak 2-ga liga...

2008.09.02 20:07

do kwadratu-jak widac zmiana szefa Kancelarii niczego "nie zmienila"-dalej donkiszoteria..

Wszystkie

_____________________________________
SURFUJ Z BLOGIEM

CHACIŃSKI...

chacinski_blog.jpg
...o łapaniu doła w Chorzowie. Było miło!

FRĄCKIEWICZ...
frackiewicz_blog.jpg
...o swoich prywatnych relacjach z Januszem Christą

SZUBRYCHT...
szubrycht_blog.jpg
...o tym, dlaczego współczuje LUC-owi