2.07.2009
Najazd Polski na Izrael

Joanna Woźniczko-Czeczott

Rok Polski w Izraelu ciągle trwa i nie chce się skończyć - komentuje tamtejsza telewizja. W oficjalnie zakończonej, ale nieoficjalnie trwającej w najlepsze inicjatywie udało się pokazać, czego może dokonać dyplomacja kulturalna

Po Tel Awiwie krążył w tym roku dowcip: „zrobiłem wczoraj imprezę i nie było na niej Polaków”. „Najazd” - to dobre słowo. W ciągu czternastu miesięcy roku polskiego (nieformalnie trwał nawet dłużej) do Izraela zjechało od tysiąca do trzech tysięcy Polaków (w rachubach gubią się sami organizatorzy). Dwustu Izraelczyków odwiedziło w tym czasie Polskę. Niektórzy, jak szef Filmoteki w Jerozolimie, wzbraniał się przed przyjazdem trzy miesiące - gdy w końcu dał się skusić, uznał podróż za najlepszą delegację w życiu, a po powrocie włączył się pełną parą w inicjatywę. W jego filmotece właśnie skończyła się retrospektywa polskiej animacji. - Idea Roku Polskiego była prosta: umożliwić ludziom spotkania - mówi Katarzyna Wielga z Instytutu Adama Mickiewicza, koordynatorka inicjatywy. - Zapraszaliśmy artystów, kuratorów, menedżerów kultury i dziennikarzy. Niczego nie narzucaliśmy, ale dzięki samym spotkaniom udało się sprawić, że nawiązali współpracę.

Program nie powstał więc w ministerialnych gabinetach - stworzyli go sami uczestnicy. Gdy spotkali się komiksiarze polscy i izraelscy nie wiadomo było jeszcze, że zaczną pracować nad wspólnym albumem o stereotypach i uprzedzeniach. Tak było i w innych przypadkach. - Ponieważ samo hasło Roku Polskiego wyszło od rządu, najtrudniej było przekonać twórców, że zachowają niezależność - mówi Wielga. - Gdy to się udało, wizyty warsztatowe zaczęły przynosić owoce.

To dlatego obok sztandarowych dzieł przywiezionych do Izraela (jak „Madame Butterfly” Mariusza Trelińskiego czy spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego) wśród stu czterdziestu owoców roku polskiego aż roi się od koprodukcji. Są dwie teatralne (spektakl „Salto Mortale” teatrów Strefa Ciszy z Poznania i Cameri z Tel Awiwu oraz projekt Bat Yam-Tykocin, w którym reżyser polski pracował z izraelskimi aktorami, a reżyserka izraelska - z polskimi), jeden komiksowy (album „Kompot”), muzyczne (chociażby wspólna płyta, którą właśnie skończyli nagrywać  Mitch & Mitch i Igor Krutogolow) czy artystyczne (wystawa polskich i izraelskich dizajnerów „Factory”). Dwanaście projektów jest w toku, a pierwszy kanał telewizji izraelskiej skomentował ostatnio: rok polski trwa i nie chce się skończyć. - W przeciwieństwie do klasycznej dyplomacji, która służy załatwianiu konkretnych spraw i interesów, dyplomacja kulturalna służy mówieniu prawdy - komentuje dyrektor IAM Paweł Potoroczyn. Realizowane projekty często dotykały najtrudniejszych tematów - jak spacer po terenie byłego getta warszawskiego, na które izraelska grupa Public Movement zabrała ponad tysiąc warszawiaków. Rok Polski sprawił, że dla co dwudziestego Izraelczyka (z polską sztuką zetknęło się w sumie 180 tysięcy osób) dwa narody przestały funkcjonować jedynie w stereotypowych kontekstach. Pierwszym śladem najazdu na łamach prasy okazał się artykuł o... architekturze nadwiślańskich miast. - Dziennikarz, którego zaprosiliśmy do Polski, poświęcił temu tematowi całą rozkładówkę w dzienniku Haaretz - mówi Magda Mich, rzeczniczka IAM. - Tekst pozornie nie związany z naszą inicjatywą, ale pokazujący Polskę w innym świetle niż wybryki antysemickie czy Holokaust. O to chodziło.

Potem wzmianek w prasie było jeszcze tysiąc pięćset.  - Wstyd przyznać, ale choć zajmuję się sztuką, nie znałam waszych twórców - mówi nam Noa Barak z dziennika „Maariv”. - Polska do tej pory znana była z obozów koncentracyjnych i powiedzenia „nie bądź Polakiem”, które oznaczało, że ktoś za bardzo się certuje. Teraz zapanowała wręcz moda na waszą sztukę współczesną - dodaje.

Jakim cudem za 2,7 miliona euro (budżet inicjatywy od 2006 do 2009 roku) udało się narobić tyle szumu? - Jesteście po prostu pierwszym krajem, który zorganizował coś takiego w Izraelu - mówi ambasador Izraela w Polsce Zvi Rav Ner. I rozmarza się, że byłoby wspaniale, gdyby inni poszli naszym śladem.

Co będzie dalej z rozbudzoną modą na polskość w Izraelu? Czy nawiązane kontakty i pomysły wydadzą kolejne owoce? Na konferencji podsumowującej Rok Polski jedyną osobą, która nie miała nic do dodania, była reprezentująca Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Monika Smoleń. Odczytała list, w którym znalazła się zapowiedź dalszej współpracy - jednak na pytanie, w jaki sposób ministerstwo zamierza wspierać projekty polsko-izraelskie, których idea zrodziła się przez ten rok, MKiDN przez dwa tygodnie nie było w stanie odpowiedzieć. - Warto podtrzymywać ten ogień, skoro tyle wysiłku włożyliśmy w jego rozniecenie - mówi Wielga. Oby za parę lat nie trzeba było posypywać głów popiołem.

Joanna Woźniczko-Czeczott
przekroj.pl

wpisz swój komentarz

Tytuł: Pseudonim:  
Treść: E-mail:

Zapisz

Wydawnictwo "Przekrój" sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy łamiących polskie prawo lub zasady dobrego wychowania.  

komentarze do artykuŁu

Brak opinii.