|
Politycy kręcą w filmie
Igor Ryciak Perypetie twórców filmu o Westerplatte przypominają czeski film. Pokazują przy tym, że system państwowych dotacji na sztukę należy zaorać
Żadna polska produkcja ostatnich lat nie wzbudziła takich emocji jak film „Tajemnica Westerplatte”. Jest to też pierwszy po 1989 roku przypadek, gdy politycy tak jawnie interweniowali w sprawie sztuki. Wydawałoby się, że czasy, gdy działacze partyjni i cenzorzy decydowali, który scenariusz zostanie zrealizowany, a który trafi do kosza, to odległa historia. Niestety – jest nawet gorzej niż kiedyś. Za komuny cenzorzy przynajmniej dokładnie czytali to, co im przynieśli artyści. Dziś tak nie jest. Kakofonia, która powstała wokół filmu o bohaterskiej obronie Wojskowej Składnicy Tranzytowej, sprawia, że bardzo trudno oddzielić fakty od plotek i mitów. „Przekrój” podjął taką próbę.
Na pewno wiadomo, że autorem kontrowersyjnego scenariusza jest Paweł Chochlew, 37-letni aktor warszawskiego Teatru Syrena, bez większego doświadczenia filmowego i z zerowym doświadczeniem w pisaniu scenariuszy filmów historycznych. Wiadomo też, że budżet filmu planowany jest na 14 milionów złotych, z czego 3,5 miliona ma dołożyć Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF). Procedury w tej instytucji są takie, że każdy skrypt złożony z prośbą o dotację jest opiniowany przez grono wylosowanych ze specjalnej puli artystów. To ważne, bo dzięki temu wiemy, że opinie o scenariuszu (film jest na etapie scenariusza, zdjęcia miały ruszyć w tym miesiącu) są skrajnie rozbieżne. Artystom się podoba... W komisji PISF oceniającej „Tajemnicę Westerplatte” był między innymi Andrzej Grabowski, znany krakowski aktor. Jego opinia jest entuzjastyczna. – Gdy dostałem tekst, przez tydzień nie mogłem zabrać się do lektury – opowiada Grabowski. – Byłem przekonany, że czeka mnie kolejna nuda nadmuchana patosem. Tymczasem to najlepszy scenariusz, jaki czytałem w ostatnich latach! Trzyma w napięciu, znakomicie portretuje ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Obrońcy Westerplatte są pokazani jako prawdziwi bohaterowie, ale nie postacie z lukru. Powiem jedno: żałuję, że nie zagram w tym filmie. Dobrze, że chociaż mogłem mu dać najwyższą ocenę – dodaje. Grabowski zastrzega jednak, że nie jest historykiem i nie jest w stanie powiedzieć, które szczegóły filmu są historycznie potwierdzone, a które są literacką fikcją. – Świetny scenariusz i ważny głos w dyskusji, jak opisywać naszą historię – twierdzi Izabella Cywińska, reżyser teatralny, która była w tej samej komisji. – Oczywiście oceniałam go wyłącznie pod kątem artystycznym, bo takie było moje zadanie. Jestem pewna, że może z tego powstać rewelacyjny film. W tekście scenariusza nie znalazłam nic, co byłoby obrazoburcze – relacjonuje Cywińska. Po chwili namysłu dodaje jednak: – To bardzo mocny, momentami wstrząsający materiał. Zdaję sobie sprawę, że wśród osób starszych obraz może budzić kontrowersje. Jacek Lipski, prezes firmy Pleograf, która ma wyprodukować „Tajemnicę Westerplatte”, w rozmowie z „Przekrojem” twierdzi, że scenariusz to wzór rzetelności. – Jest oparty na 29 pozycjach książkowych, licznych dokumentach i rozmowach z osobami, które znają temat – mówi. Lipski podobnie jak członkowie komisji PISF zapewnia, że w scenariuszu nie ma żadnych scen, które stawiałyby pod znakiem zapytania morale bohaterskich żołnierzy lub obalały mit brawurowej obrony składnicy. Historykom nie w smak Krańcowo inne zdanie mają dwaj historycy specjalizujący się w temacie obrony Westerplatte. Andrzej Drzycimski jest autorem monografii dowódcy obrony, majora Henryka Sucharskiego, a Mariusz Wójtowicz-Podhorski prezesem Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej i pełnomocnikiem wojewody pomorskiego do spraw rewitalizacji Westerplatte. W jaki sposób dotarł do nich scenariusz filmu? Zlecenie napisania jego recenzji dostali z kancelarii premiera. Ta zainteresowała się filmem, gdy na początku lata producenci zwrócili się do Donalda Tuska z prośbą o objęcie filmu honorowym patronatem. wpisz swój komentarzkomentarze do artykuŁu2008.09.04 12:02
Mam nadzieję, że już zauważyliście jak porażającym błędem jest podpis pod głównym zdjęciem w artykule: to nie jest fotos z planu filmu Różewicza, tylko prawdziwe zdjęcie z września... - Arek
najnowszePromocja"Przekrój" z dwoma horrorami
|
|